03.05.2024, 00:08 ✶
Zaakceptowała to tak po prostu... Okej. W chwili kiedy inni zaczęliby robić się nieco podejrzliwi, on uśmiechnął się tylko, bo takich ludzi właśnie lubił - otwartych. Stanowili jedyne dobre elementy tego chujowego, skazanego na porażkę społeczeństwa. Może te dwa dni temu Nora powiedziała coś, co go oburzyło, ale wyciągnęła z tego wnioski. Następnym razem pomyśli o tym inaczej.
To było dobre. Nie była zepsuta na tyle, aby nie dało się jej wyleczyć. Może... Może nie była zepsuta wcale, tylko niezbyt dobrze dobierała słowa? Nie. Każdy nosił w sobie jakąś ciemność.
- Jesteś tu od kilku minut... Wyrobiliśmy już normę jako cyrkowcy? Często słyszę, że spodziewa się po nas bycia bandą kompletnych dziwaków. - Odklejeńców. I to chyba (ironicznie) właśnie przez mugoli, którzy w swoich cyrkach uwielbiali pokazywać zdeformowane ciała i inne niesamowicie niezręczne przypadki... - Ja robię to bez, ale... Niektórzy ludzie boją się tak bardzo, że zdarza im się zrobić coś głupiego, albo po prostu kręci im się w głowie. Pan Maruda miał trochę racji. - Nie wstydził się wcale przyznania tego. Był wredny - tak. Mocno trzymał się swoich przyzwyczajeń i momentami ciężko było wybić go z rytmu własnych pomysłów, ale wbrew pozorom wcale nie był uparty. Prawdopodobnie przez to jak często padał ofiarą samokrytyki - on siebie dosłownie nienawidził, dlaczego więc miałby unikać przyznania się do błędu? - Tylko się o mnie nie bój. - Zaśmiał się, upewniwszy się, że zaklęcie mocujące pas do huśtawki działało. - Jestem dobry w zaklęciach, które mają działać na przekór grawitacji.
Tylko czy Nora wiedziała w ogóle, czym była grawitacja? Ciul ją wiedział, mogła najwyżej go dopytać... On jednak był już zajęty czymś innym - przeszedł się kilka kroków, wykonując kilka dziwnych ruchów, żeby się rozciągnąć, a później stanął za jej plecami i szybkim ruchem podciągnął się do góry, wskakując nogami na deskę, na której siedziała. Machnął ręką, dało się usłyszeć brzdęknięcie łańcucha i faktycznie zaczęli wznosić się w górę. Odrobinę szybciej niż można było tego oczekiwać po zaproszeniu do zabawy kompletnej amatorki, ale uważne spojrzenie Flynna było skupione właśnie na niej - konkretnie na jej oddechu.
Nie zapytał, czy wszystko było dobrze. Próbował wywnioskować to z jej reakcji. Słowa niszczyły takie momenty - ona też pewnie chciała patrzeć. Czuć. Wyobrażać sobie jak wygląda to z tej wysokości, kiedy cała Arena była zapełniona ludźmi. Niedowiarkami, wiwatującymi. Oczarowanymi dzieciakami z otwartymi buziami. Matkami zastanawiającymi się, czy na pewno powinny je tu przyprowadzić.
Jak się czujesz? Jest pięknie, prawda? To było zbędne.
Jeżeli nie doczekał się krzyku lub omdlenia, Figg mogła poczuć, jak huśtawka zaczyna się trząść. To Flynn wprawiał ją w ruch siłą swoich mięśni. Nie zdradził jej, jaki miał konkretne plan, ale przed nimi znajdowało się jeszcze kilka podwieszanych elementów.
To było dobre. Nie była zepsuta na tyle, aby nie dało się jej wyleczyć. Może... Może nie była zepsuta wcale, tylko niezbyt dobrze dobierała słowa? Nie. Każdy nosił w sobie jakąś ciemność.
- Jesteś tu od kilku minut... Wyrobiliśmy już normę jako cyrkowcy? Często słyszę, że spodziewa się po nas bycia bandą kompletnych dziwaków. - Odklejeńców. I to chyba (ironicznie) właśnie przez mugoli, którzy w swoich cyrkach uwielbiali pokazywać zdeformowane ciała i inne niesamowicie niezręczne przypadki... - Ja robię to bez, ale... Niektórzy ludzie boją się tak bardzo, że zdarza im się zrobić coś głupiego, albo po prostu kręci im się w głowie. Pan Maruda miał trochę racji. - Nie wstydził się wcale przyznania tego. Był wredny - tak. Mocno trzymał się swoich przyzwyczajeń i momentami ciężko było wybić go z rytmu własnych pomysłów, ale wbrew pozorom wcale nie był uparty. Prawdopodobnie przez to jak często padał ofiarą samokrytyki - on siebie dosłownie nienawidził, dlaczego więc miałby unikać przyznania się do błędu? - Tylko się o mnie nie bój. - Zaśmiał się, upewniwszy się, że zaklęcie mocujące pas do huśtawki działało. - Jestem dobry w zaklęciach, które mają działać na przekór grawitacji.
Tylko czy Nora wiedziała w ogóle, czym była grawitacja? Ciul ją wiedział, mogła najwyżej go dopytać... On jednak był już zajęty czymś innym - przeszedł się kilka kroków, wykonując kilka dziwnych ruchów, żeby się rozciągnąć, a później stanął za jej plecami i szybkim ruchem podciągnął się do góry, wskakując nogami na deskę, na której siedziała. Machnął ręką, dało się usłyszeć brzdęknięcie łańcucha i faktycznie zaczęli wznosić się w górę. Odrobinę szybciej niż można było tego oczekiwać po zaproszeniu do zabawy kompletnej amatorki, ale uważne spojrzenie Flynna było skupione właśnie na niej - konkretnie na jej oddechu.
Nie zapytał, czy wszystko było dobrze. Próbował wywnioskować to z jej reakcji. Słowa niszczyły takie momenty - ona też pewnie chciała patrzeć. Czuć. Wyobrażać sobie jak wygląda to z tej wysokości, kiedy cała Arena była zapełniona ludźmi. Niedowiarkami, wiwatującymi. Oczarowanymi dzieciakami z otwartymi buziami. Matkami zastanawiającymi się, czy na pewno powinny je tu przyprowadzić.
Jak się czujesz? Jest pięknie, prawda? To było zbędne.
Jeżeli nie doczekał się krzyku lub omdlenia, Figg mogła poczuć, jak huśtawka zaczyna się trząść. To Flynn wprawiał ją w ruch siłą swoich mięśni. Nie zdradził jej, jaki miał konkretne plan, ale przed nimi znajdowało się jeszcze kilka podwieszanych elementów.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.