No i chuj. Robert sobie przypomniał po tych wszystkich latach o definicji "zadania bojowego", którego Stanley nie mógł doświadczyć z powodu samotnego wychowywania przez matkę. Nie mniej jednak mógł już skosztować powiedzonka - komu świecisz? Mi czy sobie?... pomyśleć, że to wszystko dzięki Saurielowi, który uraczył go tego typu błogosławieństwem podczas pamiętnego wieczora na działeczce w akompaniamencie jego wspaniałej towarzyszki życia jaką była Victoria.
Należało jednak wrócić do tego, po co się tutaj zebrali. Czy Mulciber marudził? Oczywiście, że tak - był w swoim żywiole. Aż szkoda, że jego wzrok przy okazji nie karcił, a może to robił i Borgin tego nie dostrzegał z powodu swojego stanu?
- Mhm - wymruczał pod nosem. Bardzo mu się nie podobało, że ktoś mógł chodzić po jego głowie i myślach, a co gorsza za jego własną zgodą. Dramat - Czyli teraz z przed przesłuchania. To pamiętam lepiej - zapewnił, wziął głęboki oddech, a następnie przymknął oczy i po raz kolejny pozwolił na odwiedziny w swojej głowie.
Ten dzień nie zapowiadał niczego wielkiego. W końcu kilka dni temu rozwiązali zagadkę statku widmo, złapali z dwóch jakichś przestępców, a Stanley wypisywał kolejne raporty z Aidanem, który tylko mu towarzyszył w tym zadaniu.
Borgin siedział przy swoim biurku, które było strefą bezpieczną, oddaloną o kilkanaście metrów od biurka Brenny Longbottom - ulubionej współpracownicy. Wspaniała to była kobieta, szkoda tylko, że nie.
Młody brygadzista przyglądał się swoim wspólnikom po fachu. Dostrzegł szarą myszkę, dziewczynę, która nie wyróżniała się niczym - dosłownie. Nie miała żadnych szczególnych osiągnięć, ledwo wiązała koniec końców ze swoimi obowiązkami, a jednak nadal się trzymała w brygadzie uderzeniowej Departamentu Przestrzegania Praw Czarodziejów. Młoda funkcjonariuszka wstała ze swojego miejsca, o mało nie zrzucając sterty dokumentów, które niechlubnie spoczywały na jej blacie, a następnie, czym prędzej, ruszyła w kierunku biura żmiji - Harper Moody.
Zniknęła za drzwiami i w zasadzie to byle tyle... tak się jednak tylko wydawało. W końcu nie była pierwszą osobą, która tego dnia wkroczyła w progi Harper. Dużo osób miało jakieś pytania czy inne raporty do przekazania - może Poppy Vance była jedną z nich?
Nagle roleta w jej klatce została zasłonięta, co świadczyło o jednym - nie było kolorowo. Wiedzieli o tym wszyscy. Wiedział też Stanley. Nie dało się już podglądać tego co się tam działo, a działo się wiele - Moody przedstawiała całą gamę emocji. Borgin się na tym nie skupiał i jedynie widział to kiedy przypadkiem przebiegał wzrokiem po okolicy. On sam tego nie bym w stanie skojarzyć ale Robert, który miał "władzę" nad jego umysłem, mógł się popisać.
Co było dalej? Cóż. To proste. Wezwała dwa swoje harty i kazała im aportować na Stanleya, który przyjął ich z otwartymi rękoma. Kolejnym punktem dnia było przesłuchanie...
Wniosek nasuwał się jeden i prosty - Poppy Vance doniosła na Borgina vel Vulturisa. A podobno to prezenty są mile widziane...
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972