30.04.2024, 21:26 ✶
– Zapytałam czy zaruchasz – Powiedziała wprost. Nie kryła przygnębienia, była siedzącym przygnębieniem. Można by pomyśleć, że była sama gotowa obciągnąć przyjacielowi, żeby nie było mu tak smutno. Z drugiej strony karty były bardzo bezpośrednie w swoim przekazie, a raz podejrzanego losu lepiej było nie zmieniać. To znaczy... jasnowidzowie mieli swoje do powiedzenia w tej kwestii, ale Mildred była w specyficzny sposób wierna swoim przepowiedniom. Uważała, że skoro karty jej tak powiedziały, to tak będzie. Koło fortuny, potrafiło rozjeżdżać człowieka na placek. Ten sąd ostateczny też nie napawał optymizmem.
– Ale hej, zobacz ostatnia karta to tylko małe arakanum, mówi, że to minie, kiedyś... mmm... na pewno. Ale byłeś z tym u jakiegoś dobrego klątwołamacza? – nagle zdała sobie sprawę z tego, że przecież rozmawia z klątwołamaczem i zaczęła się śmiać. Nie to, że chciała kopać leżącego i insynuować mu dodatkowo i bezczelnie, że jest kiepski w swojej pracy. – Bazyliszek uszy do góry, nie ta to inna, na swoją śliczną mordkę i sprawny język niejedną jeszcze wyrwiesz. Kto wie, może to będzie Twoja... znajoma mmm? Może los tak Was w siebie wrzuca, bo czeka na pocałunek prawdziwej miłości? – zasugerowała i pospiesznie zgarnęła karty. Wiedział co to znaczy, Mildred podpaliła się do drugiego układu. Tym razem... związkowego. – Nie wołaj o pomoc, nie nadejdzie, nie próbuj się bronić, szkoda sił– zanuciła podczas tasowania. Ostatnia chwila, żeby ją powstrzymać...
– Ale hej, zobacz ostatnia karta to tylko małe arakanum, mówi, że to minie, kiedyś... mmm... na pewno. Ale byłeś z tym u jakiegoś dobrego klątwołamacza? – nagle zdała sobie sprawę z tego, że przecież rozmawia z klątwołamaczem i zaczęła się śmiać. Nie to, że chciała kopać leżącego i insynuować mu dodatkowo i bezczelnie, że jest kiepski w swojej pracy. – Bazyliszek uszy do góry, nie ta to inna, na swoją śliczną mordkę i sprawny język niejedną jeszcze wyrwiesz. Kto wie, może to będzie Twoja... znajoma mmm? Może los tak Was w siebie wrzuca, bo czeka na pocałunek prawdziwej miłości? – zasugerowała i pospiesznie zgarnęła karty. Wiedział co to znaczy, Mildred podpaliła się do drugiego układu. Tym razem... związkowego. – Nie wołaj o pomoc, nie nadejdzie, nie próbuj się bronić, szkoda sił– zanuciła podczas tasowania. Ostatnia chwila, żeby ją powstrzymać...