Czekając na Sama, bardzo się denerwowałam. Oglądałam wystawę sklepu, co chyba wyglądało jak bardzo naturalna czynność. Nie potrafiłabym po prostu stać i, co gorsza, rozglądać się za osobą, z którą miałam się spotkać. To by było tak bardzo niezręczne... Chociaż i tak trochę odczuwałam ściśnięcie w żołądeczku.
Każdy odgłos kroków w pobliżu wywracał mi wnętrzności. Czy to on? Byłam zbyt sparaliżowana, żeby obrócić się i sprawdzić. Aż w końcu pewne kroki zatrzymały się, a w odbiciu szyby dostrzegłam znajomą sylwetkę. Odwróciłam się do Sama, nerwowo ściskając dłonie za plecami. Nim zdobyłam się na słowa powitania, przede mną pojawił się kwiatek. Znowu. Kwiaty przed potańcówką być może stanowiły jakiś lokalny zwyczaj, ale na tego typu spotkanie raczej jawiły się pewną jednoznacznością... Nie, na pewno nie. Na pewno tak fajny chłopak jak Sam nie spostrzegał tego spotkania jako coś innego niż zwykłe koleżeńskie wyjście na miasto. Na pewno.
Złapałam kwiatka, wdzięczna w tym momencie za niego, bo zupełnie naturalnym było wgapianie się w jego śliczne płatki, mając nadzieję, że mój rumieniec pozostanie niezauważony. O ile w jakimkolwiek świetle dało się go odróżnić od różowawych blizn.
— Uhm... Cześć... — odpowiedziałam, nie wiedząc, jak zareagować na komplement. I jakie znaczenie miały jego słowa? Czy to odruchowa grzeczność, czy rzeczywiście tak uważał? Na pewno nie. Wyglądałam znacznie zwyczajniej niż na potańcówce, więc "pięknie" to zbyt duże słowo.
— Tak, tak, jestem gotowa — odpowiedziałam, być może nieco poważniej, niż powinnam na jego zabarwione komizmem słowa. Ale wciąż ogarniała mnie taka sama niepewność, jaką odczuwałam przed potańcówką — jaki charakter miało to spotkanie?
— Hm, wiesz, gdzie to jest, prawda? — Spytałam, nie odrywając wzroku od kwiatka. Obracałam go w palcach, jak antystresową zabawkę.