07.05.2024, 09:30 ✶
– Nie martw się księżniczko, nic Ci ze mną na Nokturnie nie grozi. – uśmiechnęła się absolutnie szczerze, choć może nie powinna być to rzecz, którą się mówi na pierwszej randce. Spotkaniu. Czymkolwiek, na czym teraz byli. Była bardzo z siebie dumna, że jeszcze nie zalała go bluzgami, jednak bardziej zależało jej na tym, by mieć towarzystwo tego wieczoru, a to była też ciekawa odmiana, że to towarzystwo nie zamierzało jej zaciągnąć do ciemnej alejki przelecieć i pójść z kolegami na piwo. To była ciekawa odmiana, że ona nie zamierzała zrobić tego samego mu. Jakieś wyzwanie. Jakaś odmiana.
Zastanawiała się nad potencjalnym miejscem gdzie mogliby pójść i w sumie jakiś pomysł zaczął jej kiełkować we łbie, a może po prostu wizja tego o czym paplała w galerii nie chciała tak łatwo się odkleić.
– Nie wiem na ile to się, ale wiesz tak myślę, że najchętniej poszłabym z Tobą do pracowni. Jeśli masz butelkę czy dwie czegoś dobrego, szkicownik i nie przeszkadza Ci rysowanie pod wpływem czy coś. – zamyśliła się. Czy to miało w ogóle sens? Czy musiało mieć sens? – Chciałabym zobaczyć dzisiaj cokolwiek, co zmyje z moich oczu te nudne fotki, a w sumie jestem ciekawa jak to wygląda, wiesz... proces twórczy. Sama kiedyś malowałam, ale nie miałam za dużo kontaktu z zawodowcami. Jestem ciekawa... jestem ciekawa z jakiej gliny jesteś ulepiony panie Rosier. Politura ładna, ale co jest w środku? Takie rzeczy wychodzą zazwyczaj przed pustą kartką, która potem wypełnia się liniami składającymi się na... coś. Myśl. Koncept. Wiec tak, jeśli mam wybierać, to tak bym chciała spędzić wieczór. – skrzywiła się do własnych słów, bo może więcej sensu miałoby naciągnąć go na kolacje w jakimś fancy miejscu do jakiego nigdy by nie weszła przy innej okazji. Może więcej sensu miałoby przeskoczyć z nim na degustację szkockiej, którą musiałby opłacić, a potem nie mieliby jak wrócić, przespaliby się w najętym pokoju? Też nieźle. Ale chyba wolała popatrzeć jak pracuje. Bo coś jej mówiło, gdy palcami przejeżdżała po materiałowej korze, że może to być więcej warte, niż wszelkie inne rozrywki, które mógłby opłacić. Kawałek duszy. Jakaś autentyczność. Nie było nic cenniejszego do ofiarowania.
Zastanawiała się nad potencjalnym miejscem gdzie mogliby pójść i w sumie jakiś pomysł zaczął jej kiełkować we łbie, a może po prostu wizja tego o czym paplała w galerii nie chciała tak łatwo się odkleić.
– Nie wiem na ile to się, ale wiesz tak myślę, że najchętniej poszłabym z Tobą do pracowni. Jeśli masz butelkę czy dwie czegoś dobrego, szkicownik i nie przeszkadza Ci rysowanie pod wpływem czy coś. – zamyśliła się. Czy to miało w ogóle sens? Czy musiało mieć sens? – Chciałabym zobaczyć dzisiaj cokolwiek, co zmyje z moich oczu te nudne fotki, a w sumie jestem ciekawa jak to wygląda, wiesz... proces twórczy. Sama kiedyś malowałam, ale nie miałam za dużo kontaktu z zawodowcami. Jestem ciekawa... jestem ciekawa z jakiej gliny jesteś ulepiony panie Rosier. Politura ładna, ale co jest w środku? Takie rzeczy wychodzą zazwyczaj przed pustą kartką, która potem wypełnia się liniami składającymi się na... coś. Myśl. Koncept. Wiec tak, jeśli mam wybierać, to tak bym chciała spędzić wieczór. – skrzywiła się do własnych słów, bo może więcej sensu miałoby naciągnąć go na kolacje w jakimś fancy miejscu do jakiego nigdy by nie weszła przy innej okazji. Może więcej sensu miałoby przeskoczyć z nim na degustację szkockiej, którą musiałby opłacić, a potem nie mieliby jak wrócić, przespaliby się w najętym pokoju? Też nieźle. Ale chyba wolała popatrzeć jak pracuje. Bo coś jej mówiło, gdy palcami przejeżdżała po materiałowej korze, że może to być więcej warte, niż wszelkie inne rozrywki, które mógłby opłacić. Kawałek duszy. Jakaś autentyczność. Nie było nic cenniejszego do ofiarowania.