Kolos padł. Czyli to prawda. Dawid pokonał Goliata. A może raczej dwóch Dawidów? Nie miało to teraz znaczenia. Zwyciężyli. Wygrali. Dokonali tego po wielu trudach i przeciwnościach losu.
Pojawiał się tylko jeden problem - przeniesienie Hadesa. To zadanie wymagało równie dużo gracji i wysiłku, co pokonanie go. Jebany był tak nabity mięśniami, zdenerwowaniem i niewiadomo czym, że równie dobrze mogliby go po prostu zawinąć w dywan, co by im tu przypadkiem nie zmarzł jak tak sobie leżał i odpoczywał.
Mijały kolejne sekundy, a do Borgina dochodziło, że żyją i że to koniec.
Stanley również spojrzał na Rosie, a w międzyczasie przetarł czoło ze zmęczenia. To był naprawdę męczący pojedynek.
- Nie. Na całe szczęście nie, chociaż było blisko... - pokręcił głową. W życiu nie sądził, że interwencja w Ataraxii może się zakończyć w ten sposób. Tego chyba nikt się nie spodziewał - To była najbardziej pojebana interakcja rodzinna jaką przeżyłem odkąd żyje na tej ziemii... - przyznał. Takich imprez to nawet w Teksasie by nie pogardzili. Zawody w to, który osoba ujarzmi byka? Brzmi jak coś co uwielbiają Teksańczycy! A pomyśleć, że oni byli tylko Anglikami.
- Masz mój głos. To brzmi jak idealny plan. Persephonę trzeba ostrzeć, że... - przeniósł wzrok na chwilę na ich śpiącą "królewnę" a może bardziej trolla górskiego? - Hades ma z nią do pogadania i może nie być to najłagodniejsza rozmowa na świecie. Mimo wszystko nie wiązałbym go. Nie ma co go rozsierdzać. Zaraz go przeniesiemy zaklęciem na kanapę, przykryjemy - wzruszył ramionami - Rano albo w nocy powinien się obudzić. Wszystko co mogliśmy zrobić to zrobiliśmy - zapewnił, powracając spojrzeniem do Rosie. Już chciał w zasadzie zadbać o zagospodarowanie Hadesa ale zaskoczyła go reakcja McKinnon.
Przez krótką chwilę nie bardzo był pewien jak powinien zareagować. Zapewne młody Stanley to by właśnie popłakał się ze szczęścia, a następnie napisał list do Alexa, że ten "tempy chuj przegrał, a Stan wygrał". Na całe szczęście był to starszy Stanley, więc po prostu położył dłoń na jej plecach i przejechał kilkukrotnie, aby ją uspokoić - Nie masz za co dziękować... - zapewnił, chociaż chciał coś jeszcze powiedzieć, jednak zostawił to dla siebie. Tak długo jak będę mógł coś zrobić, tak długo nic Ci się nie stanie... przewinęło się w myślach, ponieważ Rosie miała gdzieś tam szczególne miejsce w życiu Stanleya i na pewno wpłynęła za młodu na to jak kształtował się jego światopogląd.
Borgin musiał jednak trochę odsapnąć na swojej kanapie. Uprzednio jednak pomógł Ambrosii rozprawić się z Hadesem, a raczej po prostu przenieść go na jej kanapę. Może i jej brat był durnym tłukiem ale nadal był częścią ich rodziny - należała mu się chociaż odrobina wygody po tym wszystkim. Coś w rodzaju nagrody?
Kiedy tylko się uwinęli, Stanley pożegnał się ładnie i zawinął wrotki do Głębiny. Do swojej pieczary. W końcu będzie mógł napić się drinka i oddać się jakiejś intelektualnej rozrywce takiej jak krzyżówki. U człowiek na "M"? A no tak - miednica.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972