29.04.2024, 09:49 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.04.2024, 09:49 przez Brenna Longbottom.)
Brenna szanowała cudzą wiarę, ale niewiele miała w sobie własnej. Bardziej wierzyła rytuałowi Dumbledore'a niż jakimkolwiek święconym olejkom. Nie miała najmniejszego zamiaru szukać wsparcia u Matki Księżyca - ta na trzy miesiące urządziła ją dostatecznie paskudnie, jeśli Macmillanówna miała rację i to bogini, nie Voldemort zamieszała w pewnym rytuale, aby Brenna nie planowała nigdy się do niej zwracać - ale doceniała dobrych chęci Sebastiana.
- Dziękuję - odparła więc krótko, i szczerze. Być może jego modlitwy mogły mieć moc, której nie miały jej modły. A nawet jeżeli nie, doceniała same chęci.
Westchnęła, kiedy Sebastian wspomniał o widmach. To nie tak, że nie przyszło jej to wcześniej do głowy - zastanawiała się nad tym tysiące razy, a jej notatniki były wypełnione notatkami na temat tych stworów.
- Nie. Nigdy czegoś takiego nie widziałam i to, że wyszły z limbo, to jedna z moich teorii. Ale nikt nie widział ich ani w Limbo, ani w pobliżu portalu. Ani ludzie… ani duchy. Pojawiły się na skraju polany i napotkali je ludzie w lesie, stąd nie wykluczam, że były czymś, o czego istnieniu nie wiedzieliśmy, co zmieniło się lub rozmnożyło z powodu rozdarcia między światami - powiedziała, odginając po kolei palce, w miarę jak wyrzucała z siebie kolejne informacje. - W swojej naturze przypominają dementorów: nie tylko patronus może je... prawdopodobnie przegonić, ale też tak jak dementorzy żywią się emocjami, osłabiają i wreszcie zabierają duszę, tak widma mogą dotknąć i emocji, i ciała. Są im podobne, ale nie są dementorami. Ci, którzy się z nimi zetknęli, starzeją się lub umierają. Nie atakują większych grup, ale ci, którzy natkną się na nie w pojedynkę, właściwie nie mają szans. Żerują nie tylko na ludziach, ale w pewnym sensie na tym... co ci pozostawią po sobie. Mogą dorwać się do martwego już ciała i zamienić je w proch albo pożywiać się na przedmiotach. Nie reagują na nie rośliny, ale już prawdopodobnie przepłaszają zwierzęta. Nie mają aury w swoim naturalnym stanie, natomiast ta pojawia się prawdopodobnie po tym, jak się pożywią. Nie istnieją dla zmysłów tych, którzy mają trzecie oko, dopóki się... nie nażrą – kontynuowała. Niezbyt szybko, tonem rzeczowym, niemalże suchym, jakby wyzbytym intonacji. – Najpierw ochotnicy przeszukujący las tylko je czuli i słabli. Nikt ich nie zobaczył. Potem, w kolejnych dniach, zaczęły już napadać i zabijać. Stąd teoria o rośnięciu w siłę. Zdaje mi się, że to jednak osobna sprawa wobec Zimnych – zakończyła i opuściła dłonie po tym, jak odgięła ostatni palec. Badała w tej sprawie wszystko, co tylko mogła, ale potem zderzyła się ze ścianą. Frustrowało ją to niemożebnie, ale była po prostu zwykłą czarownicą, nie miała dość możliwości, aby ciągnąć sprawę dalej.
Kolejne słowa Macmillana sprawiły, że milczała przez chwilę, zamyślona. Skłamałaby, gdyby powiedziała, że się jej to podoba – właściwie dobrze było mieć w Ministerstwie egzorcystę. Nie była też pewna, czy to cokolwiek zmieni wobec Patricka. Gdyby kapłani chcieli i potrafili pomóc Stewardowi, zrobiliby to i bez takich targów – albo nie wiedzieli, jak to zrobić, albo uznawali to za zbyt ryzykowne, przynajmniej zdaniem Brenny. Ale…
– Jeśli taką chcesz obrać drogę, życzę ci na niej powodzenia. I jestem wdzięczna, że chcesz pomóc Zimnym, chociaż wydaje mi się, że gdyby wiedzieli, jak to zrobić… nie potrzeba by ich przekupywać. Zimni wyraźnie kapłanów interesują.
