01.05.2024, 10:59 ✶
Kiedy Alexander go dogonił, Flynn wyglądał na zwyczajnie zmieszanego. Jego twarz nie wyrażała żadnej paniki ani poczucia winy, on po prostu nie wiedział, co robić - zachowywał się trochę jak introwertyk przyprowadzony na imprezę pełną ludzi, porzucony przez jedyną osobę, którą znał. Chciał zniknąć. Schować się. Pomyśleć chwilę dłużej, powymyślać jakieś pojebane scenariusza w zaciszu jednego z pustych wozów...
Nie było mu to dane. Pierwszy raz głos Alexandra wołającego jego imię brzmiał jak jazgot. Nie dlatego, że nie chciał go widzieć, po prostu zdążył się już tak nakręcić na najgorsze z możliwych rozwiązań tej tajemniczej sytuacji (czytaj - Fontaine ich znalazła i zamierzała wysyłać mu teraz listy z pogróżkami), aby chcieć odłożyć to na później.
- M-miałem jakieś cholernie złe prze-eczucie - wyjaśnił średnio inteligentnym tonem głosu, a później nie zamierzał już chyba rozwiewać żadnych jego wątpliwości, bo wpakował palce do gęby i zaczął zaciskać zęby na paznokciach. Nie obgryzał ich, ale przygryzał. Nie wziął tej kartki, zupełnie jakby mogła być skażona obcą siłą, poza tym Alexander i tak już ją przeczytał, więc na co miałaby się zdać ucieczka z nią. I nagle jego oczy się uspokoiły. Tak po prostu. Bo to wcale nie były pogróżki, tylko Laurent, a Laurent nie oznaczał już kłopotów. Znaczy... No dobra, oznaczał kłopoty - informował go o kłopotach - ale to jeszcze nie uderzało bezpośrednio w Fantasmagorię bardziej niż tym, że czasami, kiedy wokół nie było nikogo dającego mu uwagę, Flynn fantazjował o rozpinaniu jakiejś białej, koronkowej sukienki, w której chłopak wyglądałby dobrze. Tak, wciąż miał Prewetta za durnia mającego więcej uroku osobistego niż oleju w głowie, ale... No właśnie - urok osobisty działał na ludzi takich jak Flynn bardzo dobrze. - Ja jebie, to tylko to. - Odetchnął, wyciągając palce z gęby. - Z jakiegoś powodu czułem się od razu, jakby ktoś umarł. - A to po prostu typ, który chciał go zabić, a później się rozmyślił, nie uzyskał od niego informacji w jaki właściwie sposób przekazywać mu tego typu rewelacje. No dobrze, poczuł ulgę... I co teraz? Zamrugał. Dotarło do niego, że tym razem Alexander zadał całkiem konkretne pytania. - Dostałem informację, że niebezpieczny, nieprzyjemny typ kręci się wokół. - Nie odpowiedział na żadne z nich.
Nie było mu to dane. Pierwszy raz głos Alexandra wołającego jego imię brzmiał jak jazgot. Nie dlatego, że nie chciał go widzieć, po prostu zdążył się już tak nakręcić na najgorsze z możliwych rozwiązań tej tajemniczej sytuacji (czytaj - Fontaine ich znalazła i zamierzała wysyłać mu teraz listy z pogróżkami), aby chcieć odłożyć to na później.
- M-miałem jakieś cholernie złe prze-eczucie - wyjaśnił średnio inteligentnym tonem głosu, a później nie zamierzał już chyba rozwiewać żadnych jego wątpliwości, bo wpakował palce do gęby i zaczął zaciskać zęby na paznokciach. Nie obgryzał ich, ale przygryzał. Nie wziął tej kartki, zupełnie jakby mogła być skażona obcą siłą, poza tym Alexander i tak już ją przeczytał, więc na co miałaby się zdać ucieczka z nią. I nagle jego oczy się uspokoiły. Tak po prostu. Bo to wcale nie były pogróżki, tylko Laurent, a Laurent nie oznaczał już kłopotów. Znaczy... No dobra, oznaczał kłopoty - informował go o kłopotach - ale to jeszcze nie uderzało bezpośrednio w Fantasmagorię bardziej niż tym, że czasami, kiedy wokół nie było nikogo dającego mu uwagę, Flynn fantazjował o rozpinaniu jakiejś białej, koronkowej sukienki, w której chłopak wyglądałby dobrze. Tak, wciąż miał Prewetta za durnia mającego więcej uroku osobistego niż oleju w głowie, ale... No właśnie - urok osobisty działał na ludzi takich jak Flynn bardzo dobrze. - Ja jebie, to tylko to. - Odetchnął, wyciągając palce z gęby. - Z jakiegoś powodu czułem się od razu, jakby ktoś umarł. - A to po prostu typ, który chciał go zabić, a później się rozmyślił, nie uzyskał od niego informacji w jaki właściwie sposób przekazywać mu tego typu rewelacje. No dobrze, poczuł ulgę... I co teraz? Zamrugał. Dotarło do niego, że tym razem Alexander zadał całkiem konkretne pytania. - Dostałem informację, że niebezpieczny, nieprzyjemny typ kręci się wokół. - Nie odpowiedział na żadne z nich.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.