02.05.2024, 10:02 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.05.2024, 10:49 przez Brenna Longbottom.)
Dobrze, że Sebastian nie podzielił się tym porównaniem, które przyszło mu na myśl: Brenna, dość osobiście zaangażowana w sprawę widm, mogłaby zareagować na nie odrobinę nerwowo. Widziała kobietę, których dotknęła moc zjaw, znała rodzinę dziecka, które straciło całe życie i przede wszystkim: widziała ciało wuja, zamienione w proch.
– Nie bez powodu nazywają ich Niewymownymi – przytaknęła. – Obawiam się, Sebastianie, że tutaj absolutnie nie możemy się zgodzić. Wyleczenie Zimnych będzie możliwe prawdopodobnie tylko dzięki nekromancji i to zaawansowanej. Ministerstwo na to nie pozwoli, a przynajmniej nie oficjalnie.
Bo nieoficjalnie niemal na pewno badano ten temat w Departamencie Tajemnic, skryty wieczną zasłoną milczenia. Niezbyt jednak dziwiła się, że Departament nie wpuszczał na polanę ludzi jak leci, nawet tych z Ministerstwa: rozdarto tam w końcu granicę między światami. Informacje o znaleziskach nie powinny trafić do prasy, a nie każdy trzymał język za zębami równie skutecznie jak Niewymowni, nie wspominając o tym, że niekoniecznie każdy auror czy Brygadzista wiedziałby, w jaki sposób zachować bezpieczeństwo w takim miejscu.
– Mam nadzieję, że uda ci się czegoś dowiedzieć – mruknęła w końcu, spoglądając na Macmillana. Chciała wierzyć, że w tym wypadku chodziło mu o dobro Patricka: że nie szukał odpowiedzi w imię tych trzech mężczyzn, który towarzyszyli Voldemortowi i nie zaprosił ją tutaj po to, by wyciągnąć informacje. – A tak naprawdę uciekasz z Ministerstwa, by mieć spokój ode mnie, co? – spytała, poważna mina na moment ustąpiła uśmiechowi, po czym wstała z ławki. – Daj proszę znać, jeżeli czegoś się dowiesz. Jeśli mnie uda się zdobyć jakieś informacje, też się nimi podzielę – obiecała, wsuwając ręce do kieszeni.
Poczekała, czy miał do powiedzenia coś jeszcze – i rzuciła ostatnie spojrzenie ku ołtarzowi.
Może powinna się pomodlić, ale przy modlitwie kluczowa była przecież wiara. Brenna zaś jeśli wierzyła w cokolwiek, to tylko w ludzi – i też w niektórych.
– Wychodzisz, czy jeszcze się modlisz? – zapytała, a potem ruszyła do wyjścia, czy z nim, czy pozostawiając go jego modlitwom: oby skuteczniejszym niż jej własne.
– Nie bez powodu nazywają ich Niewymownymi – przytaknęła. – Obawiam się, Sebastianie, że tutaj absolutnie nie możemy się zgodzić. Wyleczenie Zimnych będzie możliwe prawdopodobnie tylko dzięki nekromancji i to zaawansowanej. Ministerstwo na to nie pozwoli, a przynajmniej nie oficjalnie.
Bo nieoficjalnie niemal na pewno badano ten temat w Departamencie Tajemnic, skryty wieczną zasłoną milczenia. Niezbyt jednak dziwiła się, że Departament nie wpuszczał na polanę ludzi jak leci, nawet tych z Ministerstwa: rozdarto tam w końcu granicę między światami. Informacje o znaleziskach nie powinny trafić do prasy, a nie każdy trzymał język za zębami równie skutecznie jak Niewymowni, nie wspominając o tym, że niekoniecznie każdy auror czy Brygadzista wiedziałby, w jaki sposób zachować bezpieczeństwo w takim miejscu.
– Mam nadzieję, że uda ci się czegoś dowiedzieć – mruknęła w końcu, spoglądając na Macmillana. Chciała wierzyć, że w tym wypadku chodziło mu o dobro Patricka: że nie szukał odpowiedzi w imię tych trzech mężczyzn, który towarzyszyli Voldemortowi i nie zaprosił ją tutaj po to, by wyciągnąć informacje. – A tak naprawdę uciekasz z Ministerstwa, by mieć spokój ode mnie, co? – spytała, poważna mina na moment ustąpiła uśmiechowi, po czym wstała z ławki. – Daj proszę znać, jeżeli czegoś się dowiesz. Jeśli mnie uda się zdobyć jakieś informacje, też się nimi podzielę – obiecała, wsuwając ręce do kieszeni.
Poczekała, czy miał do powiedzenia coś jeszcze – i rzuciła ostatnie spojrzenie ku ołtarzowi.
Może powinna się pomodlić, ale przy modlitwie kluczowa była przecież wiara. Brenna zaś jeśli wierzyła w cokolwiek, to tylko w ludzi – i też w niektórych.
– Wychodzisz, czy jeszcze się modlisz? – zapytała, a potem ruszyła do wyjścia, czy z nim, czy pozostawiając go jego modlitwom: oby skuteczniejszym niż jej własne.
Koniec sesji
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.