01.05.2024, 14:11 ✶
Bez żadnych oporów pozwolił ująć się pod ramię, nie skrzywił się nawet na poufałe dotknięcie pleców, wszystko było dobre, byleby zadziałało. A on nie należał do ludzi nieśmiałych i był skłonny do flirtów, czemu więc miałoby mu to przeszkadzać? Zwłaszcza że Moody była na swój sposób intrygująca - złoto jej oczu i energia, która zdawała się wypełniać drobne ciało wyróżniały ją na tle innych, a Christopher nadr wszystko nie znosił banalności i przeciętności. Pewnie, nawet przez ułamek sekundy nie przyszło mu do głowy podrywać ją tak na poważnie, i nie spodziewał siępo niej naprawdę wiele, ale w tej chwili cieszył się głównie, że tak doskonale podjęła grę.
- Chris pokazał ci projekt? Rzadko chwali się nimi przed... premierą, że tak ujmę. - Lorcan spojrzał na nią jakby nieco uważniej, a potem przeniósł pytający wzrok na Rosiera.
- Mildred ma bardzo dobre oko. Dostrzegą drobne szczegóły, które mogą ujść czyjejeś uwadze...
Na przykład, co spotkało skradzioną suknię.
Uśmiech pełen samozadowolenia pojawił się na jego twarzy, gdy Mildred wychwalała suknię. Nie był durniem: wiedział doskonale, że to inny projekt naprawdę ją oczarował i dlatego ten przysłał jej w podzięce (a także dlatego, że pasowała do tej sukni, a ta suknia pasowała do niej, inaczej nigdy by jej nie dostała). Ale w swoim samozachwycie łatwo uwierzył, że i suknia ślubna zrobiła na Moody wrażenie, bo dlaczego miałoby być inaczej?
To która suknia przyciągnęła jej wzrok tamtego dnia było też dla niego pewnym wyznacznikiem. Christopher nie był empatą, nie wylapywał pewnych rzeczy, a w jego układzie słonecznym to on był słońcem, ale na swój sposób doskonale rozumiał kobiety. Gdy położyć przed nimi kilka ubrań, to które wybiorą do przymierzenia wiele powie o ich guście i charakterze.
A to, na które spojrzą z zachwytem, ale po które nie sięgną, powie jeszcze więcej o ich marzeniach i postrzeganiu samych siebie.
Mildred tamtego dnia nie spoglądała ku kreacjom najdroższym ani ku tym najbardziej kobiecym czy nawet tym, które on uznałby za najbardziej udane. To ta leśna, jak z krainy bardziej magicznej niż ich świat, o nieco przedziwych ozdobach, ją zaintrygowała. I jednocześnie - wyraźnie czuła, że ta nie jest dla niej.
Może trochę też dlatego jej ją podarował. Nie z dobroci serca przecież - nie był dobrym człowiekiem. Z podziękowania, bo uznał, że dobrze do siebie pasują i bo chciał przez chwilę poczuć się jak ta dobra wróżka z bajek, spełniająca marzenia. Myślał wtedy bardziej o swoim samopoczuciu niż jej szczęściu.
A potem było tylko lepiej.
Nie spodziewał się takiego potoku słów zupełnie i przez moment ledwo zapanował nad wyrazem twarzy i śmiechem wzbierającym gdzieś w gardle. Rosier naprawdę nie lubił się nudzić: po części dlatego tak mocno nie miał chęci spędzać czasu z Yvette czy tam Yvonne, zapomniał już, bo nudną się mu zdała. A ta scena nie była ani trochę nudna. Podobało mu się nawet nie to, że mówiła teraz jakby była córką rodu Averych co najmniej, a czego by się w życiu nie spodziewał po Moodych - wszak ci słynęli jako gliniarze z pustymi kieszeniami - a jak gładko z jej ust płynęły kłamstwa.
Anna zdawała się niepewna, czy powinna być zadowolona z komplementów płynących w jej stronę, czy może właśnie obrażano jej przyjaciółkę i należy stanąć po jej stronie.
- Suknia ślubna Chrisa była cudowna, rzeczywiście czułam się w niej jak księżniczka - przyznała w końcu, zerkając na Yvette.
Ta z kolei zbladła nieco, dłoń zacisnęła mocniej na kieliszku. Zebrała się jednak w sobie dość szybko.
- Stawiam na realizm. Chcę pokazać duszę magicznego Londynu i jego mieszkańców, nie przetwarzać jej technikami, które mogłyby zafałszować obraz. Rozumiem, że to twoja...
