29.04.2024, 08:54 ✶
Hades nie sięgnął po różdżkę, nie zaczął bełkotać niezrozumiale i nie wydawał się agresywny… nie, inaczej: nie wydawał się mieć szczególnych sił, aby wykazywać się agresją. Brenna przywędrowała więc po prostu bliżej i przykucnęła naprzeciwko niego. Hades McKinnon. Kojarzyła go jeszcze sprzed zniknięcia, gdy pracował w Departamencie Tajemnic, pozornie najmniej przyjemna persona z wydziału, którą jednak Brenna nawet wtedy lubiła – bo gadał (wśród Niewymownych to nie takie oczywiste) i nie zachowywał się, jakby połknął kilka kijów (może nie takie częste, ale się zdarzające). Obecnie Bumowiec, na którego patrzyła nieufnie – nagłe zniknięcie, niejasne sprawy, niby wyjaśnione, ale wciąż wzbudzające niepokój, żona spokrewniona z Borginami i prawdopodobieństwo kontaktów ze Stanleyem Borginem.
Nie dawała tego po sobie poznać, ale starała się patrzeć mu na ręce. Zerkać, czy nie kręci się wokół Poppy. Patrzeć, jakie sprawy dostaje i czy nie próbuje dobrać się do dokumentów, do których nie powinien mieć dostępu.
Oczywiście, mógł być najbardziej przyzwoitym człowiekiem na świecie. Zwłaszcza, że ostatecznie był półkrwi – w świecie Voldemorta zawsze będzie mniej ważny. Ale Brenna za miłym uśmiechem kryła umysł ukształtowany przez dorastanie w rodzinie gliniarzy, i wiedziała, że każdy jest czemuś winny.
Ona także. A może zwłaszcza ona. Bo kto pilnuje tych, którzy pilnują?
– Właśnie widzę, zajebiste miejsce do siedzenia, żeby tak sobie trochę odpocząć i się zrelaksować, najlepsze w okolicy – oświadczyła bez mrugnięcia okiem, jakby wcale w pobliżu nie stały kosze na śmieci, i jakby dwa metry dalej jakiś czas temu ktoś nie obszczał ściany (co wiedziała, bo wilczy węch od razu wychwytywał takie rzeczy, a ledwo chwilę temu była wilkiem). Może by nawet uwierzyła, że Hades po prostu lubił takie klimaty, czemu nie, nawet na takiego wyglądał, gdyby nie fakt, że ta sytuacja przypominała jej kilka innych, bardzo podobnych.
A myślała, że ta sprawa została załatwiona wraz z aresztowaniem Watchera, zniknięciem jego kumpli i usunięciem dziupl, w których produkowali kadzidła.
Najwyraźniej to była tylko jedna filia albo po prostu przypadek – i więcej osób produkowało halucynogenne kadzidła. Albo ktoś przejął interes?
Parszywy uśmieszek McKinnona nie zrobił na niej wrażenia. Miała kilku znajomych o zakazanych gębach, jeden z jej krewnych wyglądał jak rasowy zakapior, Vincent lubił czasem popatrzeć na kogoś, jakby miał ochotę go zabić w wyjątkowo paskudny sposób. Bardziej niż na uśmiechu skupiła się na oczach, które – była niemal pewna – miały pewne trudności w utrzymaniu skupienia.
– Wyszłam z tej alejki na lewo. Rhynda poprosiła, żebym cię znalazła, bo się nie odmeldowałeś, a twój partner nie wiedział, gdzie i kiedy mu znikłeś. Jebnęło cię zaklęcie, czy to były cholerne kadzidła? – spytała wprost, bo wyglądało na to, że Hades był już w stanie, który pozwalał na jako tako racjonalną rozmowę.
Nie dawała tego po sobie poznać, ale starała się patrzeć mu na ręce. Zerkać, czy nie kręci się wokół Poppy. Patrzeć, jakie sprawy dostaje i czy nie próbuje dobrać się do dokumentów, do których nie powinien mieć dostępu.
Oczywiście, mógł być najbardziej przyzwoitym człowiekiem na świecie. Zwłaszcza, że ostatecznie był półkrwi – w świecie Voldemorta zawsze będzie mniej ważny. Ale Brenna za miłym uśmiechem kryła umysł ukształtowany przez dorastanie w rodzinie gliniarzy, i wiedziała, że każdy jest czemuś winny.
Ona także. A może zwłaszcza ona. Bo kto pilnuje tych, którzy pilnują?
– Właśnie widzę, zajebiste miejsce do siedzenia, żeby tak sobie trochę odpocząć i się zrelaksować, najlepsze w okolicy – oświadczyła bez mrugnięcia okiem, jakby wcale w pobliżu nie stały kosze na śmieci, i jakby dwa metry dalej jakiś czas temu ktoś nie obszczał ściany (co wiedziała, bo wilczy węch od razu wychwytywał takie rzeczy, a ledwo chwilę temu była wilkiem). Może by nawet uwierzyła, że Hades po prostu lubił takie klimaty, czemu nie, nawet na takiego wyglądał, gdyby nie fakt, że ta sytuacja przypominała jej kilka innych, bardzo podobnych.
A myślała, że ta sprawa została załatwiona wraz z aresztowaniem Watchera, zniknięciem jego kumpli i usunięciem dziupl, w których produkowali kadzidła.
Najwyraźniej to była tylko jedna filia albo po prostu przypadek – i więcej osób produkowało halucynogenne kadzidła. Albo ktoś przejął interes?
Parszywy uśmieszek McKinnona nie zrobił na niej wrażenia. Miała kilku znajomych o zakazanych gębach, jeden z jej krewnych wyglądał jak rasowy zakapior, Vincent lubił czasem popatrzeć na kogoś, jakby miał ochotę go zabić w wyjątkowo paskudny sposób. Bardziej niż na uśmiechu skupiła się na oczach, które – była niemal pewna – miały pewne trudności w utrzymaniu skupienia.
– Wyszłam z tej alejki na lewo. Rhynda poprosiła, żebym cię znalazła, bo się nie odmeldowałeś, a twój partner nie wiedział, gdzie i kiedy mu znikłeś. Jebnęło cię zaklęcie, czy to były cholerne kadzidła? – spytała wprost, bo wyglądało na to, że Hades był już w stanie, który pozwalał na jako tako racjonalną rozmowę.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.