• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 6 7 8 9 10 … 16 Dalej »
[20.04.1972] Do not go gentle into that good night

[20.04.1972] Do not go gentle into that good night
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#12
30.04.2024, 14:35  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.05.2024, 00:20 przez Millie Moody.)  
Mildred nie miała łatwego losu. Prawda była też taka, że odkąd dowiedziała się jak działają aurowidze i niciowidze żyła w permanentnym stresie. Zwłaszcza kiedy Alastor uznał, że czas się ustatkować i ściągnął do ICH życia Bones. JEJ Bones. Teraz, po rozstaniu było nieco prościej, chociaż paranoiczny umysł Milie wyczuwał pismo nosem. Znała brata jak własną kieszeń i wiedziała kiedy to jest max drugie ruchanie tej samej laski, a kiedy coś było na rzeczy.

Martwiło ją to.

Martwiła ją świadomość własnych myśli, snów, koszmarów uciekających zawsze ku niemu. Pierwszy raz w życiu martwiła ją jej własna obsesja, choć może nie samym faktem istnienia i próżnych szans na rozładowanie tego napięcia, ale faktem istnienia jebanych niciowidzów, którzy wiedzieli. A teraz eksponowały ją perfidnie karty, punktując relację, która miała w jej odbiorze zdecydowanie więcej barw niż czystość i niewinność pudrowego różu.

Myślę, że Alek to by wolał jakbyś nie była w takiej gorącej wodzie kąpana

Szpila wbita w znajome tereny, ileż razy to słyszała? Wycierali sobie imieniem jej brata ryje, za każdym razem kiedy coś odpierdalała. Cóż Alek by powiedział?, Och, jakże współczuję Alastorowi takiej siostry, Skaranie boskie ma z tobą ten Moody, nie chcesz zejść mu z głowy? Nie chcesz się w końcu wyprowadzić?. Igła wbijana była w to miejsce przez tak wiele osób i tak wiele razy, że miejsce dawno było twardym, nieprzejednanym zrostem pozbawionym koniuszków nerwowych.

– Morpheus siedzi w Grecji i moczy dupę w ciepłych źródłach sztachając się pierdami Apolla. – sarknęła. – Ale nie omieszkam pójść do niego po powrocie i zapytać czy może zechce wyciągnąć to gówno z przerębla i zająć się mną tak, żebym przestała popełniać te same błędy. – Cedziła rozlewając bimber do kieliszków. Powinna od razy poprosić o dwa dla siebie, łatwiej jej by się liczyło, co by nie kuleć. Nie kuleć jak Alastor, który jednego dnia wypił nieparzystą ilość wódy i od tego czasu zawsze już jego chód był doskonały w swojej niedoskonałości. – Niech mnie namaści swoją światłą mądrością i latami doświadczenia, on wielki cesarz siedzący na tronie, niech wciągnie mnie do swojego dworu i założy na ten głupi łeb czapkę trefnisia z dzwoneczkami, bo z pustego bejbe i Salomon nie naleje. – wypiła bez toastu, bez radości, ale też nie odpuszczała walki.

– To jest pozycja nadziei i obaw, nie chciałaś mi powiedzieć, że potrzebuję w swoim życiu Cesarza, kogoś kto założy mi obrożę i w końcu ogarnie moją dupę, żebym przestała odpierdalać, skoro Alastorowi tak kiepsko idzie wychowywanie mnie? – oczy jej się zeszkliły, ale to przecież od nadmiaru procentów. Cmoknęła, oblizując wargi – Dobre to gówno, będę od Ciebie znowu wychodzić na czworaka. Masz jakąś dobrą nutę czy same marsze pogrzebowe?

Tak to było z ich spotkaniami. Zawsze z kartami, chociaż obie wiedziały co było w talii. Tym razem było tak samo, a jednak inaczej. Tym razem słodka Rosie wiedziała coś o czym nie wiedziała Millie, pomimo słów ostrzeżenia, które kuzynka starała się jej wtłoczyć do postrzelonej głowy. To miało być ich ostatnie spotkanie przed Beltane i było... było dobre. Czy jednak niosło słodki, czy gorzki posmak, gdy gruchnęła wieść o śpiączce Moody? A może oba, jak zawsze, gdy interesy mieszały się ze sprawami prywatnymi. Pozostało tylko czekać, aż gwiazdy znów zalśnią nad ich kolejnym spotkaniem, z ostrym bimbrem i dwoma taliami wprawianymi w ruch przez szczupłe palce swych własnych negatywów: Ambrosie i Mildred.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ambrosia McKinnon (3288), Millie Moody (2523)




Wiadomości w tym wątku
[20.04.1972] Do not go gentle into that good night - przez Ambrosia McKinnon - 31.03.2024, 05:08
RE: [20.04.1972] Do not go gentle into that good night - przez Millie Moody - 01.04.2024, 16:21
RE: [20.04.1972] Do not go gentle into that good night - przez Ambrosia McKinnon - 01.04.2024, 22:06
RE: [20.04.1972] Do not go gentle into that good night - przez Millie Moody - 05.04.2024, 13:49
RE: [20.04.1972] Do not go gentle into that good night - przez Ambrosia McKinnon - 06.04.2024, 02:52
RE: [20.04.1972] Do not go gentle into that good night - przez Millie Moody - 10.04.2024, 13:56
RE: [20.04.1972] Do not go gentle into that good night - przez Ambrosia McKinnon - 24.04.2024, 03:50
RE: [20.04.1972] Do not go gentle into that good night - przez Millie Moody - 25.04.2024, 22:30
RE: [20.04.1972] Do not go gentle into that good night - przez Ambrosia McKinnon - 26.04.2024, 01:10
RE: [20.04.1972] Do not go gentle into that good night - przez Millie Moody - 27.04.2024, 09:42
RE: [20.04.1972] Do not go gentle into that good night - przez Ambrosia McKinnon - 28.04.2024, 07:27
RE: [20.04.1972] Do not go gentle into that good night - przez Millie Moody - 30.04.2024, 14:35

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa