Okupuje muffinki i pasie się jak świnia.
Imprezy nie były jego mocną stroną. Co innego siedzenie przy stole przy słodyczach, okupowanie ich i zapijanie alkoholem. O tak, doskonałe połączenie. Byłoby jeszcze lepsze, gdyby nie konieczność utrzymania twarzy. Jakiejkolwiek twarzy. Sami swoi - bo przecież warownia, w której się znajdowali, nie zapraszała obcych, prawda? Mogli to być najbliżsi z najbliższych - nie zamierzał się ludziom pokazywać w zgorszonym stanie zupełnego pijaństwa, kiedy puszczało trochę więcej ograniczeń niż powinno. Innych można zaciągać do bezpiecznego domu, kiedy nie mogli stać na nogach, ale siebie samego? Nie. To przecież nie wypada.
Nerwowym tikiem zginał lekko palce na przedramieniu, a drugą ręką przytrzymywał puchar z winem. Przed nim trochę łakoci pazernie nabranych na talerzyk, które systematycznie z niego znikały - mógłby ich jeść mniej, więcej zdrowych rzeczy i więcej się ruszać, wtedy może jeszcze coś by z niego wyrosło. Na nieszczęście w życiu mężczyzny najtrudniejsze było pierwsze 40 lat dojrzewania - potem szło już z górki. Więc jeszcze trochę panu Bletchleyowi do tego okresu zostało. Lekko poruszał głową w rytm muzyki, która grała - bardzo w jego gustach, ale nie musiał tego mówić Millie na głos. Mogli razem szlajać się po koncertach i skakać do ich rytmu. Jeden z wielu łączników we wszystkim, co ich różniło.
Oderwał w końcu niewidzący wzrok od stołu, żeby spojrzeć na niego rozleniwionych gości po wszystkich tych formalnościach. Na głowie miał kapelusz w stylu Szalonego Kapelusznika - na więcej się nie pokusił, ale nie chciał też przychodzić zupełnie bez przebrania, żeby nie sprawić Millie przykrości. Lub wróć, odwróćmy to - chciał jej sprawić przyjemność. To w tę stronę funkcjonowały jego myśli. Do Morpheusa w tym momencie nawet nie chciał się zbliżać, kiedy kładł tego tarota - miał dość wróżb na najbliższych czas i tych, którzy widzieli ułamki przyszłości. Ten tarot był jak bzyczące upierdliwie osy, które tylko czekają, żeby wjebać ci żądło pod skórę, a ty akurat jesteś na nie uczulony. Cóż, niefortunnie. Podniósł się w końcu z ciasteczkiem krzyczącym ZJEDZ MNIE i skierował kroki do Millie i Alastora.
- Co to za stypa. - Uniósł kąciki ust ku górze. - Już za dużo grzybków, Millie? A gdzie honorowy taniec jubilatki?