06.05.2024, 13:16 ✶
Charles naprawdę się starał, by pokazać swoją przydatność Mulciberom i tego ranka nie było inaczej, gdy zebrał się z łóżka może nie o świcie, ale niedługo później. Londyn wciąż był ekscytujący i kolejne dni przynosiły nowe doświadczenia, nie wszystkie dobre, ale w większości dość wyczerpujące, by paść wieczorem i bez problemu wstać kolejnego dnia. Zmęczenie nie sprzyjało nocnym wędrówkom po mieście. Tak było też poprzedniego dnia, gdy Charlie miał dość zajęć, by bez pomocy kadzidełek czy eliksirów zapaść w sen niedługo po przyłożeniu głowy do poduszki.
Poranna toaleta, wybór ubrań i reszta przygotowań przed śniadaniem przebiegła bez przeszkód i już po chwili Charlie mógł udać się do jadalni. Zdążył polubić te rodzinne spotkania około ósmej, gdy członkowie rodziny przygotowywali się do dnia. Dorastał w niewielkim gronie, złożonym tylko z ojca, niańki i rodzeństwa, więc duża rodzina była czymś nowym, czymś ekscytującym, nawet jeśli wciąż nie mógł przywyknąć do oschłości Anglików.
- Dzień dobry, ciociu Lorien. - Przywitał się lekko z Lorien, gdy ta stanęła mu na drodze do jadalni. Nie umknęło mu, że kobieta zatrzymała się akurat pod gabinetem wuja, ale wolał w to nie wnikać. Zresztą, zaraz ruszyła dalej. Nie było tu niczego, nad czym trzeba się zastanawiać. - Jak się ciocia czuje? Jakieś ciekawe plany na dzisiaj? - Zagadnął do kobiety tylko po to, by zacząć niezobowiązującą rozmowę. Wciąż był nieco senny i nie sądził, by ten stan zmienił się przed pierwszą kawą. Pozostało mu przetrzeć załzawione oko i ukryć usta przy ziewnięciu.
Poranna toaleta, wybór ubrań i reszta przygotowań przed śniadaniem przebiegła bez przeszkód i już po chwili Charlie mógł udać się do jadalni. Zdążył polubić te rodzinne spotkania około ósmej, gdy członkowie rodziny przygotowywali się do dnia. Dorastał w niewielkim gronie, złożonym tylko z ojca, niańki i rodzeństwa, więc duża rodzina była czymś nowym, czymś ekscytującym, nawet jeśli wciąż nie mógł przywyknąć do oschłości Anglików.
- Dzień dobry, ciociu Lorien. - Przywitał się lekko z Lorien, gdy ta stanęła mu na drodze do jadalni. Nie umknęło mu, że kobieta zatrzymała się akurat pod gabinetem wuja, ale wolał w to nie wnikać. Zresztą, zaraz ruszyła dalej. Nie było tu niczego, nad czym trzeba się zastanawiać. - Jak się ciocia czuje? Jakieś ciekawe plany na dzisiaj? - Zagadnął do kobiety tylko po to, by zacząć niezobowiązującą rozmowę. Wciąż był nieco senny i nie sądził, by ten stan zmienił się przed pierwszą kawą. Pozostało mu przetrzeć załzawione oko i ukryć usta przy ziewnięciu.