Słysząc odpowiedź Stanleya, że nie potrzebował niczego wyciągnąć od złodzieja, przetrzymywanego tutaj, w tej magazynowej piwnicy, Nicholas uniósł brew ku górze, w nie małym zdziwieniu. ”Ściągnął mnie tylko po co, abym go zabił, zamiast zrobić to samodzielnie?” – pomyślał. Zaraz jednak spoważniał, upijając kolejny łyk alkoholu. Delektował się napojem, przenosząc po chwili wzrok na unieruchomioną ofiarę, siedzącą na krześle.
- Zadawanie zbędnych pytań, to strata czasu.Odniósł się do propozycji z pytaniami. Jeżeli nie było nic, co by interesowało Borgina, aby wyciągnąć z tego człowieka, to lepiej pozbyć się go od razu. Wszedł na niebezpieczny teren. Okradł kogoś, dla którego jakaś butelka z kolorowym trunkiem wysoko procentował była całym życiem. Dla Nicholasa brzmiało to wręcz zabawnie, ale nie okazał tego po sobie. Pytanie o śniadanie to też nie uważał aby było czymś ważnym. A może dla Stanleya było? Co innego wypytywanie o sprawy Nocturnu.
Mimo wszystko, Travers wysłuchał tak zwanego oświadczenia, czego ten człowiek dokonał. Spokojnie podchodząc do sprawy. Nie czuł w sobie żadnych wyrzutów sumienia, z powodu odbierania komuś życia. Nie robił tego pierwszy raz. A praca w Komnacie śmierci, współpraca z Koronerami, również dużo podsuwała pomysłów. Nie trzeba było ”brudzić” swojej różdżki zaklęciami tortur. Ale przydatne, żeby sobie je podszlifować. Mieć na kim.
- Nie chcesz go trzymać jako pokarm dla Sauriela?Dopytał z ciekawości. Zanim przejdzie do czegokolwiek. Jakichkolwiek działań. Rozumiał, że dostał od kuzyna pełną swobodę w działaniu. Mógł zrobić z nim dosłownie co chciał. Ale też dopytał, czy nie chcieli tej istoty trzymać jeszcze przy życiu, jako posiłek dla wampira. Ich wspólnego znajomego.
Nicholas podszedł do ofiary i zdjął mu ten worek z głowy, aby przyjrzeć lepiej jego stanu fizycznego. Kucnął przed nim, niecały metr i przyglądał twarzy. Wzrokiem przeszedł na klatkę piersiową. Jakby chciał spojrzeniem zimnych oczu mordercy przebić się przez ubranie i klatkę piersiową, aby zobaczyć jego wnętrzności.
- Mógłby się może nadać na eksperymenty.Zastanowił się, mówiąc na głos. Eksperymentowanie nekromancji byłoby może dobrym rozwiązaniem. Zabić go i ożywić. Albo spróbować wykorzystać jego energię życiową do ożywienia kogoś innego. Przetestować. Wstał i wrócił do Stanleya. Upił łyk kolejny i odstawił szklankę, z niedopitym jeszcze alkoholem. Ubrał na swoje dłonie czarne rękawice i wrócił do ofiary. Złapał za włosy i uniósł jego głowę, aby przy świetle tutejszym lepiej mu się twarzy przyjrzeć.