23.12.2022, 04:43 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.01.2023, 03:11 przez Trevor Yaxley.)
Wymalowane na młodej twarzy tego młodzieńca oburzenie zdawało się bawić Trevora, jak i siedzącego przy stole nieznanego z imienia jegomościa. Nie pozostawiało złudzeń, że mieli do czynienia z gołowąsem. Niektórzy byli jeszcze za młodzi aby iść na wojnę. I zarazem dobrze, bo młodzież miała przed sobą całe życie. Twierdził tak, jako ktoś kto przeżył już jedną trzecią albo nawet połowę swojego życia. W zależności od perspektywy. Temu szczeniakowi mógł wydawać się stary. W pewnym wieku zaczynało się tęsknić za utraconą młodością.
— Słyszałem to już nie pierwszy raz — Zwrócił się do chłopaka z wywołanym przez niego chwilowym rozbawieniem. Jest ojcem. Może od trzech lat nie ma co liczyć na medal dla ojca roku, ale pewne rzeczy się nie zmieniają. Nadal zależało mu na swojej rodzinie. Ale będąc ojcem zna większość, jeśli nie wszystkie zagrywki stosowane przez swoich potomków.
— Młodość rządzi się swoimi prawami — Westchnął lekko uśmiechnięty staruszek. On, podobnie jak Trevor przyglądali się nowoprzybyłemu, jakby czekając na rozwój sytuacji. Okazało się, że ten młodzieniec zamierzał dotrzymać im towarzystwa oraz miał gest, decydując się postawić im po dużym kuflu piwa. Pod tym względem Trevor nie mógł wymarzyć sobie lepszego towarzysza, który z powodu własnej dumy nieświadomie sprzyjał jego alkoholizmowi. Zapewne ta nadzwyczajna hojność ze strony tego czarodzieja zakończy się na tym jednym kuflu.
— Myślę, że od teraz możemy rozmawiać jak dorośli — Skwitował niemalże żartobliwie, uznając ten pierwszy (i oby nie ostatni) kufel za przyzwoite wkupne. Staruszek również wyglądał na zadowolonego z takiego obrotu sprawy, zyskując kolejnego kompana do picia, ale również towarzysza do rozmowy i to z najmłodszego pokolenia. Zdawać by się mogło, że najbardziej postępowego na tle pozostałych. Także tych reprezentowanych przez nich.
— Nie inaczej, paniczu...? — Odparł już poważniejąc staruszek. Zapytał Darcy'ego o jego personalia. Samo wspomnienie tego czarnoksiężnika wystarczyło, aby splunął z pogardą na podłogę. Pozostało mu jeszcze zareagować na słowa najmłodszego czarodzieja w ich gronie i być może powiedzieć to i owo najstarszemu czarodziejowi.
— To nie takie proste, paniczu. Wygłaszanie takich manifestów jest obrazoburcze w promugolskich środowiskach, ale trudno tak wywrotowe treści uznać za niezgodne z prawem i trudno było je traktować poważnie. Do czasu pierwszych ataków dokonanych przez tych zamaskowanych czarodziejów. Czy czytałeś o tym, aby choć jeden z nich został ujęty? Można nie lubić mugoli, choć w tym przypadku to zbyt łagodnie powiedziane względem popełnionych przez tych czarodziejów zbrodni. Czas pokaże. Mam nadzieję... — Staruszek zabrał głos, przedstawiając swój wyważony punkt widzenia. Nie pierwszy raz jakiś oszołom wchodzi ze swoimi wynurzeniami w przestrzeń publiczną, przez co trudno go traktować poważnie. Ale po tych wszystkich zbrodniczych czynach już trzeba. Przez cały czas drżał o życie i zdrowie swoich przyjaciół mugolskiego pochodzenia.
— To fanatyk stojący na czele podobnych mu popaprańców i aresztowanie ich to zbyt łagodne rozwiązanie, choć pobyt w Azkabanie to nie wczasy nad morzem. Rozprawienie się z nimi nie powinno spoczywać wyłącznie na barkach tych służb. Dobrzy i zdolni do walki ludzie powinni reagować na wszelkie przejawy niegodziwości z ich strony, zamiast stać z boku. Powinni sami zadbać o swoje bezpieczeństwo. I swoich bliskich. Zamiast czekać na Brygadzistów i Aurorów. Mugole i mugolaki chcą żyć tylko w spokoju — Trevor postanowił nie wchodzić tak bardzo staruszkowi w słowo. Wyrażając swoje zdanie wypowiadał się z jawną pogardą wobec tych wszystkich czarodziejów podążających za tym całym Czarnym Panem, ale również z pewną determinacją przy czym żywo gestykulując. Zwalczając takie szumowiny zależy nie przebierać w środkach w myśl zasady, że ogień należało zwalczać ogniem. Dla terrorystów nie miał litości. Przemoc czasami była konieczna. Nie doświadczając oporu ze strony prostych ludzi złoczyńcy pozostawali bezkarni. Występowanie przeciwko nim było niebezpieczne, ale było w jego mniemaniu konieczne do ich powstrzymania.
