28/05
Od tragicznych wydarzeń, do których doszło na Beltane minęło już kilka dobrych tygodni. Społeczeństwo zaczęło się powoli uspokajać i wracać do dobrze im znanej codzienności. W ministerstwie działało to nieco inaczej, ale z czasem i tutaj rzeczy zdawały się normować, przynajmniej w teorii. W biurze aurorów napięcie i stres wciąż wypełniały powietrze. Śledztwo względem ataków przyniosło do tej pory więcej pytań niż odpowiedzi, a zaraz za nimi pojawiły się podejrzenia, których nie wypowiadano na głos. Udzieliło się to nawet Orionowi, który wbrew logice i swoim zasadom zaczął patrzeć na swoich znajomych mniej ufnie. Ograniczył kontakty prywatne do minimum, a w pracy kontaktował się głównie z przełożonymi i osobami, co do których nie miał wątpliwości. Znajdowała się wśród nich Brenna, chociaż nawet z nią rozmawiał raptem kilka razy. Bo co jeśli?
Najbardziej obwiniał jednak siebie. W momencie, gdy inni bili się z oprawcami, on pomagał w ewakuacji cywilów. Było to zdecydowanie istotne i ważne zadanie, ale w tej chwili nie trafiały do niego tego typu argumenty. Głównie ze względu na Atreusa, który wyszedł z tego wszystkiego ledwo żywy. Obwiniał się o to, że nie było go przy bracie, gdy ten potrzebował go najbardziej. Trochę podobnie miał z Hester Wood, którą miał okazję poznać w trakcie Beltane. Nie łączyło ich zbyt wiele, a ich relacja ograniczała się do wspólnego patrolu, ale i tak brał na siebie to, że skończyła mocno pokiereszowana. Zwłaszcza że tego dnia był jej partnerem. Postępował zgodnie z poleceniami, ale w tej sytuacji było to stanowczo za mało.
W całej tej sprawie nie miał nic za uszami, ale i tak stresowała go wizja złożenia oficjalnego raportu, od którego nie miał jednak zamiaru uciekać. Jeśli czekały go jakiekolwiek konsekwencje, z pewnością na to zasłużył.
Wchodząc do biura przełożonej, czuł mieszankę ulgi i stanu przedzawałowego.
— Wydarzenie zaczęło się całkowicie normalnie. Spotkaliśmy się, żeby ustalić plan działania i podzielić się na pary. Ja patrolowałem z Hester Wood — zaczął, formułując w głowie kolejne zdania, chcąc przedstawić wszystko w jak najbardziej klarowny sposób. — Pilnowaliśmy porządku, kilka razy interweniowaliśmy. Nie były to nic wielkiego, kilka mniejszych problemów, z którymi łatwo sobie poradziliśmy. Muszę tutaj zaznaczyć, że panna Wood pokazała się z bardzo dobrej strony. Była pełna profesjonalizmu, a jej zdolności magiczne są nienaganne — mówił dalej, chcąc zaznaczyć tutaj mocne strony młodej czarownicy. Zdecydowanie na to zasłużyła.
— Sytuacja skomplikowała się, gdy pojawiły się światła, a ludzie zaczęli panikować. Niedługo po tym pojawili się napastnicy, którzy jedynie wzmogli wszechobecny chaos. Widząc rosnące zagrożenie, bezzwłocznie zająłem się ewakuowaniem ludności cywilnej, nie chcąc narażać ich życia. Sytuacja była napięta i trudna. Przez moją nieuwagę straciłem kontakt z panną Wood, nie jestem w stanie określić jej dalszych kroków — mówił dalej, a zarówno z jego głosu jak i twarzy dało się wyczytać wyrzuty sumienia. Tyle dobrego, że przeżyła, bo jej śmierci raczej by sobie nie wybaczył. — Gdy większość cywilów opuściła teren, wróciłem na miejsce walk. Zajęło to jednak na tyle dużo czasu, że ominęła mnie większość wydarzeń. Napastnicy uciekli, a mi zostało pomóc przy transporcie rannych — dokończył, zerkając na szefową. Próbował wyczytać z jej twarzy jakąkolwiek reakcję, ale był na tyle rozproszony, że po prostu nie był w stanie. Na tym zakończył się jego raport. Cieszyło go, że mógł to z siebie zrzucić, ale ostatecznie wcale nie czuł się teraz lepiej.
Rzut 1d100 - 99