06.05.2024, 21:07 ✶
Dogodne warunki oraz zamknięcie raczej nie brzmiało za dobrze, kiedy występowało w parze. Machnąłem jedynie ręką na to, bo aktualnie próbowałem opanować siebie... Kiedy będę pewny, że w normalnych warunkach jestem w stanie się powstrzymać i nie zrobić komuś krzywdy, bo nagle zaszumi mi w głowie obsesja na punkcie krwi, to może chętnie pobawię się w eksperymenty małe i duże, mogłem być wtedy nawet zamknięty w klatce niczym dzikie zwierzę, ale na ten czas... Godziłem się ze swoim żywotem, a właściwie jego brakiem. Wiązało się to z wyrzeczeniami, ale tak miało być lepiej.
- No dzięki ci bardzo, Pani Zadufana W Sobie Gryfonko! Skoro Ślizgoni to idioci, adekwatnie Gryfoni - dupki - podsumowałem, ale nie zamierzałem się z nią wykłócać o to, który dom był najlepszy i najfajniejszy, bo tego typu dyskusje były dobre w szkole, a po niej to już jakoś zakrawało o żart. Szczególnie, że jakoś nie czułem zanadto wielkich różnic między mną a Geraldine, a moja najlepsza przyjaciółka była Puchonką, a w Stanach Zjednoczonych to już w ogóle mieli inną bajkę z podziałami. - Chyba że to ta rozłąka z tobą w szkole zrobiła mu szlam z mózgu! - zauważyłem, bo jednak trafienie do innego domu niż jego bliźniaczkę mogło mu zryć psychikę. Kto tam go wiedział... Wolałem nie wchodzić zbyt głęboko w jego głowę. A ze stanowiskiem mamy i taty w tej sprawie, Geraldine miała rację. Mnie pewnie matka również już nie posłucha...
- To ostatecznie nic nie możemy z tym zrobić - zauważyłem, biorąc kolejny łyk. Spojrzałem na Geraldine, jak tam ją te procenty poniewierały, po czym wróciłem wzrokiem ponownie do swojej butelki. Pech albo zbawienie, że nie czułem tej mocy. I trochę marnotrawstwo, że wlewałem to w siebie, ale może dzięki temu, ze osuszę trochę zapasy ojca, jemu z kolei zrobi się lżej? - A na noc jak najbardziej możemy zostać. Ja i tak nie zmrużę oka w tym domu, ale przygotowałem na tę okazję kilka książek, więc... o mnie się nie martw! Ja sobie radę dam! - odparłem już nieco pogodniej. Wcześniej nie znosiłem czytać, potem szło mi to jak krew z nosa, ale odkąd dowiedziałem się kilku przydatnych rzeczy, to tak jakoś łatwiej było wracać do lektury, choć nie ukrywałem, że niektóre książki były napisane takim skomplikowanym językiem, że z chęcią wyssałbym autora za jej napisanie.
- Tak swoją drogą... Zaskoczyłaś mnie. Spisałabyś flagowego konia Thorana, miłość jego życia, na straty??? - zapytałem zaskoczony, kręcąc głową i uśmiechając się chytrze. Jeśli ojciec nie dokończył sprawy, to może skosztuję w następnej kolejności końskiej krwi...? - Zresztą... Może przełożymy picie na inny czas? Widzę, że jesteś zmęczona, a ja, cóż, teraz mógłbym tak siedzieć najbliższy tydzień - zauważyłem w pełni o tym przekonany. Robiłem sobie maratony nieprzespanych nocy z ciekawości, ale nie robiło mi to różnicy, czy spałem, czy nie spałem, ale z przyzwyczajenia zauważałem, że sen działał kojąco dla mojej psychiki, bo nie myślałem za dużo kiedy spałem. Wtedy, kiedy nie spałem, z kolei miałem na to zbyt wiele czasu.
- Chodź. Nie zgrywaj twardej... Będziesz miała na to wiele ciekawszych okazji - stwierdziłem, ponownie korkując butelkę. Odstawiłem ją na miejsce, jak gdyby nigdy nic. Żadnych myszy tu nie było, kiedy kot harcował poza domem. Zabrałem siostrze butelkę i postanowiłem ją stąd wygnać. Sio!
- No dzięki ci bardzo, Pani Zadufana W Sobie Gryfonko! Skoro Ślizgoni to idioci, adekwatnie Gryfoni - dupki - podsumowałem, ale nie zamierzałem się z nią wykłócać o to, który dom był najlepszy i najfajniejszy, bo tego typu dyskusje były dobre w szkole, a po niej to już jakoś zakrawało o żart. Szczególnie, że jakoś nie czułem zanadto wielkich różnic między mną a Geraldine, a moja najlepsza przyjaciółka była Puchonką, a w Stanach Zjednoczonych to już w ogóle mieli inną bajkę z podziałami. - Chyba że to ta rozłąka z tobą w szkole zrobiła mu szlam z mózgu! - zauważyłem, bo jednak trafienie do innego domu niż jego bliźniaczkę mogło mu zryć psychikę. Kto tam go wiedział... Wolałem nie wchodzić zbyt głęboko w jego głowę. A ze stanowiskiem mamy i taty w tej sprawie, Geraldine miała rację. Mnie pewnie matka również już nie posłucha...
- To ostatecznie nic nie możemy z tym zrobić - zauważyłem, biorąc kolejny łyk. Spojrzałem na Geraldine, jak tam ją te procenty poniewierały, po czym wróciłem wzrokiem ponownie do swojej butelki. Pech albo zbawienie, że nie czułem tej mocy. I trochę marnotrawstwo, że wlewałem to w siebie, ale może dzięki temu, ze osuszę trochę zapasy ojca, jemu z kolei zrobi się lżej? - A na noc jak najbardziej możemy zostać. Ja i tak nie zmrużę oka w tym domu, ale przygotowałem na tę okazję kilka książek, więc... o mnie się nie martw! Ja sobie radę dam! - odparłem już nieco pogodniej. Wcześniej nie znosiłem czytać, potem szło mi to jak krew z nosa, ale odkąd dowiedziałem się kilku przydatnych rzeczy, to tak jakoś łatwiej było wracać do lektury, choć nie ukrywałem, że niektóre książki były napisane takim skomplikowanym językiem, że z chęcią wyssałbym autora za jej napisanie.
- Tak swoją drogą... Zaskoczyłaś mnie. Spisałabyś flagowego konia Thorana, miłość jego życia, na straty??? - zapytałem zaskoczony, kręcąc głową i uśmiechając się chytrze. Jeśli ojciec nie dokończył sprawy, to może skosztuję w następnej kolejności końskiej krwi...? - Zresztą... Może przełożymy picie na inny czas? Widzę, że jesteś zmęczona, a ja, cóż, teraz mógłbym tak siedzieć najbliższy tydzień - zauważyłem w pełni o tym przekonany. Robiłem sobie maratony nieprzespanych nocy z ciekawości, ale nie robiło mi to różnicy, czy spałem, czy nie spałem, ale z przyzwyczajenia zauważałem, że sen działał kojąco dla mojej psychiki, bo nie myślałem za dużo kiedy spałem. Wtedy, kiedy nie spałem, z kolei miałem na to zbyt wiele czasu.
- Chodź. Nie zgrywaj twardej... Będziesz miała na to wiele ciekawszych okazji - stwierdziłem, ponownie korkując butelkę. Odstawiłem ją na miejsce, jak gdyby nigdy nic. Żadnych myszy tu nie było, kiedy kot harcował poza domem. Zabrałem siostrze butelkę i postanowiłem ją stąd wygnać. Sio!