Brakowało mu teraz papierosa. Chciał zapalić, ale w biurze nie wypadało. Jeszcze ktoś gotów byłby pomyśleć, że traktuje jeszcze bardziej lekko swoją pracę niż już do niej podchodził. Podobno dobrze mu było w tych czarnym mundurze ze srebrnymi odznaczeniami wskazującymi jawnie na to, z którego Departamentu tego Ministerstwa wypełzał, ale prawdę mówiąc sam nie do końca zwracał na to uwagę. Gdyby wszystko było różowe miałby do tego tak samo ambiwalentne podejście - kolor to tylko... kolor. Upodobania ludzi co do nich potrafiły zmieniać się nawet nie powoli i stopniowo, ale zajmowały neutralną pozycję i ustosunkowywały się do ogólnie panującej mody. Dlaczego więc miałby przywiązywać do tego większą wagę? Kiedy był w pracy mógł się rzucać w oczy. Poza nią szarości, brązy i czerń były odpowiednie, bo pozwalały nie rzucać się w oczy. Być cieniem człowieka, którym chciał być - nic więcej.
- Zrób to. - Czy Millie Moody byłaby do tego zdolna? Mógłby zapytać, czy to w ogóle było jakiekolwiek pytanie, bo przecież odpowiedź była oczywista, a i Cain ze swoją jakoś stanowczo długo się nie wahał. Przechylenie granicy postępowania karnego mogło być mieczem obusiecznym, ale tutaj za dobrze znali tych, którzy siedzieli na górze. Za dobrze wiedzieli, po której stronie biły serca. Nie dodamy do tej sykstyńskiej mieszanki, fałszywie oświeconej i ukulturowionej, niczego nowego. Ledwo mała szpileczka wbita w samo serce problemu. - Tylko zadbaj, żeby cię nie rozpoznał. - Jeśli to też musiał mówić, ale wolał powiedzieć to zdanie za dużo niż potem zobaczyć twarz Millie na pierwszych stronach gazet. Mógł po niej posprzątać, właściwie jeśli zamierzała to zrobić - tak zamierzał. Upewnić się, że mężczyzna będzie bardziej niż MOCNO podatny na zabiegi, jakim jego kuzynka chciała obdarzyć tego piśmaka. Czy zasłużył? Cóż... moralność miała przedziwne walory, ale jak z tymi kolorami - każdy miał własne i potrafiły się zmieniać zależnie od mody. - Różdżkę mu zostaw, żeby mógł wrócić. - Teleportować się z powrotem, albo zawołać kogoś o pomoc. Dzięki temu impakt zostanie osiągnięty, ale jednocześnie zbrodniarz działający przeciwko Leachowy zostanie ukarany. - Zostawienie go tam wzbudziłoby za dużą sensację i szukaliby sprawcy. - Na pewno bardzo intensywnie, to chyba byłby głośny artykuł. Cain nie przepadał za sensacjami, a tym bardziej kiedy negatywnie wpłynąć mogły na jego rodzinę, o którą starał się dbać jak najmocniej.
Zastukał o siebie powoli palcami w zamyśleniu. Znajdowanie brudów na takiego człowieka...
- Myślisz, że to Winterfell jest problemem? - Zapodał myśl dalej, z ciekawości. To był tylko dziennikarz, który pisał artykuł, jasne. Być może sam go wymyślił, wyssał z palca, poniosła go fantazja i z niej skorzystał. Wszyscy korzystali na niemal każdej tragedii świata teraz, żeby obwinić za to Leacha. Próby bronienia go stawały się płonne, był ofiarą, której ledwo można było nadać tragiczny wydźwięk, żeby stała się bardziej wartościowa dla przyszłych opowieści. - Ktoś zaakceptował jego artykuł. Ktoś je publikuje w Proroku. Nie on to znajdzie się kolejny piśmak. - Jeśli chcesz dobrać się do króla to najpierw zabij jego konia. W tym wypadku czy Winterfell był w ogóle koniem? Kojarzył się bardziej z Azorem podwórkowym, który ujada i robi zamieszanie - nikim bardziej wartościowym. Ze zdrowego punktu widzenia nie powinien Millie dawać głupich pomysłów do głowy, bo była ona skłonna je wykonać. Potem była ta druga strona medalu - Cain był gotów ją zmanipulować, pokierować, żeby właśnie to zrobiła. Leach nie zasługiwał na to, co mu się przytrafiało. Zasługiwał na to, żeby siedzieć na tym tronie i o niego walczyć. Alastor by go pewnie zabił. - Zamiast niszczyć takiego pionka lepiej przejąć nad nim kontrolę. Nawet jeśli będzie tylko minimalizowała straty. - Tylko z ludźmi było tak, że jeśli naciśniesz za mocno - wyłamią się. Jeśli zbyt lekko - nie będą posłuszni.