05.05.2024, 13:45 ✶
– To w ogóle bardzo miłe z twojej strony, wiesz, większość uczniów jej nie cierpi, a McGongall naprawdę jest w porządku, dużo wymaga, ale dobrze tłumaczy i przynajmniej większość faktycznie zaczyna ogarniać tę transmutację, pamiętasz tego nauczyciela OPCM z trzeciej klasy? To była katastrofa, nic nie trzeba było robić, i niby fajnie, ale ja to bym wolała poznać parę uroków… – plotła Brenna. Pod szatą miała tego dnia, w związku z wizytą w Hogsmeade, zwykłe spodnie, na nogach znoszone buty i nie prezentowała się jak córka czystej krwi. Z nich dwóch Jane rzeczywiście była tą bardziej reprezentacyjną, bo Brenna rzadko zwracała uwagę na to, co zakłada – i faktycznie w Pokoju Wspólnym zdarzało się jej chodzić raz czy dwa w piżamie… Chociaż i jako córka Potterówny pojmowała, że w pewnych przypadkach odpowiednia prezentacja jest ważna, i jeśli towarzyszyła matce na jakimś przyjęciu, zazwyczaj równie swobodnie czuła się w sukience na zabawie, co w znoszonych jeansach w Dolinie Godryka. Ba, pomagała jeszcze Danielle i Mavelle ogarnąć się na różne okazje… Daleko jednak było jej do wyczucia Jane.
Panna Potter miała po prostu wrodzony styl i elegancję. Geny Rosierów i Potterów zmieszały się, tworząc kogoś, kto w przyszłości mógł błyszczeć na każdym przyjęciu.
– W sumie to się jej nie dziwię, jest opiekunką Gryffindoru. Mam wrażenie, że to może być bardzo stresujące. Jak byłam w czwartej klasie powiedziała mi, że skracam jej przewidywalną długość życia – powiedziała Brenna, z odrobinę skruszoną miną. Od czwartej klasy jednak nie wdawała się już w bójki, a wycieczki do Zakazanego Lasu… cóż. Nikt jej na nich od dawna nie przyłapał. – Poważnie? Nie miałam pojęcia. To chyba przebija ten dzień, kiedy Tobby McGuiner jakimś cudem uwarzył eliksir, który eksplodował i całą salę zalało zmieniającym kolory śluzem, który przekolorował mnie na zielono, bo akurat siedziałam w jego pobliżu. Hm… ruchome komiksy… to byłoby intrygujące, ale chyba trochę straciło sens, poza tym mugole tak nie potrafią. I te komiksy są dużo ciekawsze od tego, co wykłada nam Binns. On nawet najbardziej krwawą bitwę potrafi opisać w tak okropnie nudny sposób… – westchnęła, na słowa Jane skręcając w jedną z bocznych alejek, całkiem zadowolona, że po drodze będą mogły zaopatrzyć się w czekoladowe żaby. I wszystko, co tylko wpadnie Brennie w ręce. Jak na to, ile słodyczy jadła, pozostawała zdumiewająco wręcz koścista i sprawna fizycznie. – W takim razie zielarka. Słyszałaś te opowieści, że podobno podczas każdej pełni księżyca tańczy nago wokół ogniska za wioską? Jakie to bezdennie głupie. Myślałam, że tylko mugole plotą takie idiotyzmy, ale najwyraźniej Puchoni też mają bogatą wyobraźnię. No bo wiesz, przy każdej pełni? Czyli co, zimą też?
Tańce nago wokół ogniska jeszcze zdaniem Brenny uszłyby w czerwcu, lipcu i sierpniu. Absolutnie ostatecznie we wrześniu. Ale podczas takiej pełni księżyca styczniowej? Przy szkockiej pogodzie?
Panna Potter miała po prostu wrodzony styl i elegancję. Geny Rosierów i Potterów zmieszały się, tworząc kogoś, kto w przyszłości mógł błyszczeć na każdym przyjęciu.
– W sumie to się jej nie dziwię, jest opiekunką Gryffindoru. Mam wrażenie, że to może być bardzo stresujące. Jak byłam w czwartej klasie powiedziała mi, że skracam jej przewidywalną długość życia – powiedziała Brenna, z odrobinę skruszoną miną. Od czwartej klasy jednak nie wdawała się już w bójki, a wycieczki do Zakazanego Lasu… cóż. Nikt jej na nich od dawna nie przyłapał. – Poważnie? Nie miałam pojęcia. To chyba przebija ten dzień, kiedy Tobby McGuiner jakimś cudem uwarzył eliksir, który eksplodował i całą salę zalało zmieniającym kolory śluzem, który przekolorował mnie na zielono, bo akurat siedziałam w jego pobliżu. Hm… ruchome komiksy… to byłoby intrygujące, ale chyba trochę straciło sens, poza tym mugole tak nie potrafią. I te komiksy są dużo ciekawsze od tego, co wykłada nam Binns. On nawet najbardziej krwawą bitwę potrafi opisać w tak okropnie nudny sposób… – westchnęła, na słowa Jane skręcając w jedną z bocznych alejek, całkiem zadowolona, że po drodze będą mogły zaopatrzyć się w czekoladowe żaby. I wszystko, co tylko wpadnie Brennie w ręce. Jak na to, ile słodyczy jadła, pozostawała zdumiewająco wręcz koścista i sprawna fizycznie. – W takim razie zielarka. Słyszałaś te opowieści, że podobno podczas każdej pełni księżyca tańczy nago wokół ogniska za wioską? Jakie to bezdennie głupie. Myślałam, że tylko mugole plotą takie idiotyzmy, ale najwyraźniej Puchoni też mają bogatą wyobraźnię. No bo wiesz, przy każdej pełni? Czyli co, zimą też?
Tańce nago wokół ogniska jeszcze zdaniem Brenny uszłyby w czerwcu, lipcu i sierpniu. Absolutnie ostatecznie we wrześniu. Ale podczas takiej pełni księżyca styczniowej? Przy szkockiej pogodzie?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.