05.05.2024, 21:11 ✶
Patrick podniósł wzrok na majstrującą przy twarzy Alanny Brennę. Czuł się dziwnie, jakby odzierał obie kobiety z resztek prywatności. Na ścianie wciąż wisiał obraz Florence i nagle zaczęło się Stewardowi wydawać, że patrzyła na całą ich trójkę oceniająco. Podniósł rękę i dotknął palcami nasady nosa. Rozmasowywał go akurat, gdy Alanna skrzywiła się z bólu. Zmarszczył brwi, mimowolnie próbując w twarzy tej rudowłosej kobiety dostrzec inną, nieco starszą twarz dziewczyny o blond włosach.
A gdyby to naprawdę było możliwe? Poczuł dreszcz, mimowolnie starając się odegnać od siebie napierające na umysł myśli. Ale te nie znikały. A gdyby naprawdę Alanna była Clare? Czy mógłby ją wtedy rozpoznać? Czy uwierzyłby w jakiekolwiek opowieści o ich związku, które by mu przekazała Carrow? Czy potrafiłby uwierzyć?
I wtedy uderzyła w niego ogłuszająca świadomość, że przecież całkiem niedawno sam doszukiwał się podobieństwa między obydwiema. Bo może tak bardzo nie potrafił pożegnać się ze zmarłą, że naprawdę zaczął dostrzegać prawidłowości, których nigdy nie było? Po prostu chciał je zobaczyć, bo zamiast skupić się na tym, co miał z przodu, wiecznie odwracał głowę do tyłu.
Przecież znał Alannę Carrow już wcześniej. Przez lata widywał ją na korytarzu Ministerstwa Magii, ale zwrócił na nią uwagę dopiero później, dopiero wtedy, gdy dostrzegł ją na cmentarzu podczas święta Ostary. Pozostawiony na grobie kwiat, był jak namacalny dowód chcianej obecności. Tak samo foczka na jej szyi, którą dostrzegł kilka minut po tym jak walczył o życie. To wszystko się tak pięknie składało aż spłonęło jej mieszkanie i być może ona również spłonęła.
Uśmiechnął się kwaśno, nagle poruszony tą nieprzyjemną myślą. O pożarze dowiedział się przecież dopiero następnego dnia i… poczucie niewłaściwości uderzyło w jego żołądek. Podniósł głowę, by znowu popatrzeć na Alannę i na Brennę, ale obydwu już nie było. Poszły kupić ubrania?
Odepchnął się od ściany i ruszył ku drzwiom wyjściowym, chcąc je jeszcze dogonić. Dogonić i powiedzieć Carrow, że… ale gdy wypadł na korytarz ten był pusty. Patrick słyszał tylko dźwięk kapiącej wody w kranie. Odwrócił się, gdy kątem oka dostrzegł jakiś cień.
- Florence? – zapytał zaskoczony i niemal w tym samym momencie ocknął się w łóżku.
Świtało już a w wynajętej kawalerce poza nim, nie było nikogo. Wstał i sięgnął po szkicownik, by dać upust kłębiącym się myślom.
A gdyby to naprawdę było możliwe? Poczuł dreszcz, mimowolnie starając się odegnać od siebie napierające na umysł myśli. Ale te nie znikały. A gdyby naprawdę Alanna była Clare? Czy mógłby ją wtedy rozpoznać? Czy uwierzyłby w jakiekolwiek opowieści o ich związku, które by mu przekazała Carrow? Czy potrafiłby uwierzyć?
I wtedy uderzyła w niego ogłuszająca świadomość, że przecież całkiem niedawno sam doszukiwał się podobieństwa między obydwiema. Bo może tak bardzo nie potrafił pożegnać się ze zmarłą, że naprawdę zaczął dostrzegać prawidłowości, których nigdy nie było? Po prostu chciał je zobaczyć, bo zamiast skupić się na tym, co miał z przodu, wiecznie odwracał głowę do tyłu.
Przecież znał Alannę Carrow już wcześniej. Przez lata widywał ją na korytarzu Ministerstwa Magii, ale zwrócił na nią uwagę dopiero później, dopiero wtedy, gdy dostrzegł ją na cmentarzu podczas święta Ostary. Pozostawiony na grobie kwiat, był jak namacalny dowód chcianej obecności. Tak samo foczka na jej szyi, którą dostrzegł kilka minut po tym jak walczył o życie. To wszystko się tak pięknie składało aż spłonęło jej mieszkanie i być może ona również spłonęła.
Uśmiechnął się kwaśno, nagle poruszony tą nieprzyjemną myślą. O pożarze dowiedział się przecież dopiero następnego dnia i… poczucie niewłaściwości uderzyło w jego żołądek. Podniósł głowę, by znowu popatrzeć na Alannę i na Brennę, ale obydwu już nie było. Poszły kupić ubrania?
Odepchnął się od ściany i ruszył ku drzwiom wyjściowym, chcąc je jeszcze dogonić. Dogonić i powiedzieć Carrow, że… ale gdy wypadł na korytarz ten był pusty. Patrick słyszał tylko dźwięk kapiącej wody w kranie. Odwrócił się, gdy kątem oka dostrzegł jakiś cień.
- Florence? – zapytał zaskoczony i niemal w tym samym momencie ocknął się w łóżku.
Świtało już a w wynajętej kawalerce poza nim, nie było nikogo. Wstał i sięgnął po szkicownik, by dać upust kłębiącym się myślom.
Koniec sesji