29.04.2024, 15:23 ✶
- Czy to tylko rezygnacja w obliczu ogólnego poczucia beznadziei i śmiech na przekór okrutnemu losowi, czy już załamanie nerwowe? - zapytała Brenna, kiedy zaczął się śmiać. - Em... no... to nie zdarza się codziennie - przytaknęła Brenna, bo właściwie dla niej to nie była aż tak nienormalna sytuacja, ale pracowała tam, gdzie pracowała, miała tendencję do prób zajmowania się pięcioma rzeczami na raz, a poza tym dziwny talent do pakowania się w kłopoty. Ale w sumie racja, nie zdarzało się to jej codziennie ani nawet co drugi dzień, tak średnio raz w tygodniu.
Sytuacja, rzecz jasna, miała tutaj powoli eskalować...
Zdołała powstrzymać uśmiech, cisnący się na usta, kiedy wyciągnął karty z kieszeni. I nawet kiwnęła głową, utrzymując poważną minę.
– Jasne. To po prostu taki atrybut rodzinny, nam jak jesteśmy dziećmi dają noże, wam karty – stwierdziła, z taką powagą, że naprawdę można by sądzić, że nie ma w tym ani krztyny żartu. I tak naprawdę nie miała pojęcia, czy Basilius jest hazardzistą, ale przecież wiedziała, że lubi grać: nie tylko dlatego, że nazywał się Prewett. W końcu sam wspomniał, że nie tak dawno temu spotkali się w kasynie. – Och, daj spokój, brak kości mnie nie powstrzyma. To że nie jestem pewna, czy pamiętam wszystkie zasady też nie… ale zbieranie ładnych obrazków piesków brzmi całkiem zabawnie – oświadczyła już normalnie, spoglądając na talię. Nie wyglądała na to, ale też miała drobne słabostki do ładnych rzeczy, nawet jeśli akurat nie przepadała za bibelotami. A ładnych kart mieli w domu całkiem dużo, chociaż raczej tarota niż tych do pokera, ze względu na zainteresowania Morpheusa.
– Póki nie narusza tajemnicy służbowej albo dobrego interesu osób trzecich – zastrzegła, raczej odruchowo niż dlatego, że podejrzewała Basiliusa o chęć zadawania takich pytań. Basilius, chyba trochę jak Laurent i Vincent, byli w jej oczach swego rodzaju mieszanką odrobiny przyzwoitości, odrobiny złośliwości i odrobiny pewnej pogardy wobec zasad. Dochodziły tu jeszcze pewne skłonności do manipulacji i chęć pokazywania ludziom konkretnych rzeczy – z czym właściwie całkiem się utożsamiała. Ale akurat żadnego z nich nie podejrzewałaby o uciekanie się do takich sztuczek jak wypytywanie o sprawy służbowe w ramach wygranej z pokera. Tyle że… no była gliną.
Zebrała swoje karty – chwilkę jej to zajęło, bo jednak musiała posługiwać się jedną ręką – i… pozostawało zacząć grę.
Na wynik. Minus 10 przy rzucie powyżej 11, ze względu na fakt, że Basilius raczej gra więcej.
Sytuacja, rzecz jasna, miała tutaj powoli eskalować...
Zdołała powstrzymać uśmiech, cisnący się na usta, kiedy wyciągnął karty z kieszeni. I nawet kiwnęła głową, utrzymując poważną minę.
– Jasne. To po prostu taki atrybut rodzinny, nam jak jesteśmy dziećmi dają noże, wam karty – stwierdziła, z taką powagą, że naprawdę można by sądzić, że nie ma w tym ani krztyny żartu. I tak naprawdę nie miała pojęcia, czy Basilius jest hazardzistą, ale przecież wiedziała, że lubi grać: nie tylko dlatego, że nazywał się Prewett. W końcu sam wspomniał, że nie tak dawno temu spotkali się w kasynie. – Och, daj spokój, brak kości mnie nie powstrzyma. To że nie jestem pewna, czy pamiętam wszystkie zasady też nie… ale zbieranie ładnych obrazków piesków brzmi całkiem zabawnie – oświadczyła już normalnie, spoglądając na talię. Nie wyglądała na to, ale też miała drobne słabostki do ładnych rzeczy, nawet jeśli akurat nie przepadała za bibelotami. A ładnych kart mieli w domu całkiem dużo, chociaż raczej tarota niż tych do pokera, ze względu na zainteresowania Morpheusa.
– Póki nie narusza tajemnicy służbowej albo dobrego interesu osób trzecich – zastrzegła, raczej odruchowo niż dlatego, że podejrzewała Basiliusa o chęć zadawania takich pytań. Basilius, chyba trochę jak Laurent i Vincent, byli w jej oczach swego rodzaju mieszanką odrobiny przyzwoitości, odrobiny złośliwości i odrobiny pewnej pogardy wobec zasad. Dochodziły tu jeszcze pewne skłonności do manipulacji i chęć pokazywania ludziom konkretnych rzeczy – z czym właściwie całkiem się utożsamiała. Ale akurat żadnego z nich nie podejrzewałaby o uciekanie się do takich sztuczek jak wypytywanie o sprawy służbowe w ramach wygranej z pokera. Tyle że… no była gliną.
Zebrała swoje karty – chwilkę jej to zajęło, bo jednak musiała posługiwać się jedną ręką – i… pozostawało zacząć grę.
Na wynik. Minus 10 przy rzucie powyżej 11, ze względu na fakt, że Basilius raczej gra więcej.
Rzut 1d100 - 80
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.