03.05.2024, 23:17 ✶
Przechodząc korytarzem rodowej posiadłości, zobaczyłaś służbę zgromadzoną przy jednej z okiennic. Kobiety zatrudnione do sprzątania szeptały coś do siebie i spoglądały w konkretnym kierunku.
- Jakie to przykre... Odkąd spadł z konia, stał się kompletnie szalony...
- Lizzie, mów ciszej, eh... Ale masz rację, zapomnieć o biednym Thoranie? Kto wie, co się z nim stało? Nie wrócił od ataku na sabat.
Jeżeli zechciałaś wychylić głowę przez okno najbliżej ciebie, mogłaś zauważyć swojego ojca kłócącego się ze stajennym. Zachęcić cię do tego mógł krzyk, a właściwie jazgot starego Gerarda, który zapierał się, że boks na konia niejakiego Thorana był zbędny, bo on takiego syna nie miał, nie ma i mieć nie będzie. Konflikt zaognił się do tego stopnia, że doszło do rękoczynów - z rozmowy (no dobrze, z kłótni, do której mogłaś dołączyć się, wyskakując przez okno) wywnioskowałaś chyba najbardziej absurdalną rzecz, jaką dzisiaj usłyszałaś - twój staruszek próbował tego konia zadusić gołymi rękoma, tak bardzo tych rozmów o Thoranie nienawidził. Stajenny wyprowadził go tutaj w celu uratowania życia Matce ducha winnego zwierzaka, a kiedy pijany Gerard musiał się poddać, rzucił tylko:
- WY WSZYSCY JESTEŚCIE POJEBANI, POPIERDOLENI!! Gdzie jest moja manierka...?!
I nie chciał już z nikim rozmawiać, po prostu poszedł się spić i po kilku głębszych łykach zaszył się w swoim pokoju, gdzie wreszcie skołowany zasnął.
- Jakie to przykre... Odkąd spadł z konia, stał się kompletnie szalony...
- Lizzie, mów ciszej, eh... Ale masz rację, zapomnieć o biednym Thoranie? Kto wie, co się z nim stało? Nie wrócił od ataku na sabat.
Jeżeli zechciałaś wychylić głowę przez okno najbliżej ciebie, mogłaś zauważyć swojego ojca kłócącego się ze stajennym. Zachęcić cię do tego mógł krzyk, a właściwie jazgot starego Gerarda, który zapierał się, że boks na konia niejakiego Thorana był zbędny, bo on takiego syna nie miał, nie ma i mieć nie będzie. Konflikt zaognił się do tego stopnia, że doszło do rękoczynów - z rozmowy (no dobrze, z kłótni, do której mogłaś dołączyć się, wyskakując przez okno) wywnioskowałaś chyba najbardziej absurdalną rzecz, jaką dzisiaj usłyszałaś - twój staruszek próbował tego konia zadusić gołymi rękoma, tak bardzo tych rozmów o Thoranie nienawidził. Stajenny wyprowadził go tutaj w celu uratowania życia Matce ducha winnego zwierzaka, a kiedy pijany Gerard musiał się poddać, rzucił tylko:
- WY WSZYSCY JESTEŚCIE POJEBANI, POPIERDOLENI!! Gdzie jest moja manierka...?!
I nie chciał już z nikim rozmawiać, po prostu poszedł się spić i po kilku głębszych łykach zaszył się w swoim pokoju, gdzie wreszcie skołowany zasnął.
Kiedy przyjdzie twoja pora na sen, rzuć kością !Geraldineidziespać.