07.05.2024, 08:51 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.05.2024, 12:22 przez Brenna Longbottom.)
Brenna, pomiędzy szykowaniem potańcówka, urodzin Millie i wyprawy na wyspę, nie wspominając już o pracy i prywatnych dramatach rozgrywających się w życiu jej i jej bliskich, nie miała wprawdzie wiele czasu na przegrzebywanie źródeł odnośnie odszukiwania rzeczy, ale wypytanie w biegu paru osób bieglejszych w magii od niej prowadziło do jednego wniosku.
Miały przerąbane.
Nie istniał sposób pozwalający ot tak namierzyć ukryty pod ziemią przedmiot, zwłaszcza że ten chciano zakopać na dobre. Brenna nie miała większych szans uciec się do widmowidzenia - wszystko stało się tak dawno temu, że szanse na zobaczenie czegoś sensownego były bliskie zeru. Zaklęcia namierzające istniały, choćby Namiar, ale większość trzeba było najpierw nałożyć na cel, aby ten został później znaleziony. Istniała szansa, że jeśli naszyjnik obłożono potężnymi zaklęciami, zdołają znaleźć ślady magii... Ale czy ta nie powinna się już po tylu latach wyczerpać? Mechanizmy magiczne byłyby przydatne, ich powstawanie jednak było czasochłonne. I tak dalej, I tak dalej...
A przekopanie całego ogrodu zajmie im wieki. Chyba że kompletnie go zrujnują za pomocą magii.
Brenna miała parę pomysłów, ale i tak odczuwała pewną beznadzieję, kiedy teleportowała się w ogródku i w gąszczu roślin – najwyraźniej dziwne zjawiska powodujące gwałtowny wzrost roślinności sięgnęły i tutaj. Podobnie jak Olivia zadbała o odpowiedni strój: miała na sobie wyblakłe rybaczki, solidne, znoszone już buty, ciemną koszulkę, a w plecaku rękawiczki.
Była pewna, że czegoś zapomniała. Nie mogła przypomnieć sobie czego i to trochę ją stresowało - może miała coś tutaj przynieść, ale zupełnie wyleciało jej to z pamięci?
– Cześć, Livy – przywitała się wesoło, jak zwykle, jakby widok tej ziemi, cholernie dużej, i tych wszystkich roślin, nie sprawił, że jęknęła w duchu. Zagwizdała jednak, rozglądając się. – W sumie już się nie dziwię, że pozwolił nam tu kopać i nawet nie domagał się jakichś wielkich pieniędzy, tak to wszystko wygląda, że gorzej nie będzie – oświadczyła, chociaż całkiem pogodnie. Miała dziwne wrażenie, że tego domu nikt nie kupi i popadnie w jeszcze większą ruinę. A jeśli nawet, to jeżeli usuną te wszystkie rośliny, właściciel co najwyżej skorzysta.
– Mam parę pomysłów, chociaż nie mam pojęcia, czy zadziałają. Po pierwsze, wykrywanie śladów magii, ale jeżeli zakopały to bardzo głęboko, wiele to nie da. Po drugie, można próbować transmutować ziemię, żeby stała się przezroczysta… ale kamienie i tak dalej i tak to utrudnią i nie próbowałam dotąd z aż tak zaawansowaną transmutacją… Jak dobrze radzisz sobie z kształtowaniem i transmutacją? – spytała. Wprawdzie sama też zgarnęła łopatę, ale jednak planowała przede wszystkim posługiwać się magią, bo bez niej to mogą tu kopać najbliższy rok i nic nie osiągną.
Miały przerąbane.
Nie istniał sposób pozwalający ot tak namierzyć ukryty pod ziemią przedmiot, zwłaszcza że ten chciano zakopać na dobre. Brenna nie miała większych szans uciec się do widmowidzenia - wszystko stało się tak dawno temu, że szanse na zobaczenie czegoś sensownego były bliskie zeru. Zaklęcia namierzające istniały, choćby Namiar, ale większość trzeba było najpierw nałożyć na cel, aby ten został później znaleziony. Istniała szansa, że jeśli naszyjnik obłożono potężnymi zaklęciami, zdołają znaleźć ślady magii... Ale czy ta nie powinna się już po tylu latach wyczerpać? Mechanizmy magiczne byłyby przydatne, ich powstawanie jednak było czasochłonne. I tak dalej, I tak dalej...
A przekopanie całego ogrodu zajmie im wieki. Chyba że kompletnie go zrujnują za pomocą magii.
Brenna miała parę pomysłów, ale i tak odczuwała pewną beznadzieję, kiedy teleportowała się w ogródku i w gąszczu roślin – najwyraźniej dziwne zjawiska powodujące gwałtowny wzrost roślinności sięgnęły i tutaj. Podobnie jak Olivia zadbała o odpowiedni strój: miała na sobie wyblakłe rybaczki, solidne, znoszone już buty, ciemną koszulkę, a w plecaku rękawiczki.
Była pewna, że czegoś zapomniała. Nie mogła przypomnieć sobie czego i to trochę ją stresowało - może miała coś tutaj przynieść, ale zupełnie wyleciało jej to z pamięci?
– Cześć, Livy – przywitała się wesoło, jak zwykle, jakby widok tej ziemi, cholernie dużej, i tych wszystkich roślin, nie sprawił, że jęknęła w duchu. Zagwizdała jednak, rozglądając się. – W sumie już się nie dziwię, że pozwolił nam tu kopać i nawet nie domagał się jakichś wielkich pieniędzy, tak to wszystko wygląda, że gorzej nie będzie – oświadczyła, chociaż całkiem pogodnie. Miała dziwne wrażenie, że tego domu nikt nie kupi i popadnie w jeszcze większą ruinę. A jeśli nawet, to jeżeli usuną te wszystkie rośliny, właściciel co najwyżej skorzysta.
– Mam parę pomysłów, chociaż nie mam pojęcia, czy zadziałają. Po pierwsze, wykrywanie śladów magii, ale jeżeli zakopały to bardzo głęboko, wiele to nie da. Po drugie, można próbować transmutować ziemię, żeby stała się przezroczysta… ale kamienie i tak dalej i tak to utrudnią i nie próbowałam dotąd z aż tak zaawansowaną transmutacją… Jak dobrze radzisz sobie z kształtowaniem i transmutacją? – spytała. Wprawdzie sama też zgarnęła łopatę, ale jednak planowała przede wszystkim posługiwać się magią, bo bez niej to mogą tu kopać najbliższy rok i nic nie osiągną.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.