Skoro tamtym spektakularnym prawym sierpowym chwalić się nie musiał, to i chwalić się nie będzie, choć w głębi duszy był z siebie dumny, bo cios, mimo wszystko, był piękny. Z drugiej strony dopadały go wyrzuty sumienia, ale zdecydowanie nie wobec gościa w kaszkiecie. Wobec Brenny, bo dorzucił jej pracy i jeszcze została ranna. Wobec Vladimira, bo stryj bardzo się martwił o krewniaka, który do tej pory żył, jak na smyczy, z której zdarzało mu się czasami zrywać, zrobić coś głupiego i wrócić z myślą, że "nikt się nie dowie" (Ups, dowiadywali się!), a teraz, gdy smyczy już nie było, było tak wiele głupich rzeczy, które mógł zrobić. I może tylko trochę, ale tylko tak ociupimkę, było mu szkoda tej kobiety z Nokturnu, bo przez cały ten czas zdawała się brać udział w tym zamieszaniu tylko przez wzgląd na swoich towarzyszy. Wycofała się, gdy Brenna zagroziła aresztowaniem, ale wróciła, by wspomóc przyjaciół. Może i walczyła po "złej" stronie, ale nie zostawiła przyjaciół, próbowała im pomóc i może wcale nie zasługiwała na karę, a po prostu potrzebowała innego środowiska, innych ludzi wokół siebie?
Informacji o czasie na zmianę decyzji nie dostał, ale już o to nie pytał. Podpisał już papierek - decyzja zapadła. A skoro Brenna powiedziała mu, żeby czekał na kontakt od niej, to powinien po prostu poczekać na decyzję gnojka i wiadomość od Brenny.
Uniósł brew, słysząc zająknięcie.
-Jak twoje ramię?
To, że Brenna nie mogła poprowadzić przesłuchania, wcale go nie zdziwiło. W końcu brała czynny udział w walce i została ranna, więc ktoś, czy to będzie inny funkcjonariusz czy sam przesłuchiwany, mogliby zarzucić jej stronniczość, więc...
Przyglądał więc w milczeniu, jak Brenna pakowała dokumenty, i wstał z fotela, gotowy do wyjścia.
-Przepraszam za to całe zamieszanie - podrapał się po karku, odwracając wzrok.
Nie wywołał go z premedytacją, ale wciąż czuł, że powinien przeprosić.