04.05.2024, 23:38 ✶
– Nie bycie prymusem nie oznacza automatycznie samych okropnych – odparła Brenna. Po jej ustach błądził lekki uśmiech, może niestosowny, kiedy zbierałeś kogoś po nieprzyjemnej przygodzie w jednej z bocznych alejek magicznego Londynu, ale Hades przecież sam zaczął tę rozmowę i zdawał się jednym z tych ludzi, którzy albo lekko podchodzili do życia, albo przynajmniej tę lekkość udawali. – Ale z numerologii na sumach rzeczywiście dostałam piękne O.
Nie była złą uczennicą. Po prostu nie była też najlepsza. W z OPCM i transmutacji w pełni zaspokajało jej ambicje. Rodzice mieli wobec niej swoje wymagania, ale nie absurdalnie wysokie, a sama Brenna jakoś nigdy nie czuła pędu do zbierania najwyższych ocen i błyszczenia na lekcjach. Poza tym chociaż lubiła się uczyć, to było wiele innych, ciekawych rzeczy poza ślęczeniem nad podręcznikami.
Zresztą, Longbottomowie mieli już idealnego dziedzica, ona była tylko opcją zapasową.
– Wkurwiałam, bo wpadałam w tarapaty? O co ty mnie oskarżasz, McKinnon – prychnęła z oburzeniem, już wlekąc go do wylotu uliczki. – Wkurwiałam gadaniem. Nie wpadaniem w tarapaty. Jak wpadałam w tarapaty, pilnowałam, żeby nikt albo przynajmniej prawie nikt się o tym nie dowiedział.
Oczywiście, zdarzyło się parę szlabanów, chociaż wcale nie przekraczała mocno ogólnohogwarckiej normy. I na pewno wnerwiła tego czy innego ucznia jakimś wyskokiem, zazwyczaj jednak wszelkie dzikie wysoki, na które pozwalała sobie od czasu do czasu, zostawały tajemnicą, a uczestniczący w nich – jak Mavelle chociażby – raczej nie narzekali.
Mogła sobie wyobrazić, jak czuł się Hades, bo sama przeszła bardzo podobną przygodę. Co gorsza ta uruchomiła albo nadmierną wyobraźnię Brenny, albo jej talent, bo obijała się wtedy o ściany zagubiona nie tylko w przestrzeni, ale też w czasie, widząc sceny rozgrywające się w uliczkach przed tygodniami albo nawet przed laty.
– W porządku, w takim razie wsadzam cię do najbliższego kominka, wracasz do domku, a ja odmeldowuję w Brygadzie, co się stało – zaproponowała. Nie chciała upierać się przy uzdrowicielu, ale też nie za bardzo widziała wleczenie Hadesa w takim razie do Ministerstwa Magii. – Jutro pogadamy, czy zapamiętałeś coś, co pomoże dorwać drani. – Nie, żeby specjalnie się łudziła. Nie należała do londyńskiego półświatka i nie obracała się w nim szczególnie, ale będąc gliną też wiedziała, jak niektóre rzeczy działają. Watcher mógł produkować te świństwa, ale w istocie wcale nie truł nimi na ulicach – robił to ktoś inny, a on tylko naśladował recepturę. Albo po usunięciu z „rynku” jego, konkurencja dokonała ekspansji.
Hydra, której wciąż odrastały głowy.
Nie dorwała wszystkich, nie zdołała przypalić szyi, sprawa nie była więc zakończona.
Gdyby była chociaż odrobinę mniej uparta, być może zwątpiłaby w to, czy ich praca w ogóle ma jakikolwiek sens. Ale wierzyła – chciała wierzyć – że jednak go ma.
Nie była złą uczennicą. Po prostu nie była też najlepsza. W z OPCM i transmutacji w pełni zaspokajało jej ambicje. Rodzice mieli wobec niej swoje wymagania, ale nie absurdalnie wysokie, a sama Brenna jakoś nigdy nie czuła pędu do zbierania najwyższych ocen i błyszczenia na lekcjach. Poza tym chociaż lubiła się uczyć, to było wiele innych, ciekawych rzeczy poza ślęczeniem nad podręcznikami.
Zresztą, Longbottomowie mieli już idealnego dziedzica, ona była tylko opcją zapasową.
– Wkurwiałam, bo wpadałam w tarapaty? O co ty mnie oskarżasz, McKinnon – prychnęła z oburzeniem, już wlekąc go do wylotu uliczki. – Wkurwiałam gadaniem. Nie wpadaniem w tarapaty. Jak wpadałam w tarapaty, pilnowałam, żeby nikt albo przynajmniej prawie nikt się o tym nie dowiedział.
Oczywiście, zdarzyło się parę szlabanów, chociaż wcale nie przekraczała mocno ogólnohogwarckiej normy. I na pewno wnerwiła tego czy innego ucznia jakimś wyskokiem, zazwyczaj jednak wszelkie dzikie wysoki, na które pozwalała sobie od czasu do czasu, zostawały tajemnicą, a uczestniczący w nich – jak Mavelle chociażby – raczej nie narzekali.
Mogła sobie wyobrazić, jak czuł się Hades, bo sama przeszła bardzo podobną przygodę. Co gorsza ta uruchomiła albo nadmierną wyobraźnię Brenny, albo jej talent, bo obijała się wtedy o ściany zagubiona nie tylko w przestrzeni, ale też w czasie, widząc sceny rozgrywające się w uliczkach przed tygodniami albo nawet przed laty.
– W porządku, w takim razie wsadzam cię do najbliższego kominka, wracasz do domku, a ja odmeldowuję w Brygadzie, co się stało – zaproponowała. Nie chciała upierać się przy uzdrowicielu, ale też nie za bardzo widziała wleczenie Hadesa w takim razie do Ministerstwa Magii. – Jutro pogadamy, czy zapamiętałeś coś, co pomoże dorwać drani. – Nie, żeby specjalnie się łudziła. Nie należała do londyńskiego półświatka i nie obracała się w nim szczególnie, ale będąc gliną też wiedziała, jak niektóre rzeczy działają. Watcher mógł produkować te świństwa, ale w istocie wcale nie truł nimi na ulicach – robił to ktoś inny, a on tylko naśladował recepturę. Albo po usunięciu z „rynku” jego, konkurencja dokonała ekspansji.
Hydra, której wciąż odrastały głowy.
Nie dorwała wszystkich, nie zdołała przypalić szyi, sprawa nie była więc zakończona.
Gdyby była chociaż odrobinę mniej uparta, być może zwątpiłaby w to, czy ich praca w ogóle ma jakikolwiek sens. Ale wierzyła – chciała wierzyć – że jednak go ma.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.