Do posiadania współlokatora i to jeszcze bez konfliktowego, można było się naprawdę przyzwyczaić. I choć Robert dał Nicholasowi jasno do zrozumienia, aby nie wtrącać się w niektóre sprawy wiążące go z Lestrange’em, nie przeszkadzało im to przecież mieszkać razem i ewentualnie dyskutować na inne tematy. Albo milczeć, kiedy nie było nic wartego do przedyskutowania. Ewentualnie pytając o posiłki, zakup lub przygotowanie. Informowanie się o swojej nieobecności, jak długa może być. Odbieranie przesyłek, nie tylko listownych od sów, ale i kurierskich. Jak ostatnio ten nieszczęsny bukiet kwiatów, który nie pozostawiał żadnego komentarza. Na całe szczęście, jak szybko się pojawił, tak szybko zniknął z tego mieszkania.
Szum wody dochodzący z łazienki nie od razu był przez Nicholasa zarejestrowany. Ale mógł domyślać się, że Rodolphus tam siedział, albo najwyżej wyszedł do sklepu po świeże warzywa i pieczywo. Cokolwiek. Ale nie było go w pobliżu. Do czasu aż niefortunnie zastał Traversa w niecodziennej pozycji. Osłabionego, bladego, chwytającego się po chwili za klatkę piersiową.
- Dam sobie radę.Skłamał. Choć go nie wyganiał i nie chciał, aby Rodolphus go takim widział, to jednak Lestrange mógł usłyszeć iż Travers głos miał słaby? Zmęczony? Jakby choroba dość mocno mu dokuczała? Może Nicholas faktycznie potrzebował tej pomocy i nie potrzebnie jej odmawiał? Radził sobie do tej pory dobrze. A im mniej osób o tym wiedziało, tym mniej współczucia i troski. W tym świecie przecież każdy musi liczyć na siebie.
Ruszył w kierunku tej wiszącej szafki. Nieszczęśliwie jednak stało się, że skręcie, mijając stół, zahaczył stopą o nogę krzesła i zakręcił się z nim upadając na podłogę, uderzając prawym bokiem o posadzkę i przedramieniem, podpierając się drugą dłonią. Stracił kontrolę nad kondycją? Koncentracją? Tym upadkiem mógł sobie obić bok, albo łokieć, jeżeli nie złamać ręki.
- Szlag…Przeklął bardziej do siebie. Hańba i wstyd, jeżeli Rodolphus to widział. Gdyby próbował Nicholasa dotknąć, mógł poczuć że ma on skórę zimną. Jakby stojąc i przemieszczając się pół nago, zmarzł? Mało tego, Traves poczuł, że chyba zaczęła cieknąć mu krew z nosa. Dotknął dłonią, jakby przetarł i spojrzał na swoje palce. Westchnął z rezygnacji, próbując się pozbierać. Nic na chwilę obecną nie powiedział. Lecz jeżeli Lestrange postanowi jednak mu pomóc. Skorzysta tym razem z tego.