29.04.2024, 20:14 ✶
Normalnie pewnie Olivia by się sprzeczała o to, kto płaci, ale odkąd oficjalnie przyznali, że są razem, to uległo zmianie. Gdy ona zapraszała go na obiad, to ona płaciła. Gdy on - płacił on. To było jedyne ustępstwo, na jakie mogła się zgodzić. Sama nie pochodziła z bardzo biednej rodziny, ale i nie można było powiedzieć, by im się specjalnie przelewało. Ot, taka... Klasa średnia. Znała wartość pieniądza i chociaż w niektórych aspektach życia była skąpa (skąpiła oczywiście głównie na siebie), to nie miała najmniejszego problemu z tym, żeby przewalać pieniądze na innych. A w szczególności na bliskich. Zwłaszcza że wciąż mieszkała z rodzicami. Na moment jej żołądek zawiązał się w supeł, gdy przypomniała sobie, że musi porozmawiać z matką, ale odepchnęła tę myśl. No nie będzie teraz o tym myśleć. Wygodna wymówka.
Odwróciła wzrok, gdy pisał. Wykorzystała ten czas na to, by rozejrzeć się po wnętrzu. Było... W porządku. Ani źle, ani dobrze. Neutralnie. Co dziwne, ta neutralność sprawiła, że poczuła się tu dość komfortowo. W niektórych miejscach na siłę starali się być jacyś. Lepsi, gorsi, dystyngowani, tacy którzy mają wyjebane. Tu nie silili się na nic. Byli naturalni. To była naprawdę miła odmiana. Olivia lubiła naturalność w różnych postaciach, a tutaj wyszło to tak nienachalnie, że uznała, że jeżeli jedzenie jest chociaż w połowie dobre tak, jak zapachy, to będzie tu przychodzić częściej. Podobał jej się także fakt, że było tu dość cicho. Nie było tutaj dużych grup młodzieży, która trajkotała ile wlezie, nie robiąc nic poza głośnym śmianiem się i przepijaniem do siebie. Czyżby zaczynała się starzeć? Na Matkę, przecież ledwo co sama się tak zachowywała... Z dziwnym, nostalgicznym uśmiechem pokręciła do samej siebie głową i zerknęła na podsunięty notes.
- Myślisz, że będzie próbował cię naciągnąć? - zapytała, przejeżdżając opuszkiem palca po rysunku. Ładnie rysował. Ona sama niezbyt to umiała, ale potrafiła docenić fakt, że Tristan oddał Horyzontalną tak, że była w stanie się połapać w lokalizacji. Kiwnęła kelnerce głową, gdy ta przyniosła im soki i poinformowała, że za jakiś kwadrans poda jedzenie. - Ave mówiła, że trzeba uważać na osoby, które handlują nieruchomościami. Bo mogą chcieć zawyżyć cenę. Ale nie jestem pewna, czy mówiła o zakupie lokalu, czy wynajmie. Swoją drogą jak tylko uspokoi się w jej... Hm. Życiu prywatnym, dobrze by było, gdybyś ją poznał. I może też Leona. Brenna pewnie nie znajdzie czasu w swoim kalendarzu na to, nawet mnie ciężko ją złapać. A urodzin nie chcę wyprawiać, sama myśl o tym, że się starzeję, powoduje że dostaję gęsiej skórki, chociaż wiem, że tak by było łatwiej zgarnąć was wszystkich w jednym miejscu.
Olivia wydęła lekko usta. Jej urodziny były za 6 dni, 21 lipca. Od czasu wypadku i pobytu w Mungu przestała je wyprawiać. W zasadzie spędzała je po prostu z rodzicami, a potem spotykała się z innymi w Kotle, jeśli chcieli, ale bez sztucznej imprezy. Po prostu pili i tyle. Ot, takie zwykłe spotkanie, zazwyczaj z pojedynczymi osobami. Sięgnęła po sok.
- No, ale lokal. Mówiłeś, że to pierwszy. Kolejne są niedaleko? I wiesz coś więcej o nich? Mam odgrywać rolę dobrego czy złego brygadzisty? - mrugnęła z uśmiechem. Może miał jakiś plan? Może miała być tą surową osobą, która wszystko krytykuje, żeby wynajmujący spuścił z ceny?
Odwróciła wzrok, gdy pisał. Wykorzystała ten czas na to, by rozejrzeć się po wnętrzu. Było... W porządku. Ani źle, ani dobrze. Neutralnie. Co dziwne, ta neutralność sprawiła, że poczuła się tu dość komfortowo. W niektórych miejscach na siłę starali się być jacyś. Lepsi, gorsi, dystyngowani, tacy którzy mają wyjebane. Tu nie silili się na nic. Byli naturalni. To była naprawdę miła odmiana. Olivia lubiła naturalność w różnych postaciach, a tutaj wyszło to tak nienachalnie, że uznała, że jeżeli jedzenie jest chociaż w połowie dobre tak, jak zapachy, to będzie tu przychodzić częściej. Podobał jej się także fakt, że było tu dość cicho. Nie było tutaj dużych grup młodzieży, która trajkotała ile wlezie, nie robiąc nic poza głośnym śmianiem się i przepijaniem do siebie. Czyżby zaczynała się starzeć? Na Matkę, przecież ledwo co sama się tak zachowywała... Z dziwnym, nostalgicznym uśmiechem pokręciła do samej siebie głową i zerknęła na podsunięty notes.
- Myślisz, że będzie próbował cię naciągnąć? - zapytała, przejeżdżając opuszkiem palca po rysunku. Ładnie rysował. Ona sama niezbyt to umiała, ale potrafiła docenić fakt, że Tristan oddał Horyzontalną tak, że była w stanie się połapać w lokalizacji. Kiwnęła kelnerce głową, gdy ta przyniosła im soki i poinformowała, że za jakiś kwadrans poda jedzenie. - Ave mówiła, że trzeba uważać na osoby, które handlują nieruchomościami. Bo mogą chcieć zawyżyć cenę. Ale nie jestem pewna, czy mówiła o zakupie lokalu, czy wynajmie. Swoją drogą jak tylko uspokoi się w jej... Hm. Życiu prywatnym, dobrze by było, gdybyś ją poznał. I może też Leona. Brenna pewnie nie znajdzie czasu w swoim kalendarzu na to, nawet mnie ciężko ją złapać. A urodzin nie chcę wyprawiać, sama myśl o tym, że się starzeję, powoduje że dostaję gęsiej skórki, chociaż wiem, że tak by było łatwiej zgarnąć was wszystkich w jednym miejscu.
Olivia wydęła lekko usta. Jej urodziny były za 6 dni, 21 lipca. Od czasu wypadku i pobytu w Mungu przestała je wyprawiać. W zasadzie spędzała je po prostu z rodzicami, a potem spotykała się z innymi w Kotle, jeśli chcieli, ale bez sztucznej imprezy. Po prostu pili i tyle. Ot, takie zwykłe spotkanie, zazwyczaj z pojedynczymi osobami. Sięgnęła po sok.
- No, ale lokal. Mówiłeś, że to pierwszy. Kolejne są niedaleko? I wiesz coś więcej o nich? Mam odgrywać rolę dobrego czy złego brygadzisty? - mrugnęła z uśmiechem. Może miał jakiś plan? Może miała być tą surową osobą, która wszystko krytykuje, żeby wynajmujący spuścił z ceny?