06.05.2024, 23:41 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.05.2024, 00:10 przez Sophie Mulciber.)
Mimo podłego nastroju, Sophie codziennie rano stawiała się grzecznie na śniadaniu. Nie mówiła wiele, a po jej mimice można było wywnioskować, że była BARDZO nieszczęśliwa! Ta cała afera z "Mulciber Moonshine", nie nastrajała jej pozytywnie. Czekała na moment, w którym w końcu będzie mogła zarejestrować firmę, zapłacić karę i przestać się obwiniać. Przez ostatnie dni miewała duże huśtawki nastrojów - od rozgoryczenia po wściekłość, smutek i apatię. Dawno nie była wesoła! Ah! Biedna Sophie! Jeszcze tylko kilka dni i wszystko wróci do normy!
Dzisiejszego ranka, dziewczyna postanowiła upiec ciasteczka cynamonowe z czekoladą. Musiała zająć czymś głowę, żeby nie myśleć w kółko o swoim biznesie. Wstała dwie godziny przed rozpoczęciem śniadania, i poszła do kuchni żeby zająć się pieczeniem. Od momentu kiedy skrzaty powiedziały wujowi Richardowi o domowej produkcji bimbru, Sophie całym sercem ich nienawidziła. Obrażała je, przesuwała nogą, a kiedy kręciły się zbyt blisko, krzyczała, że mają się odsunąć i przestać ją szpiegować. Głupie skrzaty! Nie mogła nawet w spokoju upiec ciastek, bo mimo wszystko starały się jej pomóc. Biedna Sophie. Od tego wszystkie bolała ją głowa!
-Przynieście tacę z ciasteczkami do jadalni, ale dopiero jak ja tam przyjdę.- Burkneła na odchodne, wychodząc z kuchni. Miała zamiar się przebrać, żeby ładnie się prezentować. Przecież nie może zjawić się na śniadaniu w byle jakiej sukience oraz fartuchu który zakładała kiedy piekła. Wróciła do pokoju, założyła na siebie błękitna sukienkę do kolan, która bardzo skrzętnie zakrywała wszystko, czym dziewczyna w jej wieku wolałaby się pochwalić. Nie to, że Sophie czegoś brakowało, ponieważ była kształtna i szczupła. Po prostu nie lubiła ubierać się wyzywająco.
Spięła włosy w niesforny kok, wyszła z pokoju i skierowała się do jadalni. Kiedy przechodziła obok gabinetu ojca, usłyszała dochodzące z pomieszczenia głosy. Jeszcze nie zszedł na śniadanie? Sophie nie chciała zostać sama z wujem Richardem, który na pewno ma ją za przegrywa. Ah, biedna Sophie! Postanowiła więc poprosić tatę, żeby poszedł razem z nią. Zapukała do gabinetu i złapała za klamkę, żeby wejść do środka. Wiedziała, że prawdopodobnie z kimś rozmawia, ale nie sądziła, że mogło to być coś ważnego. W końcu była ósma rano.
-Tatuś? Tato...?- Zaczęła, wchodząc do gabinetu i zamykając za sobą drzwi.-O, dzień dobry.- Spojrzała na obcego mężczyznę, a później na ojca. Zmieszała się lekko.- Tato, bo zaraz śniadanie, a ja upiekłam dla nas ciasteczka i nie chce iść tam sama.- Wyjaśniła szybko. Skoro już im przeszkodziła, to postanowiła podać powód najścia.
- Pan też zje z nami śniadanie?- Zapytała. Uznała, że tak wypada, skoro zbliżała się pora jedzenia. Tak, przeszkodziła w rozmowie, ale za żadne skarby nie chciała iść tam sama!
Dzisiejszego ranka, dziewczyna postanowiła upiec ciasteczka cynamonowe z czekoladą. Musiała zająć czymś głowę, żeby nie myśleć w kółko o swoim biznesie. Wstała dwie godziny przed rozpoczęciem śniadania, i poszła do kuchni żeby zająć się pieczeniem. Od momentu kiedy skrzaty powiedziały wujowi Richardowi o domowej produkcji bimbru, Sophie całym sercem ich nienawidziła. Obrażała je, przesuwała nogą, a kiedy kręciły się zbyt blisko, krzyczała, że mają się odsunąć i przestać ją szpiegować. Głupie skrzaty! Nie mogła nawet w spokoju upiec ciastek, bo mimo wszystko starały się jej pomóc. Biedna Sophie. Od tego wszystkie bolała ją głowa!
-Przynieście tacę z ciasteczkami do jadalni, ale dopiero jak ja tam przyjdę.- Burkneła na odchodne, wychodząc z kuchni. Miała zamiar się przebrać, żeby ładnie się prezentować. Przecież nie może zjawić się na śniadaniu w byle jakiej sukience oraz fartuchu który zakładała kiedy piekła. Wróciła do pokoju, założyła na siebie błękitna sukienkę do kolan, która bardzo skrzętnie zakrywała wszystko, czym dziewczyna w jej wieku wolałaby się pochwalić. Nie to, że Sophie czegoś brakowało, ponieważ była kształtna i szczupła. Po prostu nie lubiła ubierać się wyzywająco.
Spięła włosy w niesforny kok, wyszła z pokoju i skierowała się do jadalni. Kiedy przechodziła obok gabinetu ojca, usłyszała dochodzące z pomieszczenia głosy. Jeszcze nie zszedł na śniadanie? Sophie nie chciała zostać sama z wujem Richardem, który na pewno ma ją za przegrywa. Ah, biedna Sophie! Postanowiła więc poprosić tatę, żeby poszedł razem z nią. Zapukała do gabinetu i złapała za klamkę, żeby wejść do środka. Wiedziała, że prawdopodobnie z kimś rozmawia, ale nie sądziła, że mogło to być coś ważnego. W końcu była ósma rano.
-Tatuś? Tato...?- Zaczęła, wchodząc do gabinetu i zamykając za sobą drzwi.-O, dzień dobry.- Spojrzała na obcego mężczyznę, a później na ojca. Zmieszała się lekko.- Tato, bo zaraz śniadanie, a ja upiekłam dla nas ciasteczka i nie chce iść tam sama.- Wyjaśniła szybko. Skoro już im przeszkodziła, to postanowiła podać powód najścia.
- Pan też zje z nami śniadanie?- Zapytała. Uznała, że tak wypada, skoro zbliżała się pora jedzenia. Tak, przeszkodziła w rozmowie, ale za żadne skarby nie chciała iść tam sama!