01.05.2024, 11:54 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.05.2024, 16:41 przez Millie Moody.)
Bimber miał to do siebie, a zwłaszcza zdradliwie słodka karmelóweczka Mildred, że był na prawdę mocnym alkoholem i picie go zbyt szybko owocowało bardzo skutecznym i ekonomicznym upiciem się. Siedzieli tu ledwie moment, ale kolejka leciała już trzecia, czy czwarta może. Dziewczynie zrobiło się gorąco, gdy poczuła jego dłoń zaciśniętą na własnym nadgarstku, nieco mocniej niż pewnie zrobiłby to na trzeźwo, zdecydowany ruch, szarpnięcie jej dłoni sprawiło tyle, ze szarpnął nią całą jak szmacianą lalką do siebie.
– Jedyna pałka, która teraz przychodzi mi do głowy, skuteczniejsza jest jeśli celuje się w twarz niż w potylice, ale co ja tam wiem cicha wodo. – zachichotała oddając mu karty, tracąc wątek, nie pamiętając już czemu tak bardzo zależało jej na tym, by nie mówić o jej uczuciach. Seks, uczucia, czy to w ogóle było ze sobą powiązane? Pod kątem pierwszego, miała nisko zawieszoną poprzeczkę, leciała na takich kretynów, obślizgłe typy spod ciemnej gwiazdy, przy których jej gość zdawał się rzeczywiście aniołem z parą kielichów w dłoniach, chociaż kolor włosów się nie zgadzał. Z drugiej strony jeśli chodzi o uczucia... nawet jeśli przez moment zdawało się jej, że kogoś kocha, wszystkie te gwiazdki blakły w obliczu jedynego, najcieplejszego, najwspanialszego słońca. Teraz jednak była noc, jego tarcza znajdowała się daleko. Osiem buław, za duży wybór...
Poprawiła się na siedzeniu, łokciem podpierając się o brudny stolik, brodę dwukrotnie podpierając o dłoń (och no za pierwszym razem nie trafiła, na szczęście była dziewczyną, więc nie musiała się martwić kiepskim celem) i bujając się na niej. Złociste oczy śledziły jego dłonie, kolejne karty, zmaślaniony uśmiech nie schodził z jej ust, nawet jeśli układ ją zaciekawił. A najbardziej finalne IX buław. Dziewięć... miało być osiem, ale nagadał kartom, że dołoży jeszcze jedną. Parsknęła.
– Nie możesz debilu mówić kartom co mają Ci pokazać, bo potem tak to się kończy, zobacz to moja biedna głowa zabandażowana, przez Ciebie mam przejebane! – śmiała się dalej stukając palcem w ostatnią kartę podsumowującą pytanie. – Aleś też mi wyjebał z wielkich arkanów. Koło fortuny, to pewnie moje kręcenie się w kółko, tylko mi nie mów, że nie mogę w jednym miejscu dłużej usiedzieć bo patrz, teraz siedzę już... już całe sześć minut i dziewięć sekund w jednym miejscu!– właściwie to chybotała się. Nosiło ją ewidentnie. – Dalej mag, z dwoma dildosami w ręku, znaczy uh... pałeczki mocy. On odmieni mój los hmm? Zacznę nową wędrówkę, a potem i tak dostane obrożę na szyje i będę kurwa cierpieć. To jaka to była lista? Kiła mogiła, muszę sobie zamówić u Bazyliszka pakiet eliksirów na te cuda. – przeczesała włosy ręką, teatralnie wypuszczając z siebie powietrze w udawanym zmartwieniu. – Ale Ty mnie kochasz Grin, kurwa, strach Cię prosić o jakiekolwiek układy. Chyba jednak nie dam Ci tego prezentu. – Wbrew swoim słowom podniosła się ze stołka i kołysząc biodrami podeszła do zwalistej kupy malarskich suplajsów, gdzie też wcześniej rzuciła swoją skórzaną listonoszówkę. Schyliła się do niej, ale ciało postanowiło jednak, że jak usiądzie na podłogę to łatwiej jej będzie szukać, więc oklapła na brudne deski poddasza nucąc wraz z nagraniem i przeczesując śmietnik jaki miała wewnątrz torby.
– Jedyna pałka, która teraz przychodzi mi do głowy, skuteczniejsza jest jeśli celuje się w twarz niż w potylice, ale co ja tam wiem cicha wodo. – zachichotała oddając mu karty, tracąc wątek, nie pamiętając już czemu tak bardzo zależało jej na tym, by nie mówić o jej uczuciach. Seks, uczucia, czy to w ogóle było ze sobą powiązane? Pod kątem pierwszego, miała nisko zawieszoną poprzeczkę, leciała na takich kretynów, obślizgłe typy spod ciemnej gwiazdy, przy których jej gość zdawał się rzeczywiście aniołem z parą kielichów w dłoniach, chociaż kolor włosów się nie zgadzał. Z drugiej strony jeśli chodzi o uczucia... nawet jeśli przez moment zdawało się jej, że kogoś kocha, wszystkie te gwiazdki blakły w obliczu jedynego, najcieplejszego, najwspanialszego słońca. Teraz jednak była noc, jego tarcza znajdowała się daleko. Osiem buław, za duży wybór...
Poprawiła się na siedzeniu, łokciem podpierając się o brudny stolik, brodę dwukrotnie podpierając o dłoń (och no za pierwszym razem nie trafiła, na szczęście była dziewczyną, więc nie musiała się martwić kiepskim celem) i bujając się na niej. Złociste oczy śledziły jego dłonie, kolejne karty, zmaślaniony uśmiech nie schodził z jej ust, nawet jeśli układ ją zaciekawił. A najbardziej finalne IX buław. Dziewięć... miało być osiem, ale nagadał kartom, że dołoży jeszcze jedną. Parsknęła.
– Nie możesz debilu mówić kartom co mają Ci pokazać, bo potem tak to się kończy, zobacz to moja biedna głowa zabandażowana, przez Ciebie mam przejebane! – śmiała się dalej stukając palcem w ostatnią kartę podsumowującą pytanie. – Aleś też mi wyjebał z wielkich arkanów. Koło fortuny, to pewnie moje kręcenie się w kółko, tylko mi nie mów, że nie mogę w jednym miejscu dłużej usiedzieć bo patrz, teraz siedzę już... już całe sześć minut i dziewięć sekund w jednym miejscu!– właściwie to chybotała się. Nosiło ją ewidentnie. – Dalej mag, z dwoma dildosami w ręku, znaczy uh... pałeczki mocy. On odmieni mój los hmm? Zacznę nową wędrówkę, a potem i tak dostane obrożę na szyje i będę kurwa cierpieć. To jaka to była lista? Kiła mogiła, muszę sobie zamówić u Bazyliszka pakiet eliksirów na te cuda. – przeczesała włosy ręką, teatralnie wypuszczając z siebie powietrze w udawanym zmartwieniu. – Ale Ty mnie kochasz Grin, kurwa, strach Cię prosić o jakiekolwiek układy. Chyba jednak nie dam Ci tego prezentu. – Wbrew swoim słowom podniosła się ze stołka i kołysząc biodrami podeszła do zwalistej kupy malarskich suplajsów, gdzie też wcześniej rzuciła swoją skórzaną listonoszówkę. Schyliła się do niej, ale ciało postanowiło jednak, że jak usiądzie na podłogę to łatwiej jej będzie szukać, więc oklapła na brudne deski poddasza nucąc wraz z nagraniem i przeczesując śmietnik jaki miała wewnątrz torby.