02.05.2024, 18:23 ✶
Podobno jednym z najczęstszych sposobów, na które introwertycy zawierali przyjaźnie, to był ten, w którym dopadał ich ekstrawertyk i postanawiał adoptować. Być może to dlatego Jane się z nią zadawała. Mogło też chodzić o to, że po prostu niewielki miała wybór - matka Brenny i ojciec Jane zawsze byli blisko, a z kolei Brenna jako mała dziewczynka potrafiła być nie tylko pewna siebie, ale wręcz straszliwie natrętna i nie pojmowała wtedy, że ktoś woli się z nią nie bawić. Poza tym trafienie do jednego dormitorium też robiło swoje. Jane naturalnie znalazła się w gronie tych osób, które Brenna lubiła dręczyć swoją osobą – obok koleżanek ze Slytherinu, starszej kuzynki Mavelle, Nory i rzecz jasna, Erika oraz wszystkich jego kolegów, którzy akurat się nawinęli.
Wreszcie zaś: bywała przydatna.
Oczywiście, że nie protestowała przeciwko wspólnej wyprawie do Hogsmeade. I nie miała problemów z zakupieniem dla Jane potrzebnych składników, nie zastanawiając się nawet, dlaczego ta wolałaby nie robić tego osobiście. Mogła też nosić zakupy Potterówny, a gdyby przyszła potrzeba, nawet i samą Potterównę.
- ...i jesteś tak całkiem - całkiem pewna, że McGonagall nie uzna tego za próbę przekupstwa? Wiesz, za łapówkę. Wygląda na taką, która jest bardzo zasadnicza w kwestii przekupstwa. Chyba że planujesz dać jej to już na koniec roku? - plotła Brenna po swojemu. Majowy wiatr mierzwił jej rozczochrane, krótko ścięte włosy i powiewał końcówką czerwono - złotego szalu Gryffindoru, który zapobiegliwie przerzuciła sobie przez ramiona chwilę przed wyjściem z zamku. Wiosenna pogoda bywała w Szkocji bardzo zdradliwa, raz kusząc słońcem i wysoką temperaturą, by zaraz szepnąć "żartowałam" i przynieść chłodne podmuchy wiatru, a nawet deszcz.
Brenna niczego nie przeczuwała. Nie miała pojęcia, co Jane knuje: znała się na eliksirach, ziołach i kosmetykach o wiele za słabo, aby zrozumieć, że specyfiki, które chce zakupić Potterówna, na pewno nie będą częścią jakiegoś tam zwykłego kremu.
– Naprawdę? Chociaż nawet mnie to nie dziwi. Mugole bywają szaleńczo pomysłowi. Piszą na przykład świetne książki fantastyczne i takie zajebiste komiksy, Bard Beedle się nie umywa i w ogóle… Ciekawe, gdzie dałoby się kupić takie lody? Idziemy do Magicznej Rzepy? Czy chcesz iść do tej zielarki, co mieszka na skraju Zakazanego Lasu? Może po drodze zahaczymy o Miodowe Królestwo, kończą mi się czekoladowe żaby.
Wreszcie zaś: bywała przydatna.
Oczywiście, że nie protestowała przeciwko wspólnej wyprawie do Hogsmeade. I nie miała problemów z zakupieniem dla Jane potrzebnych składników, nie zastanawiając się nawet, dlaczego ta wolałaby nie robić tego osobiście. Mogła też nosić zakupy Potterówny, a gdyby przyszła potrzeba, nawet i samą Potterównę.
- ...i jesteś tak całkiem - całkiem pewna, że McGonagall nie uzna tego za próbę przekupstwa? Wiesz, za łapówkę. Wygląda na taką, która jest bardzo zasadnicza w kwestii przekupstwa. Chyba że planujesz dać jej to już na koniec roku? - plotła Brenna po swojemu. Majowy wiatr mierzwił jej rozczochrane, krótko ścięte włosy i powiewał końcówką czerwono - złotego szalu Gryffindoru, który zapobiegliwie przerzuciła sobie przez ramiona chwilę przed wyjściem z zamku. Wiosenna pogoda bywała w Szkocji bardzo zdradliwa, raz kusząc słońcem i wysoką temperaturą, by zaraz szepnąć "żartowałam" i przynieść chłodne podmuchy wiatru, a nawet deszcz.
Brenna niczego nie przeczuwała. Nie miała pojęcia, co Jane knuje: znała się na eliksirach, ziołach i kosmetykach o wiele za słabo, aby zrozumieć, że specyfiki, które chce zakupić Potterówna, na pewno nie będą częścią jakiegoś tam zwykłego kremu.
– Naprawdę? Chociaż nawet mnie to nie dziwi. Mugole bywają szaleńczo pomysłowi. Piszą na przykład świetne książki fantastyczne i takie zajebiste komiksy, Bard Beedle się nie umywa i w ogóle… Ciekawe, gdzie dałoby się kupić takie lody? Idziemy do Magicznej Rzepy? Czy chcesz iść do tej zielarki, co mieszka na skraju Zakazanego Lasu? Może po drodze zahaczymy o Miodowe Królestwo, kończą mi się czekoladowe żaby.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.