- Moglibyśmy to przetestować w jakichś dogodnych warunkach. Ty byś testował, ja bym była zamknięta obok, i reagowała. - Była w stanie zrobić to dla swojego brata, szczególnie, że miała świadomość iż czasem każdy potrzebuje się odciąć, a alkohol często był najprostszą drogą. Nie działało to już na niego, ale coś innego na pewno powinno to zastąpić. Miała świadomość, że rozpijanie wampira, może być niekoniecznie dobrym pomysłem, bo przecież mogło się obudzić w nim zwierzę, a wtedy cóż, musieliby na niego uważać, żeby przypadkiem kogoś nie capnął. Nie było to takie proste rozwiązanie, chociaż Ger chętnie by to dla niego zrobiła, gdyby tylko mogła, to uchyliłaby dla brata nieba.
- Nie wiem z czego wynika jego podejście do ciebie Ast. Wiesz, że ja jestem bardzo otwarta, od zawsze, nie mam problemu, żeby się dogadać z każdym. Thoran miał inne poglądy, był w Slytherinie, pewnie się napatrzył na tych idiotów. - Chyba zapomniała o tym, że Astaroth również trafił do domu węża. Najwyraźniej bardzo chciała wybielić brata bliźniaka. Geraldine w każdym szukała tego, co najlepsze, mimo, że sama w stosunku do siebie była bardzo wymagająca. Miała twardą dupę, bo serce było miękkie - niestety.
- Weź nawet o tym nie myśl. Znaczy wydaje mi się, że powinieneś sobie poradzić ze starym, nie jest już jakiś super szybki, ale mogłoby się to bardzo źle skończyć. - Ktoś mógłby umrzeć, ktoś z jej bliskich, a tego zdecydowanie wolałaby uniknąć. Naprawdę dobrze się stało, że zamieszkali razem. Ast mógł odetchnąć w jej domu, zdecydowanie nie patrzyła mu na ręce tak, jak rodzice. Nie miała zamiaru się wtrącać, a pomagać jedynie, kiedy będzie tego potrzebował.
- Z mamą? Ona mnie nie znosi, jestem jej znienawidzonym dzieckiem i największą porażką rodzicielstwa, o czym nie przestaje mi powtarzać. - Była rozczarowaniem Jennifer, miała wobec niej ogromne nadzieje, które bardzo szybko opadły. Okazało się bowiem, że Gerry jest kopią swojego ojca i nie zamierzała w żaden sposób dostosowywać się do tego, czego wymagała od niej matka. - Ojca musielibyśmy siłą zaciągnąć do lecznicy, nie widzę innej opcji. - Wolała nawet o tym nie myśleć, miała wrażenie, że tam Gerard mógłby ochujeć już do końca. Zdecydowanie nie tego dla niego chciała. - To tylko koń, Thoran kupi sobie nowego, stać nas na to. - Jedno martwe zwierzę było żadną stratą przy stanie zdrowia ojca. Nie chciała go stracić, nie teraz, nie była gotowa na coś takiego. Miał żyć jeszcze wiele lat, wydawało jej się, że pobyt w lecznicy mógłby zgasić w nim życie.
Udało się im dotrzeć do gabinetu ojca, Astaroth zorganizował dwie pierwsze butelki, otworzył je nawet, przejęła więc jedną z nich. Uniosła ją w górę w imię toastu, a później upiła z niej spory łyk. - Nie wiem kurwa, skąd on to bierze. - Dodała jeszcze, bo czuła praktycznie sam alkohol. - Za lepsze czasy braciszku. - Cóż, ona w przeciwieństwie do niego czuła ciepło, które rozchodziło się w jej żyłach, czuła też lekki szum w głowie. Jeszcze trochę i powinna się położyć. - Będziesz miał coś przeciwko, jeśli zostaniemy tutaj na noc? - Wolała się upewnić, że mu to nie przeszkadza, bo czuła, że oczy zaczynają jej się kleić.