Dokładnie tak. Tak, jak powiedziała Geraldine. Jak niby trytony miałyby wyjść z wody? Pierwszy raz o czymś takim słyszał. Nie kojarzył też takiego zdarzenia z historii świata czarodziejów, ale może się... zaraz. Przecież tamten tryton w knajpie... Naszyjnik z pereł. Tryton wyszedł na powierzchnię i rozegrał partię kart, za którą został stracony. Laurent aż drgnął, otwierając szerzej oczy, przez moment miał dysonans poznawczy wobec tego, co było wiadome o trytonach a tego, co właśnie słuchał. I co kiedyś widział, do czego z jakiegoś powodu nie przywiązał wcześniej wagi. Choć może nie powinien się dziwić. To, co działo się na Perle Morza było od początku do końca zwichrowane.
Powoli odetchnął. Starał się zapanować nad złością, która w nim wezbrała i chciała się wylać, chciał kąsać, pluć jadem w kierunku Perseusa. Mógł go przytulać i pocieszać, ponieważ wiedział, że to na niego zadziała - tak, to była czysta manipulacja z jego strony. Ale czemu ten zdrajca chciał go teraz pouczać co powinien robić a czego nie? W opanowaniu tego odczucia pomogła dłoń na jego ramieniu. Dłoń Victorii. Trochę się rozluźnił i delikatnie przytrzymał dłoń leczonego chłopaka. Czy też płetwę.
- Masz rację, oczywiście... poniosło mnie. - Wysilił się nawet na blady i słaby uśmiech. Kłamał, nie było mu przykro i wcale nie uważał, że go poniosło, ale czy to miało jakieś znaczenie? Ludzie powinni słyszeć odpowiednie rzeczy w odpowiednim czasie. Nie było żadnej potrzeby, żeby unosił się teraz dumą i warczał na Perseusa, skoro zależało mu na utrzymaniu tych ludzi razem i jak najlepszym wykorzystaniu ich możliwości. Tak samo jak rozwodzenie się nad tym, czy coś mu naprawdę groziło było niepotrzebne. Każdemu tu coś groziło, a słowa Perseusa brał przez sito. Dotąd go nie zawiódł, ale miał to przeczucie, że to tylko owcza skóra - że pod nią jest wilk, których ich pokąsa. Nie powinien wracać do swojej formy. Ponieważ miał tutaj Geraldine, ponieważ był Perseus i... Esme. Czy Esme mógł ufać? Uwierzyć, że nie postawiłby ich dziwnej znajomości ponad bezcenny wręcz skarb, jakim była skóra selkie? Grosza by za to nie dał. Dlatego nie chciał, żeby selkie się przemieniała. Z drugiej strony to czy nie byłby bezpieczniejszy i rzeczywiście nie leczyłoby się go lepiej? - Gdybyś odzyskał siłę, mógłbyś wrócić do swojej postaci. Będzie łatwiej cię uleczyć. Ochronimy cię. Nie martw się. - Zapewnił po odetchnięciu chłopaka.
- Historyk jest w Windermere od trzech tygodni. Dwa razy był na wyspie. Szukał jakichś śladów i odwiedzał ruiny w lesie. Bywa w Carlisle i w Wigton. Wieczory spędza na molo. Od wczorajszego poranka jednak selkie nie spotkał się z nim. - Tłumaczył towarzyszom słowa chłopaka. Ach, byłoby prościej, gdyby się odmienił, prościej go leczyć, prościej wszystko... Rozsądek. Zachowaj rozsądek, Laurencie. - Jak ci na imię? - Zgodnie z poradą Perseusa chciał utrzymać kontakt z foką, utrzymać jej skupienie, skoro to mogło pomóc jakkolwiek. - Czy uważasz, że trytony mogą wyjść na powierzchnię? - To pytanie brzmiało w jego uszach tak niedorzecznie i absurdalnie, że gdyby nie sytuacja to nie był pewien, czy by je tak zadał... w oczywisty sposób. Owszem, robił czasem ekscentryczne i głupie rzeczy w obiektywie innych, ale to aż dla niego było całkowicie nieprofesjonalne. Obalające większość teorii znanych o tych istotach. - Widziałem kiedyś trytona, który wyszedł do ludzi. Nie potraktowałem tego jednak do końca poważnie. Sądziłem, że to bardziej... pomylona wizja. - Wyjaśnił towarzyszom, żeby nawet jeśli dostaną odpowiedź od młodego selkie to rozumieli, skąd to pytanie i że cokolwiek dostaną w odpowiedzi to nie jest to zupełnie nierealne. Choć nadal - brzmiało jak mrzonka. - Powiedz nam jeszcze - co to za czerń w jeziorze? Dlaczego stworzenia w wodzie chorują? - To było bardzo istotne, skoro rozmawiali tutaj o pozbywaniu się czegokolwiek - kogokolwiek - z jeziora.
W pewien sposób oparł się plecami o Victorię, kiedy ta znalazła się blisko i spojrzał na moment na tę piersiówkę. Napiłby się to on - tylko nie mógł. Jakim cudem poszukiwania historyka zawędrowały w to miejsce? I rozmawiali o buncie trytonów? Czemu oni - czarodzieje - mieliby angażować się w to, co działo się w ich królestwie?
- Nie zostawię tutaj tego chłopca, ale przydałoby się sprawdzić te ruiny. - Spojrzał na Geraldine i Victorie. Tylko na chwilę. Przecież musiał patrzeć na ręce Perseusza.