06.05.2024, 13:34 ✶
Charles śledził spojrzeniem twarz ojca. Chciał zobaczyć każdy spazm kącików ust i zrozumieć, czy to przypadkowy grymas, czy też widmo uśmiechu. Obserwował zmarszczkę, która pojawiała się i niknęła między brwiami, jak i drobną siateczkę kurzych łapek przy oczach. Nie widzieli się przez parę tygodni i Charlie zdążył stęsknić się za ojcem, ale nie planował zapomnieć tych subtelnych znaków, które mogły oznaczać wiele. Charlesowi trudno było przestać myśleć o tym, jak ojciec musiał być nim rozczarowany. Starał się przecież pójść w jego ślady, uczył się na aurora i chociaż miał zdolności, to predyspozycje fizyczne kazały mu odpuścić. I chociaż nigdy nie usłyszał od ojca złego słowa w tym temacie, wiedział, że musi starać się o wiele bardziej, by pokazać, że jest godny bycia nazywanym jego synem i Mulciberem.
Cierpliwie czekał na odpowiedź ojca, choć to, jak tamten zaciągał się papierosem, trwało małą wieczność.
- Dlaczego nie tutaj? - Zadziwił się wyraźnie. - W kamienicy nie ma dość miejsca? Mogę zaaranżować poddasze, jeśli wuj Robert się zgodzi. - Podkreślił od razu. Tutaj, w Londynie, to Robert wydawał się liczyć najbardziej. - Ja... porozmawiam z wujem, kiedy ten znajdzie dla mnie chwilę. Powiedz, ojcze... na co powinienem zwrócić uwagę rozmawiając z wujem? - Podpytał niewinnie. - Ledwie go znam. Nie chciałbym go urazić albo wyjść na lekkomyślnego.
Cierpliwie czekał na odpowiedź ojca, choć to, jak tamten zaciągał się papierosem, trwało małą wieczność.
- Dlaczego nie tutaj? - Zadziwił się wyraźnie. - W kamienicy nie ma dość miejsca? Mogę zaaranżować poddasze, jeśli wuj Robert się zgodzi. - Podkreślił od razu. Tutaj, w Londynie, to Robert wydawał się liczyć najbardziej. - Ja... porozmawiam z wujem, kiedy ten znajdzie dla mnie chwilę. Powiedz, ojcze... na co powinienem zwrócić uwagę rozmawiając z wujem? - Podpytał niewinnie. - Ledwie go znam. Nie chciałbym go urazić albo wyjść na lekkomyślnego.