- Droga przyjaciółka, na razie za wcześnie na deklaracje - powiedział Rosier gładko, zanim Miles zdążyła odpowiedzieć, bo Lorcan widać gładko łyknął część bajeczki, skoro usłyszał, że Rosier pokazał jej suknię, ale już w jakieś przesadne słowa by tu nie uwierzył, znając Rosiera. - Mam nadzieję, że rozumiecie, skoro już tu wpadłem na Mildred, nie wypada zostawiać jej samej i iść z waszą trójką...
- Chris pokazał ci projekt? Rzadko chwali się nimi przed... premierą, że tak ujmę. - Lorcan spojrzał na nią jakby nieco uważniej, a potem przeniósł pytający wzrok na Rosiera.
- Mildred ma bardzo dobre oko. Dostrzegą drobne szczegóły, które mogą ujść czyjejeś uwadze...
Na przykład, co spotkało skradzioną suknię.
Uśmiech pełen samozadowolenia pojawił się na jego twarzy, gdy Mildred wychwalała suknię. Nie był durniem: wiedział doskonale, że to inny projekt naprawdę ją oczarował i dlatego ten przysłał jej w podzięce (a także dlatego, że pasowała do tej sukni, a ta suknia pasowała do niej, inaczej nigdy by jej nie dostała). Ale w swoim samozachwycie łatwo uwierzył, że i suknia ślubna zrobiła na Moody wrażenie, bo dlaczego miałoby być inaczej?
To która suknia przyciągnęła jej wzrok tamtego dnia było też dla niego pewnym wyznacznikiem. Christopher nie był empatą, nie wylapywał pewnych rzeczy, a w jego układzie słonecznym to on był słońcem, ale na swój sposób doskonale rozumiał kobiety. Gdy położyć przed nimi kilka ubrań, to które wybiorą do przymierzenia wiele powie o ich guście i charakterze.
A to, na które spojrzą z zachwytem, ale po które nie sięgną, powie jeszcze więcej o ich marzeniach i postrzeganiu samych siebie.
Mildred tamtego dnia nie spoglądała ku kreacjom najdroższym ani ku tym najbardziej kobiecym czy nawet tym, które on uznałby za najbardziej udane. To ta leśna, jak z krainy bardziej magicznej niż ich świat, o nieco przedziwych ozdobach, ją zaintrygowała. I jednocześnie - wyraźnie czuła, że ta nie jest dla niej.
Może trochę też dlatego jej ją podarował. Nie z dobroci serca przecież - nie był dobrym człowiekiem. Z podziękowania, bo uznał, że dobrze do siebie pasują i bo chciał przez chwilę poczuć się jak ta dobra wróżka z bajek, spełniająca marzenia. Myślał wtedy bardziej o swoim samopoczuciu niż jej szczęściu.
A potem było tylko lepiej.
Nie spodziewał się takiego potoku słów zupełnie i przez moment ledwo zapanował nad wyrazem twarzy i śmiechem wzbierającym gdzieś w gardle. Rosier naprawdę nie lubił się nudzić: po części dlatego tak mocno nie miał chęci spędzać czasu z Yvette czy tam Yvonne, zapomniał już, bo nudną się mu zdała. A ta scena nie była ani trochę nudna. Podobało mu się nawet nie to, że mówiła teraz jakby była córką rodu Averych co najmniej, a czego by się w życiu nie spodziewał po Moodych - wszak ci słynęli jako gliniarze z pustymi kieszeniami - a jak gładko z jej ust płynęły kłamstwa.
Anna zdawała się niepewna, czy powinna być zadowolona z komplementów płynących w jej stronę, czy może właśnie obrażano jej przyjaciółkę i należy stanąć po jej stronie.
- Suknia ślubna Chrisa była cudowna, rzeczywiście czułam się w niej jak księżniczka - przyznała w końcu, zerkając na Yvette.
Ta z kolei zbladła nieco, dłoń zacisnęła mocniej na kieliszku. Zebrała się jednak w sobie dość szybko.
- Stawiam na realizm. Chcę pokazać duszę magicznego Londynu i jego mieszkańców, nie przetwarzać jej technikami, które mogłyby zafałszować obraz. Rozumiem, że to twoja...
- Droga przyjaciółka, na razie za wcześnie na deklaracje - powiedział Rosier gładko, zanim Miles zdążyła odpowiedzieć, bo Lorcan widać gładko łyknął część bajeczki, skoro usłyszał, że Rosier pokazał jej suknię, ale już w jakieś przesadne słowa by tu nie uwierzył, znając Rosiera. - Mam nadzieję, że rozumiecie, skoro już tu wpadłem na Mildred, nie wypada zostawiać jej samej i iść z waszą trójką...