Słowa: 595
— Słyszałem to już nie pierwszy raz — Zwrócił się do chłopaka z wywołanym przez niego chwilowym rozbawieniem. Jest ojcem. Może od trzech lat nie ma co liczyć na medal dla ojca roku, ale pewne rzeczy się nie zmieniają. Nadal zależało mu na swojej rodzinie. Ale będąc ojcem zna większość, jeśli nie wszystkie zagrywki stosowane przez swoich potomków.
— Młodość rządzi się swoimi prawami — Westchnął lekko uśmiechnięty staruszek. On, podobnie jak Trevor przyglądali się nowoprzybyłemu, jakby czekając na rozwój sytuacji. Okazało się, że ten młodzieniec zamierzał dotrzymać im towarzystwa oraz miał gest, decydując się postawić im po dużym kuflu piwa. Pod tym względem Trevor nie mógł wymarzyć sobie lepszego towarzysza, który z powodu własnej dumy nieświadomie sprzyjał jego alkoholizmowi. Zapewne ta nadzwyczajna hojność ze strony tego czarodzieja zakończy się na tym jednym kuflu.
— Myślę, że od teraz możemy rozmawiać jak dorośli — Skwitował niemalże żartobliwie, uznając ten pierwszy (i oby nie ostatni) kufel za przyzwoite wkupne. Staruszek również wyglądał na zadowolonego z takiego obrotu sprawy, zyskując kolejnego kompana do picia, ale również towarzysza do rozmowy i to z najmłodszego pokolenia. Zdawać by się mogło, że najbardziej postępowego na tle pozostałych. Także tych reprezentowanych przez nich.
— Nie inaczej, paniczu...? — Odparł już poważniejąc staruszek. Zapytał Darcy'ego o jego personalia. Samo wspomnienie tego czarnoksiężnika wystarczyło, aby splunął z pogardą na podłogę. Pozostało mu jeszcze zareagować na słowa najmłodszego czarodzieja w ich gronie i być może powiedzieć to i owo najstarszemu czarodziejowi.
— To nie takie proste, paniczu. Wygłaszanie takich manifestów jest obrazoburcze w promugolskich środowiskach, ale trudno tak wywrotowe treści uznać za niezgodne z prawem i trudno było je traktować poważnie. Do czasu pierwszych ataków dokonanych przez tych zamaskowanych czarodziejów. Czy czytałeś o tym, aby choć jeden z nich został ujęty? Można nie lubić mugoli, choć w tym przypadku to zbyt łagodnie powiedziane względem popełnionych przez tych czarodziejów zbrodni. Czas pokaże. Mam nadzieję... — Staruszek zabrał głos, przedstawiając swój wyważony punkt widzenia. Nie pierwszy raz jakiś oszołom wchodzi ze swoimi wynurzeniami w przestrzeń publiczną, przez co trudno go traktować poważnie. Ale po tych wszystkich zbrodniczych czynach już trzeba. Przez cały czas drżał o życie i zdrowie swoich przyjaciół mugolskiego pochodzenia.
— To fanatyk stojący na czele podobnych mu popaprańców i aresztowanie ich to zbyt łagodne rozwiązanie, choć pobyt w Azkabanie to nie wczasy nad morzem. Rozprawienie się z nimi nie powinno spoczywać wyłącznie na barkach tych służb. Dobrzy i zdolni do walki ludzie powinni reagować na wszelkie przejawy niegodziwości z ich strony, zamiast stać z boku. Powinni sami zadbać o swoje bezpieczeństwo. I swoich bliskich. Zamiast czekać na Brygadzistów i Aurorów. Mugole i mugolaki chcą żyć tylko w spokoju — Trevor postanowił nie wchodzić tak bardzo staruszkowi w słowo. Wyrażając swoje zdanie wypowiadał się z jawną pogardą wobec tych wszystkich czarodziejów podążających za tym całym Czarnym Panem, ale również z pewną determinacją przy czym żywo gestykulując. Zwalczając takie szumowiny zależy nie przebierać w środkach w myśl zasady, że ogień należało zwalczać ogniem. Dla terrorystów nie miał litości. Przemoc czasami była konieczna. Nie doświadczając oporu ze strony prostych ludzi złoczyńcy pozostawali bezkarni. Występowanie przeciwko nim było niebezpieczne, ale było w jego mniemaniu konieczne do ich powstrzymania.
Słowa: 595