06.05.2024, 13:08 ✶
Myliła się, ale tylko trochę, bo rzeczywiście Sam miał wielki problem w kontaktach międzyludzkich. Wolał towarzystwo roślin i zwierząt, bardzo wolno przychodziło mu oswajanie się z faktem, że ktoś realnie odpowiadał mu słowami na pytania. Albo z tym, że czasem jego wewnętrzne monologi były jednak mówione, a nie tylko myślane i ludzie dziwnie na nie potrafili reagować. Ale tego nie było widać na pierwszy rzut oka, zwłaszcza że po ponad miesiącu doliniarze zdążyli nieco przywyknąć do patykowatego blondasa, który miał siłę czterech mężczyzn ukrytą nie wiadomo gdzie.
Jej żywą reakcję, jej uścisk i miłe słowa przyjął z zaskoczeniem, ale nie potrzebował wiele, by oddać ów czułostkę, objąć ją również i przycisnąć do siebie, jakby była pięknym pniem dorodnej srebrnolistej lipy. Wielokrotnie przyrównywał ludzi do różnych gatunków zwierząt by poczuć się nieco lepiej w ich obecności, Rose jednak będąca dziedziczką Kniei i będąca w przyszłości jednym z drzew z samego prawa płynącej w jej żyłach krwi, była wyjątkiem. Była już drzewem, częścią lasu, która mogła się przemieszczać i koić go w nerwach i strachu. Nieświadoma mocy posiadanej nad prostym zagubionym chłopcem, który tylko z pozoru był już dorosłym mężczyzną, obdarzała go teraz swoją atencją przynosząc podarek cenniejszy niż fałszywe obietnice. Siebie.
– Raczej dobrych nalewek... Wiesz, byłem na Beltane, ale poszedłem zanim to się wszystko na dobre rozhulało. Po drodze spotkałem starego przyjaciela z butelką najlepszej orzechówki jaką kiedykolwiek miałem okazję próbować i tak od słowa do słowa spędziliśmy noc razem, a gdyśmy się przebudzili to już wszystkich ewakuowali. Tak pewnie nikt nie dotarłby do mego domu przed upiorami, jak tylko wiedziałem, że czeka moje zwierzęta zagłada z rąk tych straszliwych istot, pognałem w dzicz i zabrałem swój dobytek tu o... – kiwnął czupryną na wnętrze baru, nie wnikając w fakt, że spał w stodole. – Ale powiedz lepiej jak wy to znosicie? Powiedz mi czy drzewa cierpią, czy Ty cierpisz razem z nimi? – Dla niego była już drzewem, ujął więc łagodnie jej dłonie, gdy usiedli razem na ławie i gładził je tak, jakby pieścił małe, zmrożone przymrozkiem gałązki obsypane zielonymi pąkami, z troską zarezerwowaną tylko dla nielicznych. – Czy mogę Ci jakkolwiek pomóc...? – dodał ciszej, bo choć konsekwentnie nie zaangażował się w akcje poszukiwawczą ludzi, tu nie chodziło o pomoc ludziom a o pomoc ukochanej Puszczy, której Rose była przedłużeniem.
Jej żywą reakcję, jej uścisk i miłe słowa przyjął z zaskoczeniem, ale nie potrzebował wiele, by oddać ów czułostkę, objąć ją również i przycisnąć do siebie, jakby była pięknym pniem dorodnej srebrnolistej lipy. Wielokrotnie przyrównywał ludzi do różnych gatunków zwierząt by poczuć się nieco lepiej w ich obecności, Rose jednak będąca dziedziczką Kniei i będąca w przyszłości jednym z drzew z samego prawa płynącej w jej żyłach krwi, była wyjątkiem. Była już drzewem, częścią lasu, która mogła się przemieszczać i koić go w nerwach i strachu. Nieświadoma mocy posiadanej nad prostym zagubionym chłopcem, który tylko z pozoru był już dorosłym mężczyzną, obdarzała go teraz swoją atencją przynosząc podarek cenniejszy niż fałszywe obietnice. Siebie.
– Raczej dobrych nalewek... Wiesz, byłem na Beltane, ale poszedłem zanim to się wszystko na dobre rozhulało. Po drodze spotkałem starego przyjaciela z butelką najlepszej orzechówki jaką kiedykolwiek miałem okazję próbować i tak od słowa do słowa spędziliśmy noc razem, a gdyśmy się przebudzili to już wszystkich ewakuowali. Tak pewnie nikt nie dotarłby do mego domu przed upiorami, jak tylko wiedziałem, że czeka moje zwierzęta zagłada z rąk tych straszliwych istot, pognałem w dzicz i zabrałem swój dobytek tu o... – kiwnął czupryną na wnętrze baru, nie wnikając w fakt, że spał w stodole. – Ale powiedz lepiej jak wy to znosicie? Powiedz mi czy drzewa cierpią, czy Ty cierpisz razem z nimi? – Dla niego była już drzewem, ujął więc łagodnie jej dłonie, gdy usiedli razem na ławie i gładził je tak, jakby pieścił małe, zmrożone przymrozkiem gałązki obsypane zielonymi pąkami, z troską zarezerwowaną tylko dla nielicznych. – Czy mogę Ci jakkolwiek pomóc...? – dodał ciszej, bo choć konsekwentnie nie zaangażował się w akcje poszukiwawczą ludzi, tu nie chodziło o pomoc ludziom a o pomoc ukochanej Puszczy, której Rose była przedłużeniem.