- Dziękuję - odparła więc krótko, i szczerze. Być może jego modlitwy mogły mieć moc, której nie miały jej modły. A nawet jeżeli nie, doceniała same chęci.
Westchnęła, kiedy Sebastian wspomniał o widmach. To nie tak, że nie przyszło jej to wcześniej do głowy - zastanawiała się nad tym tysiące razy, a jej notatniki były wypełnione notatkami na temat tych stworów.
- Nie. Nigdy czegoś takiego nie widziałam i to, że wyszły z limbo, to jedna z moich teorii. Ale nikt nie widział ich ani w Limbo, ani w pobliżu portalu. Ani ludzie… ani duchy. Pojawiły się na skraju polany i napotkali je ludzie w lesie, stąd nie wykluczam, że były czymś, o czego istnieniu nie wiedzieliśmy, co zmieniło się lub rozmnożyło z powodu rozdarcia między światami - powiedziała, odginając po kolei palce, w miarę jak wyrzucała z siebie kolejne informacje. - W swojej naturze przypominają dementorów: nie tylko patronus może je... prawdopodobnie przegonić, ale też tak jak dementorzy żywią się emocjami, osłabiają i wreszcie zabierają duszę, tak widma mogą dotknąć i emocji, i ciała. Są im podobne, ale nie są dementorami. Ci, którzy się z nimi zetknęli, starzeją się lub umierają. Nie atakują większych grup, ale ci, którzy natkną się na nie w pojedynkę, właściwie nie mają szans. Żerują nie tylko na ludziach, ale w pewnym sensie na tym... co ci pozostawią po sobie. Mogą dorwać się do martwego już ciała i zamienić je w proch albo pożywiać się na przedmiotach. Nie reagują na nie rośliny, ale już prawdopodobnie przepłaszają zwierzęta. Nie mają aury w swoim naturalnym stanie, natomiast ta pojawia się prawdopodobnie po tym, jak się pożywią. Nie istnieją dla zmysłów tych, którzy mają trzecie oko, dopóki się... nie nażrą – kontynuowała. Niezbyt szybko, tonem rzeczowym, niemalże suchym, jakby wyzbytym intonacji. – Najpierw ochotnicy przeszukujący las tylko je czuli i słabli. Nikt ich nie zobaczył. Potem, w kolejnych dniach, zaczęły już napadać i zabijać. Stąd teoria o rośnięciu w siłę. Zdaje mi się, że to jednak osobna sprawa wobec Zimnych – zakończyła i opuściła dłonie po tym, jak odgięła ostatni palec. Badała w tej sprawie wszystko, co tylko mogła, ale potem zderzyła się ze ścianą. Frustrowało ją to niemożebnie, ale była po prostu zwykłą czarownicą, nie miała dość możliwości, aby ciągnąć sprawę dalej.
Kolejne słowa Macmillana sprawiły, że milczała przez chwilę, zamyślona. Skłamałaby, gdyby powiedziała, że się jej to podoba – właściwie dobrze było mieć w Ministerstwie egzorcystę. Nie była też pewna, czy to cokolwiek zmieni wobec Patricka. Gdyby kapłani chcieli i potrafili pomóc Stewardowi, zrobiliby to i bez takich targów – albo nie wiedzieli, jak to zrobić, albo uznawali to za zbyt ryzykowne, przynajmniej zdaniem Brenny. Ale…
– Jeśli taką chcesz obrać drogę, życzę ci na niej powodzenia. I jestem wdzięczna, że chcesz pomóc Zimnym, chociaż wydaje mi się, że gdyby wiedzieli, jak to zrobić… nie potrzeba by ich przekupywać. Zimni wyraźnie kapłanów interesują.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.