Dla kogo komedia, dla tego komedia, w oczach Geraldine to bardziej tragedia, a na pewno się nią stanie, gdy zamorduje Astarotha za to, że go to wszystko tak bardzo bawiło. Ona również nigdy jeszcze nie widziała kaktusa który wyrósł w podobnym miejscu, bardzo szkoda, że musiała się z czymś takim spotkać po raz pierwszy akurat gdy pojawił się na jej własnej, prywatnej głowie. Zdecydowanie wolałaby, żeby to spotkało kogoś innego. Los ostatnio jednak jej nie sprzyjał i dosłownie brakowało jej do szczęścia tylko tej rośliny na środku łba.
Nie zastanawiała się specjalnie długo, kiedy usłyszała komentarz brata sprzedała mu kuksańca w ramię, bo chyba trochę się zagalopował. - Te, nie pozwalaj sobie, sam nie jesteś jakoś super bystry. U nas to chyba rodzinne. - Mimo wszystko, wreszcie na jej twarzy pojawił się ogromny uśmiech. Dobrze było mieć go tutaj przy sobie, jednak, czasami. Potrafił sprawić, że przestała, aż tak przejmować się tym głupim incydentem. Może faktycznie to nic strasznego?
Bardzo dobrze, że powstrzymał się od kolejnego komentarza, bo wtedy nie skończyłoby się na kuksańcu w ramię, gdyby usłyszała coś na temat kobiet by go chyba pobiła, zważając na to, że i tak ją już ta sytuacja zirytowała. Nie znosiła, kiedy ktoś spoglądał lekceważąco na jej płeć, na szczęście Astaroth zdawał sobie z tego sprawę. Nie ma sensu prowokować tej wariatki.
Nie przywykła do tego, że celował jej w twarz różdżką, nie była to normalna sytuacja, ale musiała się z tym pogodzić. Ufała mu jednak, przynajmniej starała się to robić, plusem tego, że z nią mieszkał było to, że nikt nie zauważy jej z tym kaktusem na głowie, tylko on. Pewnie będzie jej to wypominał przez lata, ale trudno.
Odetchnęła głęboko, miała zamknięte oczy, cały czas. Wolała na to nie patrzeć. Zaczął odliczać, tyle, że oczywiście nie zrobił tak jak chciała, musiał zrobić po swojemu. Może i lepiej? Nie spodziewała się bowiem, że to zaklęcie poleci w nią w tej chwili. Świsnęło w powietrzu, usłyszała to. Otworzyła wtedy oczy.
Zaczęła dotykać się po łbie, kiedy ją trafiło. Nie miała już nic na jego środku. Podbiegła do lustra, żeby sprawdzić, czy faktycznie zniknął. Przejrzała się w lustrze i tak, cud, pozbył się tego cholerstwa. Wróciła więc do brata, z uśmiechem na twarzy. - Co ja bym bez ciebie zrobiła. - Pokusiła się nawet na to, żeby się do niego przytulić, cała panika, która się pojawiła zniknęła. - Dziękuję braciszku. - Gdy czegoś chciała potrafiła być milutka niczym owieczka, no albo wtedy, kiedy musiała się odwdzięczyć za przysługę.