To było zasadnicze pytanie - kto z nich byłby skłonny to zrobić? Bo jedna rzecz to fakt, że Stanley im ufał i uważał, że mógł na nich liczyć, a druga, że oni rzeczywiście byli tacy za jakich ich Borgin uważał. Czy warto więc było obstawiać za nich swoimi dłońmi?
- Aidan? - zapytał, chociaż dobrze wiedział o kogo chodziło. To był jego partner na przestrzeni ostatnich kilku dobrych lat. Panowie dogadywali się przecież całkiem dobrze - Parkinson się nie wtrącał, a Borgin wypełniał raporty. Układ idealny, który nie narażał ich za poprawki, ponieważ Stanley potrafił wypełniać te raporty, a jego druh nie bardzo. Z drugiej strony jak miałby to umieć skoro nawet nie potrafił poprawnie powiedzieć formułki, którą uczyli w trakcie pierwszego tygodnia kariery w brygadzie. Jak on w ogóle dotarł tak daleko?!
- Mógłbym spróbować. Nie musi znać wszystkich szczegółów. Aidan pierwszy, a później w razie czego Atre. Zdaje sobie jednak, że jest to krzywdzące dla Bulstrode'a. Bezpieczeństwo jednak ponad wszystko. Nie ma przebacz w tej kwestii - dodał. Stanley nie bardzo potrafił się pogodzić, że wraz ze swoim drogim druhem są po dwóch stronach barykady. On - Auror, a Stanley - Śmierciożerca. Dramat. Borgin oddałby wiele, aby móc przeciągnąć przyjaciela na ich stronę. Niestety to jednak nie miało się nigdy spełnić - trochę jak marzenie ściętej głowy.
- W zasadzie tak, chociaż sama zapewne byłaby w stanie idealnie odwzorować jego. Mógłbym jej co najwyżej sprzedać parę wskazówek i tyle. Nic wielkiego. Lorraine też mogłaby pomóc, bo jadą z Maeve na jednym wózku jako jego byłe dziewczyny - wytłumaczył. Wiadomo, że mogły trochę unikać Bulstrode'a. Mogły też nie chcieć go znać po tym wszystkim ale z tego co było wiadome Stanleyowi, utrzymywali normalne stosunki - może nawet odrobinę koleżeńskie? Nikt od nich nie wymuszał wzajemnego uwielbienia ale na pewno się w jakimś stopniu tolerowali - W takim razie najpierw Aidan. Później ewentualnie Maeve, a w ostateczności Atreus czy tam Hades - szybko poprawił kolejne kroki, które mógłby podjąć. Wierzył, a może chciał wierzyć, że będzie w stanie zakończyć to wszystko na Parkinsonie.
Miał się skupić na tym co Robert chciał zobaczyć? Jak Stanley sam nie wiedział co chciał mu pokazać. Chciał mu dać pełnie praw do tego, aby zerknął w tamten dzień - w tamtą akcję. Skupił się na tyle na ile potrafił i jako, że uprzednio pozwolił Mulciberowi wejść do swojej głowy, krok po kroku starał się odwzorować cały dzień, który wtedy przeżył - od momentu wejścia do Ministerstwa, aż do opuszczenia jego gmachu, aby móc się udać na Beltane. Nie omieszkał skupić się na całej operacji związanej z zebraniem stosu listów czy przesyłek, aby ich mała niespodzianka została zakamuflowana. W wielkim skrócie - tyle ile był w stanie, tyle zrobił. Sam Borgin w końcu nikogo nie widział, a już na pewno nikogo kto by się w niego wpatrywał podczas zanoszenia poczty... a może ktoś patrzył na niego z ukradku i Stanley tylko omiótł daną osobę wzrokiem? Istniała taka szansa, chociaż sam o tym nie wiedział. Więcej nie był w stanie z siebie wykrzeszać.
Czy to coś pomogło? Zaraz pewnie przyjdzie mu się dowiedzieć. On sam by za wiele z tego nie wyniósł. Na całe szczęście to nie on był ekspertem w tej dziedzinie - czego nie mógł zapewne zaprzeczyć o swoim ojcu.
- I jak? - zapytał, powracając do rzeczywistości, łącząc się z bazą matką ponownie - Udało się coś? Czegokolwiek dowiedzieć? Jakaś osoba? Nazwisko? - bombardował pytaniami, tak jak miał to czasami w zwyczaju. W końcu co dwie głowy to nie jedna w tym wypadku.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972