Och, bo Geraldine ciągle pakowała się w kłopoty, przeczucie Basiliusa było bardzo słuszne, prędzej czy później zjawi się u jego progu, poobijana mniej lub bardziej, potrzebująca pomocy. Oczywiście wtedy, kiedy Florence nie będzie dostępna, czuła, że dobrze zrobiła, że na niego dzisiaj trafiła, że wyciągnęła go z tych pirackich łapek, nigdy nie wiadomo, kiedy przyda się pomoc awaryjnego medyka, dobrze mieć zawsze kogoś w zanadrzu.
Nie miała pojęcia, na ile może mu zaufać, czy będzie zadawał pytania, Bulstrode z czasem przestała, po prostu wolała nie wiedzieć, tylko robiła swoje - co było całkiem wygodne, nie musiała przynajmniej wymyślać kolejnych bajek o tym, co się jej przydarzyło, kiedy nie mogła dzielić się prawdą. Geraldine w końcu była oficjalnie myśliwą, mniej oficjalnie również kłusowniczką, o czym wolała, żeby wiedziało, jak najmniej osób.
- Myślisz, że ci uwierzę? - Uśmiechnęła się jeszcze do niego upijając kolejny łyk rumu. Nie ufała mu wcale, wiedziała, że Prewettowie mają tendencję do hazardu, skoro nosił karty przy sobie, to nie bez powodu, musiał grywać stosunkowo często, nie przeszkadzało jej to. Zwycięstwo będzie lepiej smakowało, jeśli pokona doświadczonego zawodnika.
Uśmiechnął się do tych kart, miło się patrzyło, gdy spoglądał na nie z taką czułością, niemalże tak, jak ona na swoje sztylety. Każdy miał jakieś swoje ulubione przedmioty, które znaczyły dla niego więcej, nawet jeśli dla innych był raczej pierdołami, bez których można było się obejść.
- Pewnie niedługo będziesz mógł dostać kolejną talię z gatunkami, które wyginęły. - Mało kto interesował się tym, żeby dbać o zwierzęta. Może i sama polowała, jednak powinno się również zadbać o te gatunki, których sytuacja była zagrożona, szkoda by było stracić to, co żyło na tym świecie tyle lat. Ludzie jednak mieli to zazwyczaj gdzieś.
Nie do końca była zadowolona z kart, jakie miała w ręce, przez chwilę, Basilius mógł dostrzec grymas na jej twarzy, bo zapomniała o tym, że ma przed sobą doświadczonego zawodnika. Sięgnęła po kolejne karty.