02.05.2024, 10:15 ✶
To oblicze magicznego Londynu, tak dobrze znane Millie, było obce i dla Christophera. Mieszkał we własnej kamienicy przy Horyzontalnej, w sąsiedztwie kamienic należących do jemu podobnych: bogatych i uprzywilejowanych. Nigdy nawet nie zbliżał się do tej części alei, która przylegała do Nokturnu, bo czego miałby tam szukać? Spędzał dnie w Domu Mody Rosierów, eleganckim i zdobionym magicznymi różami, symbolem ich marki, a wieczorami odwiedzał Teatr Selwynów, iskrzący od świateł, Galerię Sztuki Averych, pełną zaklętych obrazów, Muzeum Shafiqów czy najlepsze restauracje przy Pokątnej.
To też był magiczny Londyn, dla niego równie realny jak bruk pod stopami i kosze na śmieci przewrócone na Nokturnie.
Po prostu jego część zaledwie.
W pewnym sensie on i Mildred Moody żyli w dwóch światach, istniejących tuż obok siebie i czasem się stykających, ale wciąż bardzo odmiennych.
– Mildred jest romantyczką – oświadczył z tak poważną miną, na jaką mógł się zdobyć, otaczając Moody ramieniem. A potem rzucił porozumiewawcze spojrzenie Lorcanowi: Selwyn wiedział, że Christopher romantykiem nie jest, ale scenka była przecież jasna, a nie psujesz przyjacielowi potencjalnej randki, nawet jeżeli chciałeś wyswatać go z inną. Lorcan położył więc dłoń na ramieniu Anny.
– Kochanie, myślę, że umówimy się z Chrisem w przyszłym tygodniu. Co ty na to? Wtedy wszystko nam opowie.
– Z tobą zawsze, Lorcan. Anno, to była przyjemność. Yvette, cudowne zdjęcia – powiedział Christopher, zanim wciąż obejmując Mildred odwrócił się i skierował w stronę wyjścia. Dopiero kiedy znaleźli się poza zasięgiem uszu jego przyjaciół, i gdy był pewny, że widzą co najwyżej jego plecy znikające w tłumie, przewrócił jasnymi oczami. – Na matkę księżyca, słyszałaś to? „Nam opowie”. Czy małżeństwo jakoś zszywa umysły i osobowości? Jeszcze trzy miesiące temu nie chciałby, żebym opowiadał o randkach jego partnerce – stwierdził, dając upust tej odrobinie niezadowolenia, która tliła się w nim podczas całego spotkania, gdy odkrywał, że Lorcan po powrocie z podróży poślubnej był jakiś taki inny. „Im” opowie! Jakby Selwyn nie wiedział, że o pewnych rzeczach szczerze przy Annie słowa nie mógłby powiedzieć?!
To też był magiczny Londyn, dla niego równie realny jak bruk pod stopami i kosze na śmieci przewrócone na Nokturnie.
Po prostu jego część zaledwie.
W pewnym sensie on i Mildred Moody żyli w dwóch światach, istniejących tuż obok siebie i czasem się stykających, ale wciąż bardzo odmiennych.
– Mildred jest romantyczką – oświadczył z tak poważną miną, na jaką mógł się zdobyć, otaczając Moody ramieniem. A potem rzucił porozumiewawcze spojrzenie Lorcanowi: Selwyn wiedział, że Christopher romantykiem nie jest, ale scenka była przecież jasna, a nie psujesz przyjacielowi potencjalnej randki, nawet jeżeli chciałeś wyswatać go z inną. Lorcan położył więc dłoń na ramieniu Anny.
– Kochanie, myślę, że umówimy się z Chrisem w przyszłym tygodniu. Co ty na to? Wtedy wszystko nam opowie.
– Z tobą zawsze, Lorcan. Anno, to była przyjemność. Yvette, cudowne zdjęcia – powiedział Christopher, zanim wciąż obejmując Mildred odwrócił się i skierował w stronę wyjścia. Dopiero kiedy znaleźli się poza zasięgiem uszu jego przyjaciół, i gdy był pewny, że widzą co najwyżej jego plecy znikające w tłumie, przewrócił jasnymi oczami. – Na matkę księżyca, słyszałaś to? „Nam opowie”. Czy małżeństwo jakoś zszywa umysły i osobowości? Jeszcze trzy miesiące temu nie chciałby, żebym opowiadał o randkach jego partnerce – stwierdził, dając upust tej odrobinie niezadowolenia, która tliła się w nim podczas całego spotkania, gdy odkrywał, że Lorcan po powrocie z podróży poślubnej był jakiś taki inny. „Im” opowie! Jakby Selwyn nie wiedział, że o pewnych rzeczach szczerze przy Annie słowa nie mógłby powiedzieć?!