29.04.2024, 18:48 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.04.2024, 18:52 przez Charles Mulciber.)
Charlie poczuł się odrobinę niedoceniony. Dla ojca ważniejsze były interesy niż trzymanie syna przy sobie i uczenie go tego, czego uczyć go mógł? Jasnym było, że wyrób i handel były istotne, lecz Charles nie poczuł się traktowany jak syn, a jak pracownik. Może właśnie do tego został zdegradowany, gdy jego plany kariery nie wyszły? Zrobiło mu się gorąco ze wstydu na samą myśl, co na pewno odbiło się czerwoną plamą rumieńca na bladej twarzy.
- Wybacz, ojcze. Próbowałem ich przekonać. - Dodał w temacie utraconych klientów i być może powinien cieszyć się z pochwały, lecz spłynęła ona po nim jak po kaczce. Niepewność kazała mu przywiązywać większą wagę do niektórych słów ojca, inne zaś puszczać mimo uszu. Ledwie pokiwał lekko głową.
Kolejne słowa Richarda kazały Charlesowi unieść na niego spojrzenie. Przez chwilę wpatrywał się w mężczyznę, zastanawiając się, co ten też może mieć na myśli. Mówił wprost? A może jego wypowiedź miała drugie dno?
- Jeśli jest tu niebezpiecznie, tym bardziej chcę się przydać. - Stwierdził, starając się brzmieć tak pewnie, jak tylko mógł. - We dwóch będzie nam łatwiej, gdy będziemy nawzajem chronić sobie plecy. Nie boję się, ojcze. Jestem dorosły. - Przypomniał. Za parę miesięcy skończy dwadzieścia jeden lat i nie był już dzieckiem. Widział siebie jako dojrzałego mężczyznę, który musi się wiele nauczyć, lecz jest na to gotów. Merlin raczył wiedzieć, że miał jeszcze wiele przed sobą, nim osiągnie prawdziwą dorosłość. - Ale jeśli potrzebujesz mnie bardziej w Oslo... - Nie skończył myśli.
- Wybacz, ojcze. Próbowałem ich przekonać. - Dodał w temacie utraconych klientów i być może powinien cieszyć się z pochwały, lecz spłynęła ona po nim jak po kaczce. Niepewność kazała mu przywiązywać większą wagę do niektórych słów ojca, inne zaś puszczać mimo uszu. Ledwie pokiwał lekko głową.
Kolejne słowa Richarda kazały Charlesowi unieść na niego spojrzenie. Przez chwilę wpatrywał się w mężczyznę, zastanawiając się, co ten też może mieć na myśli. Mówił wprost? A może jego wypowiedź miała drugie dno?
- Jeśli jest tu niebezpiecznie, tym bardziej chcę się przydać. - Stwierdził, starając się brzmieć tak pewnie, jak tylko mógł. - We dwóch będzie nam łatwiej, gdy będziemy nawzajem chronić sobie plecy. Nie boję się, ojcze. Jestem dorosły. - Przypomniał. Za parę miesięcy skończy dwadzieścia jeden lat i nie był już dzieckiem. Widział siebie jako dojrzałego mężczyznę, który musi się wiele nauczyć, lecz jest na to gotów. Merlin raczył wiedzieć, że miał jeszcze wiele przed sobą, nim osiągnie prawdziwą dorosłość. - Ale jeśli potrzebujesz mnie bardziej w Oslo... - Nie skończył myśli.