Choroba genetyczna, niezbyt przyjemna i nieco utrudniająca funkcjonowanie, jeżeli nie będzie odpowiednio leczona. Lestrange dobrze przypominał sobie jej definicję i objawy, które u Traversa występowały. Najbardziej pasowały. Dzięki eliksirom, czarodziej nie był wykluczony z jakiegokolwiek funkcjonowania przez okres trzech miesięcy, aż przestanie ów lek działać i choroba o sobie przypomni. To ledwie góra dzień dwa odpoczynku, aby się nie przemęczać. Dać organizmowi się zregenerować. Nabrać na nowo sił do działania, funkcjonowania.
Rodolphusowi wzięło się na czarny humor, gdzie na jego słowa Nicholas spojrzał już dość niezadowolony. Nawet jeżeli wiedział, że on sobie po prostu zażartował. Odebrać to mógł inaczej. W końcu Travers nie umiał w żarty. Znali się jednak na tyle długo iż wierzył, że Lestrange tego nie zrobi. Chciał jedynie tylko słownie o tym wspomnieć. Dla swojej pewności, mieć to słowne jego zapewnienie, że zachowa ten jego problem dla siebie.
- Wiem.Odparł na jego sugestię odnośnie odpoczynku. To także często zalecał mu uzdrowiciel. A jako dorosła osoba, brał to na poważnie. Wtedy danego dnia odwoływał spotkania, jeżeli taki stan zdarzał mu się w dniu pracującym. Zamykał się w tym mieszkaniu i nie wychodził, póki nie dojdzie do siebie.
Nicholas był na tyle osłabiony, że nawet nie miał siły myśleć o tym, aby zakryć mroczny znak, który obecnie był przecież widoczny na jego lewym przedramieniu. Miał to szczęście, że kolega również należał do organizacji. Nie musiał obawiać się o swoje życie i bezpieczeństwo. Jednakże nie spodziewał się iż współlokator okaże się aż taki pomocny. Że nie olał jego przypadłości. Nawet teraz, zachowywał się jak… uzdrowiciel?
Nicholas nie do końca wiedział co on chciał zrobić, odsuwając jego dłoń z gazą od nosa, chwytając za podbródek aby przyjrzeć się krwotokowi. Następnie wstał i skierował się do zlewu. Zaczął wydawać dziwne polecenia, które Nicholas wykonał raczej z wahaniem. Czy powinien? Jednak musiał mu zaufać. Wykonał jego polecenie. Pochylił głowę i nacisnął tak zwane skrzydełka nosa. Kiedy zmoczony w lodowatej wodzie materiał, znalazł się na jego karku, drgnął lekko jakby od szoku termicznego? Reakcja organizmu. Trwało to sekundy. Lecz czy tym samym odczuł jakąś dziwną ulgę? Materiał także wylądował na jego grzbiecie nosowym. Dopiero wtedy dotarło do Nicholasa, że miał przy sobie uzdrowiciela bez uprawnień. Rodolphus przecież pochodził z tej rodziny uzdrowicieli. Jego nazwisko mówiło samo za siebie. Stąd te magiczne taktyki medyczne. Znał pewne podstawy?
Jako że musiał pewnie jeszcze trzymać ten swój nos, pokręcił głową w odpowiedzi na jego pytanie. Nie miał zaplanowanych spotkań. Miał co prawda inne plany na dzień dzisiejszy. Napisać dwa listy i popracować u siebie w domu. Wygląda na to, że w plany szlag jasny trafił.
Krwawienie z nosa powinno już powoli ustać, jeżeli taktyka zastosowana przez Lestrange’a była udana. To jak przyłożenie dłoni które leczą.