Yaxley miała dosyć narwany charakter, co powodowało, że często też nie zastanawiała się nad tym, co mogą nieść ze sobą jej słowa, była bardzo prostym człowiekiem jeśli o to chodzi i bywało, że pakowała się przez to w kłopoty. Parę razy dostała za to po mordzie, ale nic nie zmieniło to w jej życiu, nadal nie miała problemu z tym, żeby rzucać w eter pierwsze słowa, które przyjdą jej na myśl. Jednak nie wojowała słowem, ona po prostu dzieliła się swoimi przemyśleniami, brakowało jej wprawy w czarowaniu zdaniami. Nie uważała tego, za coś złego, nie wszyscy musieli być cudownymi mówcami, ona akurat mogła w zupełnie inny sposób walczyć o swoje, w ten najprostszy, jaki istniał. Bo czyż było coś mniej skomplikowanego od pięści?
- Oczywiście. Nigdy jednak nie możesz mieć pewności, co myśli sobie druga strona, tak naprawdę. Mówić można wszystko, opowiadać, ale myśleć zupełnie coś innego. Nie uważam, że warto wierzyć słowom, nie one się liczą, a czyny. - W tym przypadku wydawało jej się, że Laurent nie kręci za bardzo, bo przecież inaczej też nie zgodziłby się na to wszystko. Może faktycznie miał do niej trochę szacunku, może uważał, że może coś na tym zyskać. Nieszczególnie jednak się przejmowała tym, co jest prawdą, jaka by ona nie była, to przyjmie ją na klatę, jak to miała w zwyczaju.
Ona nie miała problemu z mówieniem komplementów, ba nawet nie nazwała by tego w ten sposób. Komentowała, kiedy coś lub ktoś jej się podobało, dzieliła się swoją opinią, sama też ceniła sobie po prostu szczerość. Milczała równie często, gdy znajdowała się przy ludziach, którzy ją oceniali. Nie było to równe szczerości, bowiem niektórzy mieli tendencje do pewnych oczekiwań, których ona nie zamierzała spełniać, nigdy nie robiła tego, co powinna, wręcz przeciwnie, zawsze to, na co miała ochotę. Spotykało się to z dezaprobatą, a w dodatkowe kłótnie wolała niepotrzebnie się nie wplątywać, aby nie przynosić wstydu rodzinie, to jako jedyna rzecz ją trochę powstrzymywało. Rodzina była dla niej ważna, dzięki niej mogła robić wszystko to, na co miała ochotę.
- Dobrze. - Skomentowała krótko uwagi Laurenta i się do nich dostosowała. On się na tym znał, on miał doświadczenie, ona jedynie wykonywała jego polecenia, żeby w przyszłości móc zacząć jeździć bardziej profesjonalnie.
- Nie wątpię. - Abraksany musiały być wspanialsze, nie wspomniała jednak o swoim wymarzonym zwierzęciu. Geraldine Yaxley chciała spróbować jeździć na smoku, na pewno niezbyt szybko to zrobi, jednak taki był jej plan na daleką przyszłość. Jedyną osobą, z którą się podzieliła tym pomysłem był Theseus, który teraz siedział gdzieś w Afryce, jak jej go okropnie brakowało. Musiała odsunąć od siebie te myśli, bo mogłaby się rozkleić z tęsknoty za swoim przyjacielem.
- Mamy, aczkolwiek jakoś nigdy mnie nie ciągnęło do koni. - Mogłaby pójść do ojca, poprosić go, żeby ją nauczył jeździć, jednak znając jego metody... mogło się to zakończyć różnie, dlatego wybrała Prewetta, bo w jej oczach to ich rodzina znała się na tym lepiej.
Gerry poruszała się nieco szybciej, chyba nabrała wreszcie odwagi w tym końskim spacerze, czuła, że dzisiaj nie spadnie z tego zwierzęcia. Spróbowała ją zatrzymać, nie udało jej się to jednak za pierwszym razem, a dopiero za trzecim, mimo wszystko nie poszło tak źle, jak się spodziewała.
Wreszcie Prewett pozwolił jej zupełnie samej panować nad zwierzęciem. Nie było to łatwe, w głowie jednak przypominała sobie wszystkie jego słowa, wszystkie wskazówki, które ją prowadziły w tym co robiła. Delikatnie naciskała stopami na konia, żeby nakierować go w odpowiednią stronę. Siedziała całkiem pewnie, chyba w pełni opanowała już, jak powinna poruszać się w siodle, aby było jej wygodnie.
- Żeby to raz, mam babkę w Kanadzie. - U której bywała dosyć często kiedy była dzieckiem. - Zwiedziłam sporo tamtych terenów, północną, łacińską i południową. Lasy Amazonii to jedne z moich ulubionych miejsc do polowań. - Były ogromne, niezbadane, tak naprawdę nikt nie wiedział, co dokładnie można było tam spotkać. Raj dla łowców.
- Sprowadzenie? Po co ci on tutaj? Byłbyś mu w stanie zapewnić odpowiednie warunki do życia? - Nie bez powodu każde ze zwierząt mieszkało w danym rejonie. Mogłaby mu pewnie sprowadzić takiego ptaka, tyle, że to wcale nie było takie proste, jednak dla Geraldine nie było rzeczy niemożliwych do zrealizowania.