01.05.2024, 12:18 ✶
Że to on miał władzę nad tym wszystkim. Tego właściwie od niego oczekiwał. Czasem świadomie, czasem nie. Ale zawsze tego chciał - przewodnika pokazującego mu gdzie i jak iść, jak stawiać kroki. Ktoś, na przekór komu mógłby podejmować decyzje, spełniając jego oczekiwania, ale na swój pokrętny sposób. Czy Alexander właśnie to zrobił? Trzymając dłoń na klatce piersiowej poczuł, jak zadrżało mu serce. Jego jedynym problemem wciąż pozostawało to, że kochał dwie osoby jednocześnie. Jak niby miał to pogodzić?
- Nie. - Nie był tylko zarządcą cyrku. Był jego światełkiem, jego słońcem. Jedynym co powstrzymało go od zabicia się jeszcze przed wybuchem wojny. Jednocześnie uderzeniem pięścią i pocałunkiem w zranioną twarz. Zarumienił się, ale momentalnie posmętniał, kiedy coś do niego dotarło. - Albo może tak. - Ich życie nie było idealne. - Posuwa mnie od trzech lat, ale jak widzisz wolał przedstawić się jako mój pracodawca. - Głos mu zadrżał, ale i tak to powiedział. Nawet nie zwrócił uwagi na to, że mógł zabrzmieć jak ktoś chcący wykreować się na świętego. Każdy jego bliski znajomy dobrze znał prawdę - mógł być niski, mógł mieć ten swój delikatny głosik, mógł w tym rozdaniu kart wypaść lepiej - ostatecznie to on był godną pożałowania mendą społeczną. Kleszczem, co się przykleił do starszego Bella i nie chciał puścić. Sam sobie wybrał to życie, nadał mu kształt i narzucił rytm. Pasowało mu to do czasu... Do kiedy właściwie? Ale nie na tym chciał się teraz skupiać. Dotarło do niego coś innego. - Oh. - Wydusił z siebie, patrząc na dziewczynę. Czy teraz myślałam, że wszystkie dotychczasowe komplementy były niepoważne? Nie, były całkowicie prawdziwe. Prawdę mówiąc od zawsze bardziej podobały mu się kobiety, po prostu... Z Alexandrem i Cainem naprawdę ciężko było konkurować. Przynajmniej w jego opinii... Widział ktoś kiedykolwiek przystojniejszych facetów? Nie odpowiadajcie na to pytanie, on i tak was teraz nie usłyszy. - Nie chciałem cię zwodzić. - Wyjaśnił nieco zmieszany... - Mam... Mam tendencję do przechylania się w obie strony, jeśli wiesz co mam na myśli.
Nerwowo zatopił palce w lokach, a później odwrócił się w kierunku widowni, ale głową wskazał na sklepienie.
- Widzisz te huśtawki i kółka na górze? - Mówił całkiem głośno jak na niego, tyłem do niej, bo zmierzał do skrzyni z zabezpieczeniami. - Podniosę nas tam. - Stąd musiała widzieć, że naprawdę... Cokolwiek z takiej wysokości musiało być mikroskopijne. - Tylko przypnę cię pasem, żebyś mi nie zemdlała od myśli co może się stać. - Tak działała jego głowa. Może się o to pokłócił, może nie zrealizował tego dokładnie tak jak Alexander by tego chciał, ale... Zadbał o jej bezpieczeństwo. Tego dnia w Fantasmagorii nie będzie żadnego wypadku. - Wybacz, to irytujące, ale muszę to sprawdzić. - Powiedział, zapinając na niej pasek. Niby to zwyczajny pasek, ale kiedy zapiął jej go w talii i chwycił go po bokach, z lekkością uniósł ją w górę, na kilka centymetrów. Wiązało się to z lekkim uczuciem uwierania w uda, ale nie było nieprzyjemne. No, na pewno nie tak jak ewentualny upadek w dół z wysokości dwunastu metrów.
- Nie. - Nie był tylko zarządcą cyrku. Był jego światełkiem, jego słońcem. Jedynym co powstrzymało go od zabicia się jeszcze przed wybuchem wojny. Jednocześnie uderzeniem pięścią i pocałunkiem w zranioną twarz. Zarumienił się, ale momentalnie posmętniał, kiedy coś do niego dotarło. - Albo może tak. - Ich życie nie było idealne. - Posuwa mnie od trzech lat, ale jak widzisz wolał przedstawić się jako mój pracodawca. - Głos mu zadrżał, ale i tak to powiedział. Nawet nie zwrócił uwagi na to, że mógł zabrzmieć jak ktoś chcący wykreować się na świętego. Każdy jego bliski znajomy dobrze znał prawdę - mógł być niski, mógł mieć ten swój delikatny głosik, mógł w tym rozdaniu kart wypaść lepiej - ostatecznie to on był godną pożałowania mendą społeczną. Kleszczem, co się przykleił do starszego Bella i nie chciał puścić. Sam sobie wybrał to życie, nadał mu kształt i narzucił rytm. Pasowało mu to do czasu... Do kiedy właściwie? Ale nie na tym chciał się teraz skupiać. Dotarło do niego coś innego. - Oh. - Wydusił z siebie, patrząc na dziewczynę. Czy teraz myślałam, że wszystkie dotychczasowe komplementy były niepoważne? Nie, były całkowicie prawdziwe. Prawdę mówiąc od zawsze bardziej podobały mu się kobiety, po prostu... Z Alexandrem i Cainem naprawdę ciężko było konkurować. Przynajmniej w jego opinii... Widział ktoś kiedykolwiek przystojniejszych facetów? Nie odpowiadajcie na to pytanie, on i tak was teraz nie usłyszy. - Nie chciałem cię zwodzić. - Wyjaśnił nieco zmieszany... - Mam... Mam tendencję do przechylania się w obie strony, jeśli wiesz co mam na myśli.
Nerwowo zatopił palce w lokach, a później odwrócił się w kierunku widowni, ale głową wskazał na sklepienie.
- Widzisz te huśtawki i kółka na górze? - Mówił całkiem głośno jak na niego, tyłem do niej, bo zmierzał do skrzyni z zabezpieczeniami. - Podniosę nas tam. - Stąd musiała widzieć, że naprawdę... Cokolwiek z takiej wysokości musiało być mikroskopijne. - Tylko przypnę cię pasem, żebyś mi nie zemdlała od myśli co może się stać. - Tak działała jego głowa. Może się o to pokłócił, może nie zrealizował tego dokładnie tak jak Alexander by tego chciał, ale... Zadbał o jej bezpieczeństwo. Tego dnia w Fantasmagorii nie będzie żadnego wypadku. - Wybacz, to irytujące, ale muszę to sprawdzić. - Powiedział, zapinając na niej pasek. Niby to zwyczajny pasek, ale kiedy zapiął jej go w talii i chwycił go po bokach, z lekkością uniósł ją w górę, na kilka centymetrów. Wiązało się to z lekkim uczuciem uwierania w uda, ale nie było nieprzyjemne. No, na pewno nie tak jak ewentualny upadek w dół z wysokości dwunastu metrów.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.