Lysander zdawał się być podobny do mnie. Może bardziej skryty i wycofany, ale to chyba tylko przez różnice kulturowe. A przynajmniej taki jego obraz mi się kreował w głowie, dopóki nie zostałam podniesiona w wyrazie potężnego entuzjazmu. Ostatni raz ktoś mi coś takiego zrobił jak miałam może osiem lat, ale w moim dużym już ciele — jeszcze nie.
Trochę spanikowałam po utracie gruntu pod stopami. Kurczowo złapałam go za ramiona, nieudolnie maskując swoje przerażenie.
Mogłam odetchnąć ulgą, gdy zajął się moimi bagażami. Ruszyłam za nim. Myśl o pokoju od razu oderwała mnie od tego, co właśnie się wydarzyło. Czy łóżko będzie stało pod oknem, czy naprzeciwko? Jakie meble znajdę w środku? Będzie tam sama firanka czy z zasłoną? A może dwa okna? Z której strony będzie wpadać słońce? Czy będzie pachnieć pustką, czy może używał tego pomieszczenia do czegoś wcześniej? Może suszył tam grzyby i zioła albo wywieszał pranie zimą?
Spodziewałam się zastać pomieszczenie dość losowo umeblowane z doświadczonymi życiem meblami, a zaskoczył mnie zapach farby od odnowionych obiektów, w oczy rzucił się niewydeptany dywanik.
— Jak pięknie!
Podeszłam do szafy, by przyjrzeć się zdobieniom, po czym ruszyłam do okna, odkryć widok, jaki towarzyszyć mi będzie przez przyszłe dni. Był tak samo znajomy, jak i zupełnie obcy.
— Dziękuję za przygotowanie go, naprawdę nie trzeba było, wystarczyłoby mi łóżko i jakaś szafa — uśmiechnęłam się, rozglądając raz jeszcze po wnętrzu. Puste ściany aż prosiły się o oklejenie plakatami i rysunkami... których nie miałam.
Odebrałam od Lysandra swoje bagaże. Nie były duże, a ich wnętrza nie potraktowano powiększającym zaklęciem. Po pożarze nie zostało mi nic. Dostałam od rodziny najpotrzebniejsze przybory, jakieś ubrania. Zapełnią jedną tylko szufladę w tej ślicznie odnowionej komodzie. Ta pustka kojarzyła się bardziej jak kilkudniowy wyjazd, a nie przeprowadzka. Ale nie mogłam się teraz załamać. Popłaczę sobie później, przed pójściem spać. Teraz nadszedł czas na niezręczne, ale konieczne pytania.
— Więc... hm... Jak... wygląda twój typowy dzień? To znaczy... o której się budzisz i idziesz spać? Wiesz, nie chciałabym ci zaburzać snu ani nic. No i powiedz mi, proszę, co będzie należeć do moich obowiązków, wiesz, jakieś sprzątanie i tak dalej... Jutro... rozejrzę się po okolicy. Babcia mi powiedziała, że są tu jakieś sklepiki, może ktoś właśnie szuka pracownika, czy coś...
Nerwowo bawiłam się palcami, starając się wyartykułować wszystko, co miałam w głowie. Mieszkając z rodzicami, nawet nie myślałam o takich rzeczach. Wszystko ułożyło się w czasie tak organicznie. Cześć obowiązków spadała na mnie od rodziców, część po prostu sama zaczęłam robić. W Durmstrangu wszelkie reguły były narzucone odgórnie — nie musiałam wtedy przeprowadzać takiej rozmowy ze współlokatorkami. Ciszę nocną wyznaczyli nauczyciele, posiłki podawano w konkretnych godzinach, sprzątać musiałyśmy tylko swoje rzeczy do kufra, bo nawet o podłogę dbała szkoła. A tutaj? Dzięki rodzinnym powiązaniom nie musiałam płacić za wynajem, ale też omijały mnie wygodne, odgórnie narzucone zasady. Lysander nie wyglądał jak ktoś, kto nagle wyciągnąłby gotową listę obowiązków. Mało kto byłby tak przygotowany. A jednak chciałam rozwiać wszelkie wątpliwości już teraz, by potem nie stresować się przy każdej kolejnej sytuacji.