03.05.2024, 23:22 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.05.2024, 23:23 przez Astaroth Yaxley.)
Zaśmiałem się. Faktycznie nie bywaliśmy bystrzy; raczej jak dwie takie nierozgarnięte kurki uciekające przed własnym cieniem i jednocześnie szukające zagubionego blanta. Ale kto wie? Może czasami nam się uda? Tak z przypadku zawstydzić kogoś bystrością umysłu? Szczególnie teraz, kiedy życie nas nauczyło paru ważnych lekcji. Między innymi tego by się nie zakładać o własne życie, kiedy miało się tendencję do przegrywania zakładów, czy tego, że się nie kupuje szamponu do włosów z oczami diabła morskiego. O jakiś mały ułamek byliśmy chociaż mądrzejsi. Być może, bo to też nie była potwierdzona informacja, że drugi raz nie wleziemy w podobne lub te same bagno.
- Do usług - odparłem na jej zaczepkę, kłaniając się nisko. Mogła na mnie polegać, niezależnie od tego, co my tam rodzinnie mieliśmy we krwi i w głowie, i w sercu... i może też w dupie. Poza tym tylko wariaci byli coś warci, hehe. Szaleńcy powinni trzymać się razem...? Oby wampiry nie powinny, ups.
- A jeśli chodzi zaś o zapłatę... Sprawa jest myślę prosta, ale nie chciałbym, żebyś podeszła do niej lekceważąco, bo to bardzo dla mnie ważne by to był towar z wyższej półki - ostrzegłem ją, zanim wydukałem z siebie, o co tak na dobrą sprawę chodzi. Chciałem ją również - oczywiście umyślnie - potrzymać nieco w niepewności. W końcu jednak uśmiechnąłem się nieco zawstydzony, bo to jednak było trywialne, ale potrzebowałem kogoś o to poprosić.
- Kończy mi się notatnik... Mój dziennik. Chciałbym, żeby był porządnie wykonany, by wytrzymał jak najwięcej... czasu - wyrzuciłem to z siebie w końcu. W najgorszym przypadku, wszyscy umrzecie, a mi zostaną notatniki. - Ale żeby też przetrwał ciężkie warunki. Wiesz, takie notatniki Yaxleyów, to przy ich grafikach mają przerąbane - dodałem jeszcze, żeby też zanadto Geraldine o tym nie myślała. W sensie o czasie. Sam również nie chciałem o tym myśleć, bo już było mi go za dużo, kiedy nie potrafiłem zmrużyć oka.
- Do usług - odparłem na jej zaczepkę, kłaniając się nisko. Mogła na mnie polegać, niezależnie od tego, co my tam rodzinnie mieliśmy we krwi i w głowie, i w sercu... i może też w dupie. Poza tym tylko wariaci byli coś warci, hehe. Szaleńcy powinni trzymać się razem...? Oby wampiry nie powinny, ups.
- A jeśli chodzi zaś o zapłatę... Sprawa jest myślę prosta, ale nie chciałbym, żebyś podeszła do niej lekceważąco, bo to bardzo dla mnie ważne by to był towar z wyższej półki - ostrzegłem ją, zanim wydukałem z siebie, o co tak na dobrą sprawę chodzi. Chciałem ją również - oczywiście umyślnie - potrzymać nieco w niepewności. W końcu jednak uśmiechnąłem się nieco zawstydzony, bo to jednak było trywialne, ale potrzebowałem kogoś o to poprosić.
- Kończy mi się notatnik... Mój dziennik. Chciałbym, żeby był porządnie wykonany, by wytrzymał jak najwięcej... czasu - wyrzuciłem to z siebie w końcu. W najgorszym przypadku, wszyscy umrzecie, a mi zostaną notatniki. - Ale żeby też przetrwał ciężkie warunki. Wiesz, takie notatniki Yaxleyów, to przy ich grafikach mają przerąbane - dodałem jeszcze, żeby też zanadto Geraldine o tym nie myślała. W sensie o czasie. Sam również nie chciałem o tym myśleć, bo już było mi go za dużo, kiedy nie potrafiłem zmrużyć oka.
Koniec sesji