Może i niefortunne miejsce na przechowywanie tak bardzo pożądanego eliksiru na chorobę, ale wiadomo było kiedy objawy znów powrócą. Niby Nicholas tego pilnował, to jednak dni bywały losowe. Niby trzy miesiące spokoju, ale to jak z okresem u kobiety.
Gdy upadł, próbował się podnieść. Nie musiał jednak z tym się za bardzo męczyć, kiedy tuż obok nagle miał Rodolphusa. Ta bliskość. Ta czułość. Czy to o tym mówił Laurent? Nie, to musiało być co innego.
Nicholas pozwolił sobie pomóc. Nie utrudniał Lestangowi, podniesienia swojej osoby. Przegrał z chorobą, więc musiał zdać się na jego pomoc. Usiadł na odsuniętym krześle, wstępnie podpierając się blatu stołu jadalnego. Usłyszał wyraźny komunikat, ale nie odpowiadał już na niego. Oparł się lewą ręką o oparcie krzesła, w dłoni chowając czoło. Krew z nosa wpływał bardzo powoli. Nie było jeszcze aż tak tragicznie, ale na pewno nie wyglądało to dobrze. Traves zacisnął powieki, czując znów ten charakterystyczny znany uścisk w klatce piersiowej. Słysząc kroki powracającego Niewymownego, spojrzał na niego, po czym na podarowaną gazę. Odebrał i przyłożył do nosa. Nadal się krzywiąc z bólu klatki piersiowej. Czuł przy tym duszności.
- Na serce… Na włochatość serca. Powinna być podpisana.Poinstruował go. Co tym samym zdradził jakie ma problemu zdrowotne. Gdy ta fiolka została mu podana, odłożył gazę, odebrał fiolkę, odkręcił i od razu wypił. Zakupione miał już w wyznaczonych porcjach. Teraz pozostawało poczekać, aż zacznie działać. Odstawił naczynie z korkiem na blat stołu. Znów oparł głowę o dłoń i przyłożył gazę do nosa. Przymknął oczy.
- Nie mów o tym nikomu.
Prosił, aby to zachować w tajemnicy. Mógłby bardziej zażądać, kazać ale nie miał siły na takie słowne stwierdzenia. A podobno jak się poprosi, osoba druga bardziej uszanuję wolę danej osoby. Nicholasowi wystarczyło, że o jego problemach zdrowotnych wiedzą już niestety dwie osoby. Nie chciał, by dotarło to do rodziny. Może jeszcze nie teraz?