04.05.2024, 18:45 ✶
Ukochaną żoną i matką? Tak, na pewno kiedyś nią zostanie, ale trochę bała się tej perspektywy. Chciałaby męża, który da jej dużo swobody i będzie wspierał jej biznes. Czy jeśli ojciec znajdzie jej odpowiedniego kandydata, to czy będzie miała możliwość odmówić, jeśli coś jej się nie spodoba? Czy od razu będzie musiała zamieszkać z narzeczonym, czy będzie mogła jeszcze trochę pomieszkać w domu? A co, jeśli wezmą ślub, a jej mąż dopiero po kilku miesiącach okaże się dupkiem? Czy ojciec pozwoli jej wrócić?
-Mhm, no tak. Nikt nie wie co będzie…- Uśmiechnęła się niepewnie do Lorien znad swojej filiżanki. Jej podobizna w Ministerstwie Magii? Oj nie. Nie znała się na polityce, Prorok Codzienny ją nudził, nie planowała zawrotnej kariery biurwy, i wolała mieć takie same poglądy, jak jej rodzina. Zdecydowanie lepiej było pozostać przy produkcji bimbru! A za to pewnie nie zostanie wyróżniona w taki sposób.
Sophie drgnęła lekko, kiedy macocha dotknęła jej dłoni. Poczuła, że znów się czerwieni, ponieważ nie chciała tak zareagować. Nie spodziewała się dotyku, ale musiała przyznać, że było to miłe. Nie znały się dobrze, a kobieta próbowała ją pocieszyć i dziewczyna poczuła ciepło które od niej biło. Odstawiła filiżankę, słuchając pokrzepiających słów. I oczywiście, że w tym momencie bała się nadejścia ojca lub wuja. Wolała siedzieć teraz tutaj tylko z Lorien, która oferowała jej wsparcie.
- Myślę, że lepiej jest trafić do Azkabanu, niż zostać zamkniętą w jednym pokoju z tatą i wujkiem, którzy nie są ze mnie niezadowoleni. - Zażartowała cicho i zaśmiała się nieco nerwowo. Nie zabrała ręki spod dłoni macochy, patrząc na ten niecodzienny dla siebie widok. Uniosła jednak wzrok, słysząc kolejne słowa.
- Nie zabilam! Oczywiście, że nie zabiłam. Moja cytrynówka jest bardzo dobra i jeśli tylko będę mogła opłacić lokal, to.. ojej naprawdę?! - Sophie aż się zapowietrzyła, kiedy usłyszała ostatnie słowa Lorien. Porozmawia z tatą! Tak! Ojciec na pewno jej posłucha, w końcu była jego żoną, prawda? Sophie miała ogromne szczęście, że kobieta taka jak Lorien została jej macochą! Ktoś w końcu obrał jej stronę, i Mulciberówna poczuła, że zyskała sojuszniczkę.
- Dziekuje! Tak, wezmę wszystko na siebie, do wszystkiego się przyznam i od teraz będę uważała! - Obiecała podekscytowana, patrząc na macochę wielkimi jak galeony oczami. Na jej twarz powrócił prawdziwy uśmiech i nie mogła się powstrzymać, żeby nie szczerzyć przez chwilę zębów. Teraz to ona położyła dłoń na dłoni kobiety. Czy coś ją trapiło? Nie! Teraz już nic jej nie trapiło, a przynajmniej w tym momencie. Jak znów zostanie sama, to zapewne wszystkie obawy powrócą, a cały stres ponownie ją przytłoczy.
-Tata na pewno cię posłucha. Obiecuję, że będę opłacała lokal i nie sprawię żadnych problemów. Muszę przygotować dokumenty do ministerstwa, zrobię co w mojej mocy!- Obiecywała, ściskając dłoń kobiety. Gdyby ojciec zapłacił chociaż za dwa miesiące, to wtedy Sophie na spokojnie mogłaby zająć się produkcją i odkładałaby pieniądze uzyskane ze sprzedaży alkoholu. Bimber robił się sam, a ona miała już opracowaną recepturę!
-Dziękuję, Lorien… m-matko? Hmmm…- Sophie zmarszczyła lekko piegowaty nos. Jak właściwie powinna się do niej zwracać?
-Mhm, no tak. Nikt nie wie co będzie…- Uśmiechnęła się niepewnie do Lorien znad swojej filiżanki. Jej podobizna w Ministerstwie Magii? Oj nie. Nie znała się na polityce, Prorok Codzienny ją nudził, nie planowała zawrotnej kariery biurwy, i wolała mieć takie same poglądy, jak jej rodzina. Zdecydowanie lepiej było pozostać przy produkcji bimbru! A za to pewnie nie zostanie wyróżniona w taki sposób.
Sophie drgnęła lekko, kiedy macocha dotknęła jej dłoni. Poczuła, że znów się czerwieni, ponieważ nie chciała tak zareagować. Nie spodziewała się dotyku, ale musiała przyznać, że było to miłe. Nie znały się dobrze, a kobieta próbowała ją pocieszyć i dziewczyna poczuła ciepło które od niej biło. Odstawiła filiżankę, słuchając pokrzepiających słów. I oczywiście, że w tym momencie bała się nadejścia ojca lub wuja. Wolała siedzieć teraz tutaj tylko z Lorien, która oferowała jej wsparcie.
- Myślę, że lepiej jest trafić do Azkabanu, niż zostać zamkniętą w jednym pokoju z tatą i wujkiem, którzy nie są ze mnie niezadowoleni. - Zażartowała cicho i zaśmiała się nieco nerwowo. Nie zabrała ręki spod dłoni macochy, patrząc na ten niecodzienny dla siebie widok. Uniosła jednak wzrok, słysząc kolejne słowa.
- Nie zabilam! Oczywiście, że nie zabiłam. Moja cytrynówka jest bardzo dobra i jeśli tylko będę mogła opłacić lokal, to.. ojej naprawdę?! - Sophie aż się zapowietrzyła, kiedy usłyszała ostatnie słowa Lorien. Porozmawia z tatą! Tak! Ojciec na pewno jej posłucha, w końcu była jego żoną, prawda? Sophie miała ogromne szczęście, że kobieta taka jak Lorien została jej macochą! Ktoś w końcu obrał jej stronę, i Mulciberówna poczuła, że zyskała sojuszniczkę.
- Dziekuje! Tak, wezmę wszystko na siebie, do wszystkiego się przyznam i od teraz będę uważała! - Obiecała podekscytowana, patrząc na macochę wielkimi jak galeony oczami. Na jej twarz powrócił prawdziwy uśmiech i nie mogła się powstrzymać, żeby nie szczerzyć przez chwilę zębów. Teraz to ona położyła dłoń na dłoni kobiety. Czy coś ją trapiło? Nie! Teraz już nic jej nie trapiło, a przynajmniej w tym momencie. Jak znów zostanie sama, to zapewne wszystkie obawy powrócą, a cały stres ponownie ją przytłoczy.
-Tata na pewno cię posłucha. Obiecuję, że będę opłacała lokal i nie sprawię żadnych problemów. Muszę przygotować dokumenty do ministerstwa, zrobię co w mojej mocy!- Obiecywała, ściskając dłoń kobiety. Gdyby ojciec zapłacił chociaż za dwa miesiące, to wtedy Sophie na spokojnie mogłaby zająć się produkcją i odkładałaby pieniądze uzyskane ze sprzedaży alkoholu. Bimber robił się sam, a ona miała już opracowaną recepturę!
-Dziękuję, Lorien… m-matko? Hmmm…- Sophie zmarszczyła lekko piegowaty nos. Jak właściwie powinna się do niej zwracać?