30.04.2024, 21:56 ✶
Szczerze? To serio na wdechu rzucałem to zaklęcie, nawet na bardzo krótkim, ze względu na to, że przy okazji, tak w międzyczasie, również odliczałem do trzech... Cóż, może nawet za krótko na tym wdechu byłem, by serio wierzyć, że mi się uda za pierwszym razem jednak z tą precyzją i opanowaniem, a tu, patrzcie drodzy mili, szarlatan roku, ogrodnik tysiąclecia, pan-kawaler ciemiężca kaktusa! Dobrze, że Geraldine nie wiedziała o mojej mikrosekundowej niepewności, bo pewnie inaczej podeszłaby do tematu, z większą tragedią i może serio bym stracił głowę, a tak w nagrodę otrzymywałem tulka!
Zamarłem na chwilę, bo wciąż nie mogłem się przyzwyczaić do bliskości innych osób, odkąd bylem martwy. Co prawda, Kimi ciągle naruszała tę granicę i nie miała oporów, ale sam osobiście jednak czułem różnicę, raczej wszyscy czuli różnicę, ale Kimi... to był człowiek z innej krainy. Byłem martwy, zimny, nie czułem dotyku tak, jak dawniej... I jednocześnie się tego obawiałem, jednocześnie tego potrzebowałem, więc przytuliłem się do Geraldine. Może nawet bardziej niż by tego chciała, niż ja bym chciał. Poza tym też schodziły z nas te emocje niepewności czy paniki, czy faktycznie ten kaktus nie zrobi jej krzywdy. Ten rok był feralny, paskudny, zdecydowanie dla nas kiepski.
- Polecam się na przyszłość... Po ostrości ani śladu, ale może następnym razem z przypadku uda nam się być bystrymi, co ty na to? - zauważyłem z lekkim humorem, już zostawiając tą swoją siostrę w spokoju. Wiedziałem, że nie nawykła do takich czułości. Rozmawialiśmy o tym ostatnio, poza tym czułem się nieswojo, zdecydowanie gorszy z myślą, że byłem chłodniejszy, nie taki mile ciepły jak niegdyś.
Wzruszyłem niewinnie ramionami i wcisnąłem różdżkę w tylną kieszeń swoich spodni. Zrobiłem to, bo chciałem dla podkreślenia uwagi klasnąć w dłonie. Chytry uśmiech pojawił się na mojej twarzy.
- Teraz, moja droga, jak nic wisisz mi przysługę. Ogromną przysługę, bo to podchodzi pod ratowanie życia, nie zaprzeczysz - zauważyłem zdecydowanie ożywiony, jeszcze bardziej niż przy ujrzeniu kaktusa na głowie siostry. Śmiechy mi w ogóle z tego powodu też zniknęły, jakby za pomocą magicznej różdżki, hehe, ale wcale nie miałem strasznego zadania na myśli. Powinna się zgodzić. Już od jakiegoś czasu myślałem o tym, by poprosić którąś z moim współlokatorek... Ale na razie się czaiłem, a teraz miałem doskonałą okazję. - Potrzebuję drobnego zakupu. Czy ja mogę cię wykorzystać? - zapytałem ją, bo jednak nie zamierzałem jej do niczego zmuszać.
Zamarłem na chwilę, bo wciąż nie mogłem się przyzwyczaić do bliskości innych osób, odkąd bylem martwy. Co prawda, Kimi ciągle naruszała tę granicę i nie miała oporów, ale sam osobiście jednak czułem różnicę, raczej wszyscy czuli różnicę, ale Kimi... to był człowiek z innej krainy. Byłem martwy, zimny, nie czułem dotyku tak, jak dawniej... I jednocześnie się tego obawiałem, jednocześnie tego potrzebowałem, więc przytuliłem się do Geraldine. Może nawet bardziej niż by tego chciała, niż ja bym chciał. Poza tym też schodziły z nas te emocje niepewności czy paniki, czy faktycznie ten kaktus nie zrobi jej krzywdy. Ten rok był feralny, paskudny, zdecydowanie dla nas kiepski.
- Polecam się na przyszłość... Po ostrości ani śladu, ale może następnym razem z przypadku uda nam się być bystrymi, co ty na to? - zauważyłem z lekkim humorem, już zostawiając tą swoją siostrę w spokoju. Wiedziałem, że nie nawykła do takich czułości. Rozmawialiśmy o tym ostatnio, poza tym czułem się nieswojo, zdecydowanie gorszy z myślą, że byłem chłodniejszy, nie taki mile ciepły jak niegdyś.
Wzruszyłem niewinnie ramionami i wcisnąłem różdżkę w tylną kieszeń swoich spodni. Zrobiłem to, bo chciałem dla podkreślenia uwagi klasnąć w dłonie. Chytry uśmiech pojawił się na mojej twarzy.
- Teraz, moja droga, jak nic wisisz mi przysługę. Ogromną przysługę, bo to podchodzi pod ratowanie życia, nie zaprzeczysz - zauważyłem zdecydowanie ożywiony, jeszcze bardziej niż przy ujrzeniu kaktusa na głowie siostry. Śmiechy mi w ogóle z tego powodu też zniknęły, jakby za pomocą magicznej różdżki, hehe, ale wcale nie miałem strasznego zadania na myśli. Powinna się zgodzić. Już od jakiegoś czasu myślałem o tym, by poprosić którąś z moim współlokatorek... Ale na razie się czaiłem, a teraz miałem doskonałą okazję. - Potrzebuję drobnego zakupu. Czy ja mogę cię wykorzystać? - zapytałem ją, bo jednak nie zamierzałem jej do niczego zmuszać.