Sen przyszedł do niej szybko. Wyjątkowo szybko, jak na te problemy, które miewała. Alkohol pewnie zrobił swoje, nie pierwszy raz się nim leczyła. Zawsze pomagał. Zasypiała dzięki niemu bez tych niepotrzebnych myśli, które nie dawały jej spokoju. Nie wypiła go tego wieczora szczególnie dużo, nie na tyle, żeby majaczyć.
Tym razem sen był jednak inny. W zasadzie nigdy nie można przewidzieć tego, co przyniesie noc, czy sny będą przyjemne, kojące, czy wręcz przeciwnie. Tej nocy chyba byłoby dla niej lepiej, gdyby nie zasnęła.
Geraldine miała wrażenie, że nie śpi, że leży na swoim łóżku i wpatruje się w sufit, właściwie może faktycznie nie spała? Trudno było jej to stwierdzić. Czy sny mogą w ogóle być takie prawdziwe?
Nie mogła się ruszyć w tym śnie, to uczucie było niepokojące, zresztą niepokój towarzyszył jej ciągle.
Nie była w stanie nic zrobić, zareagować. Musiała czekać, aż ten potwór się do niej zbliży, próbowała się wyrwać, próbowała wstać, jednak nie była w stanie się ruszyć, coś przykuło ją do tego łóżka.
Jakiś stwór wlazł na łóżko, nie miała pojęcia, co to jest, nie widziała kształtu, jaki przybrała kreatura. Przerażało ją to, że nie może się obronić, rzadko kiedy czuła strach i takie poczucie bezsilności, to było w tym wszystkim najgorsze, że nie mogła nic zrobić, zupełnie nic. Musiała czekać, aż dostanie to, czego chce.
Pochylił się nad nią wreszcie, dlaczego jego głos brzmiał, jak Thorana? Może rozmawiali o nim z Astarothem, ale dlaczego ta bestia brzmiała jak on?
Nie czekała długo, nie zdążyła się temu nawet za bardzo przyjrzeć, a poczuła, jak pazury wbijają jej się w klatkę piersiową, miała umrzeć. Nie sądziła, że zginie w ten sposób, że nie będzie w stanie zareagować, nie tak miało być. Wyrwał jej serce, nie było już niczego, tylko ciemność, ona ją pochłonęła. To miał być jej koniec.
Tylko, że wtedy się obudziła, to był tylko sen, tylko dlaczego taki rzeczywisty?
!obudźsięGeraldine