04.05.2024, 17:44 ✶
– Dobrze, modliszka to niewłaściwe określenie. Była… bluszczem. Oplatającym się i zaduszającym prawdopodobnie – odparł Christopher, przepełniony ulgą, że pani fotograf, która chciała, aby pokazał jej swoje projekty, została w tyle. Nie widział jej w swoich sukniach, a jeżeli nie widział jakiejś kobiety w sukni Christophera Rosiera, to ona tej sukni nie dostawała… No dobrze: niemal nigdy jej nie dostawała, bo dwa czy trzy razy zdarzyło się, że jakaś trafiła na licytację, ale zwykle tego unikał.
Jeżeli chciałeś, aby twoje projekty były ekskluzywne, nie mógł nosić ich każdy. I o tym, kto dostawał suknie Christophera, nie decydowało tylko to, jak gruby był twój portfel.
– Nie jestem pewny, czy to byłoby warte plotek w rodzinie – stwierdził, spoglądając na nią z góry z odrobiną rozbawienia na twarzy o ostrych rysach, łagodzonych jeszcze nieco młodzieńczością. – Lorcan zresztą nigdy nie próbowałby mnie swatać w ten sposób, gdyby nie Anna.
Rosier zresztą nie miałby nic przeciwko umówieniu go na randkę, ale na punkcie swoich projektów był przeczulony. Poza tym Yvonne czy tam Yvette nie zdawała mu się dość interesująca nawet na to, by zapamiętać jej imię. Za to Mildred… Zawahał się na moment przed kolejnymi słowami – była jakąś tam brygadzistką, dziewczyną półkrwi, panną z ulicy. Ale była też na swój sposób intrygująca, a chociaż na salony Christopher wprowadzał zwykle te damy „ze swojej sfery”, to przecież nie tak, że nigdy nie zdarzyło mu się umówić z córkami Abbottów czy Wrightów, też od pokoleń czarodziejami.
I odkrył, że właściwie ma ochotę gdzieś z nią iść – może dlatego, że tak bardzo rozbawiła go tym przedstawieniem?
– Wspomniałem chyba o wielkiej przysłudze, prawda? Może być cała skrzynka szampana, Mildred. Albo cokolwiek innego, co zechcesz. Niecnie wywabiłem cię z wystawy, wybierz, dokąd chcesz iść, a cię tam zabiorę. Byle nie na Nokturn – zastrzegł jeszcze, bo nagle uświadomił sobie, że dał tej dziewczynie suknię, bo skojarzyła mu się trochę z postacią Puka z jednego z przedstawień Selwynów, a Puk lubił płatać figle. A spędzenie tego wieczora w jakiejś spelunie jednak nie odpowiadałoby jego gustom i na pewno nieco za bardzo wyróżniałby się tam ubiorem oraz fryzurą. – Gdybym wszedł na Nokturn, ktoś próbowałby poderżnąć mi gardło dla tego płaszcza.
Jeżeli chciałeś, aby twoje projekty były ekskluzywne, nie mógł nosić ich każdy. I o tym, kto dostawał suknie Christophera, nie decydowało tylko to, jak gruby był twój portfel.
– Nie jestem pewny, czy to byłoby warte plotek w rodzinie – stwierdził, spoglądając na nią z góry z odrobiną rozbawienia na twarzy o ostrych rysach, łagodzonych jeszcze nieco młodzieńczością. – Lorcan zresztą nigdy nie próbowałby mnie swatać w ten sposób, gdyby nie Anna.
Rosier zresztą nie miałby nic przeciwko umówieniu go na randkę, ale na punkcie swoich projektów był przeczulony. Poza tym Yvonne czy tam Yvette nie zdawała mu się dość interesująca nawet na to, by zapamiętać jej imię. Za to Mildred… Zawahał się na moment przed kolejnymi słowami – była jakąś tam brygadzistką, dziewczyną półkrwi, panną z ulicy. Ale była też na swój sposób intrygująca, a chociaż na salony Christopher wprowadzał zwykle te damy „ze swojej sfery”, to przecież nie tak, że nigdy nie zdarzyło mu się umówić z córkami Abbottów czy Wrightów, też od pokoleń czarodziejami.
I odkrył, że właściwie ma ochotę gdzieś z nią iść – może dlatego, że tak bardzo rozbawiła go tym przedstawieniem?
– Wspomniałem chyba o wielkiej przysłudze, prawda? Może być cała skrzynka szampana, Mildred. Albo cokolwiek innego, co zechcesz. Niecnie wywabiłem cię z wystawy, wybierz, dokąd chcesz iść, a cię tam zabiorę. Byle nie na Nokturn – zastrzegł jeszcze, bo nagle uświadomił sobie, że dał tej dziewczynie suknię, bo skojarzyła mu się trochę z postacią Puka z jednego z przedstawień Selwynów, a Puk lubił płatać figle. A spędzenie tego wieczora w jakiejś spelunie jednak nie odpowiadałoby jego gustom i na pewno nieco za bardzo wyróżniałby się tam ubiorem oraz fryzurą. – Gdybym wszedł na Nokturn, ktoś próbowałby poderżnąć mi gardło dla tego płaszcza.